Jump to content

Rower - 2019


kordiankw
 Share

Recommended Posts

Cześć Nie negując wiedzy kolegów, działam podobnie jak Ty. Smaruję co jakieś 300.. wcześniej wycierając szmatką i odkurzając wykruchy. Mój sąsiad - serdeczny kolega - wykonuje to moczenie w benzynach - znakomicie działa i łańcuch ma piękny. Tylko, że On mało jeździ... Pozdrowienia

Pisałem o pancerzach. Mam xt kupione przed chyba 8 laty i dalej sprawne. Co do łańcucha, to sposobów na niego jest tyle ilu rowerzystów, w dodatku co chwilę ktoś propaguje jakieś nowe czy inne mazidlo.... Pamiętam że poradniki z czasów mojej młodości polecaly wygotowanie łańcucha w smarze stałym.... Teraz używam czerwonego Finish Line, z czestotliwoscia "jak mi się przypomni"... ale co ja tam jeżdżę.....
Link to comment
Share on other sites

  • Replies 199
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

W sumie "w temacie lancuchowym" nie jest az tak istotne, jak sie o niego dba (zakladajac, ze sie to robi prawidlowo) - natomiast najwazniejsze jest mierzenie rozciagniecia lancucha co , powiedzmy 2 mies.....Jezeli to przegapimy, to zamiast wymiany lancucha pojdzie kaseta....

Link to comment
Share on other sites

W sumie "w temacie lancuchowym" nie jest az tak istotne, jak sie o niego dba (zakladajac, ze sie to robi prawidlowo) - natomiast najwazniejsze jest mierzenie rozciagniecia lancucha co , powiedzmy 2 mies.....Jezeli to przegapimy, to zamiast wymiany lancucha pojdzie kaseta....

Cześć

No dobra ale co ile (mniej więcej km) bo ktoś może dwa miesiące nie jeździć przecież.

2000, 3000 km? To chyba też zależy trochę od "nogi".

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

No często wożę cały, jakoś nie jestem maniakiem lekkości ... a na maraton jak się trafi to i tak jadę bez torby podsiodłowej.

 

Nie uważam tylko jest : )) Przecież łańcuch się zużywa mniej więcej tak samo, i tak go muszę kupić wcześniej czy później - łańcuchowi to rybka. Od czasu do czasu łańcuch rozpinam do czyszczenia napędu więc zmiana na inny to żaden problem. Tańszy nie jest brak przymiaru tylko 3x dłuższy czas życia kasety : ))) - dłużej pracuje na prawie nowym łańcuchu ! Najmniej zużyty - tu trzeba troszkę magii :D Na przykład masz gwóźdź wbity w ścianę, wieszasz na nim łańcuchy i patrzysz który jest najkrótszy : )))) 

Dodatkowo jak czyścić to lepiej 3 na raz - tak samo się uwalisz a trzeba to robić 3x rzadziej : )

 

O ile szejkowanie to trochę takie tantryczne voodoo to jazda na 3 łańcuchy naprawdę działa. Na 4 pewnie lepiej ale nie próbowałem : )

Link to comment
Share on other sites

3 lancuchy to dobry sposob ale w tym i W każdym innym jest i tak sporo magii. Ma ona sens gdy jeździ się dużo (sporo więcej niż np 3000km rocznie) i/lub trudnych warunkach, w dodatku w błocie. Dla kolarki lub treka jezdzonego 'na sucho przebiegi mogą być znacznie większe. Poprzednia kaseta wytrzymała mi ok 15000 km i przeżyła 3 ale kolejne(!) łańcuchy. A nie byla szczególnej jakości. 4ty lancuch przeskakiwal już od nowosci, więc dostał nową kasetę i średni blat... Czyli jak kto woli....
Link to comment
Share on other sites

Ale to oznacza tylko tyle, że na 3 łańcuchy przeżyłaby 30-40 tkm. Oczywiście - jeżeli ktoś jeździ mało to mu wszystko jedno. Ale należy pamiętać, że obecne napędy są znacznie mniej trwałe, te starsze 8-owe lub 9-kowe były wieczne.

Link to comment
Share on other sites

Ale to oznacza tylko tyle, że na 3 łańcuchy przeżyłaby 30-40 tkm. Oczywiście - jeżeli ktoś jeździ mało to mu wszystko jedno. Ale należy pamiętać, że obecne napędy są znacznie mniej trwałe, te starsze 8-owe lub 9-kowe były wieczne.

To właśnie jest ta magia, tego nie da się określić wprost... :-) Trwalosc.... Fakt. Jak wszystko wokół.
Link to comment
Share on other sites


Sprawa doboru jest tak indywidualna ( każdy ma swoją niepowtarzalną d... tak jak stope) że nie ryzykowalbym tak stanowczego stwierdzenia... Ale możliwość przymiarki to świetna sprawa...
Poza tym na wiosnę musi boleć i już.... :-)

Cześć

Michał, sprawa polega właśnie na tym, żeby pojęcia "wiosna" w powyższym rozumieniu nie było.

Ewka jeździ na twardym męskim siodełku i dla niej tez jest to uczucie nieznane bo... jeździ bez przerwy. To tak jak z bólem nóg w butach narciarskich. Gdy jeździłem dużo - ponad dwa miesiące i więcej nie było czegoś takiego jak adaptacja poza pierwszym dniem sezonu. Teraz na każdym wyjeździe w pierwszym dniu stopa musi się przyzwyczaić. Po prostu za rzadko jeżdżę.

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Cześć Michał, sprawa polega właśnie na tym, żeby pojęcia "wiosna" w powyższym rozumieniu nie było. Ewka jeździ na twardym męskim siodełku i dla niej tez jest to uczucie nieznane bo... jeździ bez przerwy. To tak jak z bólem nóg w butach narciarskich. Gdy jeździłem dużo - ponad dwa miesiące i więcej nie było czegoś takiego jak adaptacja poza pierwszym dniem sezonu. Teraz na każdym wyjeździe w pierwszym dniu stopa musi się przyzwyczaić. Po prostu za rzadko jeżdżę. Pozdrowienia

Niestety, metoda na unikanie przerw w jezdzie nie jest dla każdego. Jeżeli ktoś nie pracuje w stałym miejscu a musi zrobić w ciągu dnia 100, 150 km I to w zimie, to rower byłby dosc kłopotliwy.... Teraz mam, niestety tylko przypadkiem, 3 miesiące w jednym miejscu i do tego 8km od domu więc pierwsze bóle d.. mam już za sobą... :-). Przeszkadza mi tylko dopasowanie ubrania do 4-5 stopni rano i 20 po południu... a równocześnie wyglądania 'na czlowieka' w ciągu dnia... jakieś pomysły?
Link to comment
Share on other sites

W okolicach Wrocławia jest bardzo płasko, stąd przy kilkugodzinnych spontanicznych wypadach nie ma za wielu okazji do wykorzystania właściwości roweru ;) natomiast MTB mi najbardziej pasowało bo można nim śmigać i w błocie, i w piachu, w górę, w dół, a czasami lubię pojechać na azymut. Jak kolega na trekkingu ze mną jeździł to narzekał na szutrowej dróżce, że za wąskie opony ma, czemu nie jedziemy po asfalcie ;) wcześniej miałem składaka Romet jubilat rocznik 1994 (czeka na remont w piwnicy - do tych dojazdów do pracy) i czasem wyjeżdżałem nim w teren, no ale na pagórkach (Jelenia Góra - Siedlęcin czy Sędzisław - Lubawka) bez przerzutek to marna zabawa była ;)
Link to comment
Share on other sites

Niestety, metoda na unikanie przerw w jezdzie nie jest dla każdego. Jeżeli ktoś nie pracuje w stałym miejscu a musi zrobić w ciągu dnia 100, 150 km I to w zimie, to rower byłby dosc kłopotliwy.... Teraz mam, niestety tylko przypadkiem, 3 miesiące w stałym miejscu i do tego 8km od domu więc pierwsze bóle d.. mam już za sobą... :-). Przeszkadza mi tylko dopasowanie ubrania do 4-5 stopni rano i 20 po południu... a równocześnie wyglądania 'na czlowieka' w ciągu dnia... jakieś pomysły?

Cześć

Pewnych problemów nie przeskoczysz. Ja też czasami po prostu muszę jechać samochodem do pracy ale doprowadziłem do tego, że to "muszę" zdarza się dwa trzy razy w miesiącu. Ubranie na jazdę - jeżdżę zawsze z plecaczkiem bo i tak mam tam laptopa.

A ubranie na miejscu... No cóż, tu mam luz, nie muszę "wyglądać". Nawet na Wigilii z prezesami byłem w stroju rowerowym i była kupa śmiechu. Te 8 km to może być też po prostu za mało. Ja mam w zależności od drogi od 16,5 do 19.0 km więc codziennie robię minimum 35.0 km i to bardzo dobrze utwardza. ;)

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Rok temu kupiłem w miarę sensowny (w swoim przedziale cenowym, do jazdy rekreacyjnej) rower górski, w weekendy zdarza mi się (na ile czas pozwoli) jeździć na ok. 70-kilometrowe wycieczki w okolice Wrocławia i tutaj pojawia się problem, nogi i kondycja pozwoliłyby na więcej, ale bolą mnie cztery litery ;)

Jak inni napisali. D... musi się ułożyć. Kiedyś, w dobie skórzanych siodełek, układało się siodełko. (Moje najwygodniejsze siodełko w życiu było właśnie takie: twarde, skórzane.) I dalej tak niekiedy jest, ale dziś dla amatorów królują siodełka żelowe, które się nie formatują. Eksperymentowałem z wieloma siodełkami, ale najlepiej wypadło to: Selle Royal lookin. Selle royal produkuje różne typy siodełek, te lookin to taki mtb-trekking. W każdym razie mnie podeszło.

Link to comment
Share on other sites

Jezeli kogos na mtb boli d....a to znaczy, ze takiego roweru nie potrzebuje - bo na mtb siedzi sie na siodle rzadko - moze tak z 10-15% czasu

Tzn gdzie jezdzisz? Bo jeśli mówisz, ze 10-15% procent czasu to d..e musisz wwozić wyciągiem, także obstawiam, ze to jakieś bike parki. U mnie mam traske około 20km, podjazd ok 8km, zjazdu ok 12km. Całość na luzie zajmuje mi ok 1,2-1,3h, z czego podjazd 50-60min. Także te procenty srednio wychodzą. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Link to comment
Share on other sites

Eksperymentowałem z wieloma siodełkami, ale najlepiej wypadło to: Selle Royal lookin. Selle royal produkuje różne typy siodełek, te lookin to taki mtb-trekking. 

 

Mi akurat Selle nie podchodzą ... mają taki dziwny wykrój, że nie pasują do masywnych ud. Super mi na Bontrager Montrose 128, na 138 tyłek bolał a 148 totalna porażka. Ale to tak indywidualna sprawa, że trzeba się na każdym przejechać, podstawa to pomiar rozstawu kości kulszowych. 

Link to comment
Share on other sites


Cześć

 

Wczoraj z Rafałem - bratem mojej żony pojechaliśmy na planowana od jakiegoś czasu wycieczkę inspirowana Maćkową Wisłą 1200. To fragment większej całości, która się rodzi. Trasa wiodła z Warszawy prawym brzegiem Wisły do Nowego Dworu Mazowieckiego gdzie (omijając miasto) dojechaliśmy do Narwi. Tu lewym brzegiem Narwi do Zegrza, ominięcie zalewu przez Nieporęt do ujścia Bugu. Teraz lewym brzegiem Bugu wzdłuż rzeki przez Wyszków do Broku gdzie na działce Rafała zakończyliśmy przy browarach i grillu. Staraliśmy się jechać jak najbliżej rzek drogami i ścieżkami po wałach. W paru miejscach łączniki asfaltowe. Musieliśmy pokonać w bród jedną rzeczkę, dwa odcinki piachu były dość upierdliwe.

Przygody zaczęły się już przy starcie gdzie zostawiłem przy drodze plecak i musiałem wracać około 7 km ale dzięki temu przekonałem się, że na moim rowerze MTB mogę przekroczyć na płaskim 40km/h. Później w wyniku błędu w nawigacji musieliśmy pokonać dobre kilkaset metrów dnem nieczynnego kanału w środku lasu a pod koniec drogi zamknięto nam przed nosem knajpę z pierogami i piwem w Kamieńczyku i podobnie w Broku.

Rafał jechał na facie ale na asfaltach walił równo 30 na godzinę. Wyszło w sumie trochę ponad 160km.

W sumie super wyprawa w świetnym towarzystwie.

WP_20190427_17_22_39_Pro.jpg

 

Link to comment
Share on other sites

O rany. Prawie 20 km/h na facie w terenie i na tym dystansie !

Cześć

Rafał jest  objeżdżony jak trzeba. Mnie najbardziej zaskoczyło, że na asfalcie jechał na facie ponad 30. To mnie ten warkot już chyba bardziej męczył niż jego pedałowanie. No ale wiesz na piachu to ja niosłem rower a ten z uśmiechem się oddalał, czym mnie wkurzał niemożebnie.

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Mnie najbardziej zaskoczył kiedyś facet na facie na maratonie w Konstancinie. Nie było zgody na jazdę wałami i duża część prowadziła rozmiękłymi, podmokłymi trawami, błockiem i piachem tuż nad Wisłą. Dawał ognia : )

Na twardym go wyprzedzaliśmy z łatwością a na miękkim szedł jak amfibia :D

Link to comment
Share on other sites

Mnie najbardziej zaskoczył kiedyś facet na facie na maratonie w Konstancinie. Nie było zgody na jazdę wałami i duża część prowadziła rozmiękłymi, podmokłymi trawami, błockiem i piachem tuż nad Wisłą. Dawał ognia : )

Na twardym go wyprzedzaliśmy z łatwością a na miękkim szedł jak amfibia :D

Cześć

My mieliśmy dość dobre rozpoznanie trasy i wiedzieliśmy, że będzie raczej twardo. Rafał miał w związku z tym problem bo napompował dość solidnie i bał się gumy bo dużo było jazdy po kamienistym szutrze i lesie z dużą ilością gałęzi, Na piachach szedł sobie bez problemu a ja przez prawie dwa kilometry targałem rower (a mam gumy 2.25 więc tez raczej najszersze jakie wchodzą mi w rower) lub jechałem bez drogi przez las skacząc po konarach i gałęziach. Na szczęście takie odcinki były tylko dwa - w sumie może 6-7 km.

Jest parę rzeczy ważnych na takich wycieczkach:

- rozsądne tempo - takie na 70 max 80 %.

- częste przystanki na uzupełnienie płynów i przegryzienie banana czy batona. My zatrzymywaliśmy się co jakieś 20-30 km gdy tylko jedne lub drugi poczuł znużenie lub jakiś ból. Po pięciu minutach postoju i małym posiłku jesteś jak nowo narodzony.

- dobrze opracowany ślad i/lub znajomość terenu. Trasę opracowałem w Stravie i wgraliśmy sobie na Garminy. Jeden poważny błąd nawigacyjny okupiliśmy przedzieraniem się przez las dnem jakiegoś starego kanału z którego później nie mogliśmy wyjść ze względu na obetonowane strome brzegi. Parę miejscu musieliśmy ominąć bo albo drogi po prosu nie było albo wybudowano na niej dom. Tu przydała się znajomość terenu i jazda troszkę na czuja. Mieliśmy komplet map topograficznych ale nawet ich nie wyciągnąłem z plecaka.

- sprzyjał nam również wiatr jak że był generalnie zachodni a my sporo trasy po otwartych polach i wałach mieliśmy na zachód - zwłaszcza pod koniec.

Generalnie super wyprawa i już myślę nad trasą następnej no bo przecie długi weekend przed nami.

Pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share


×
×
  • Create New...