Skocz do zawartości

Marcos73

Members
  • Liczba zawartości

    6 170
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    230

Zawartość dodana przez Marcos73

  1. Marcos73

    rower :)

    Cze Zapomniałem, w sobotę koło 17.00 jechałem z Milówki do Zwardonia na rowerze. I na początku Rajczy (nawet do Adasia chciałem na kawkę wstąpić, ale go nie było) jedzie się ścieżką takim wąskim laskiem między Sołą a drogą. W pewnym momencie po mojej lewej stoi Jeleń tuż przy ścieżce. Zauważyłem go gdy był z 2 m przede mną. Byk grubo ponad 300kg z ogromnym porożem stał i obgryzał liście z krzaka/drzewa. Omc się nie zesrałem ze strachu. Jakby skoczył to koniec. Na szczęście mnie olał i był mały ruch, tylko ostrzegłem raptem 2 rowerzystów jadących z przeciwka. Mogło być grubo. Dawno się tak nie wystraszyłem. No ciulik mnie zaskoczył😀. pozdro
  2. Mitek Grimson nie rozumie teren prywatny i ciążących na właścicielu/zarządcy z tego tytułu obowiązków. Odpowiada za bezpieczeństwo na jego terenie całodobowo. Np. Jestem kurierem dostarczam Grimsonowi paczkę w zimie. Nie chciało mu się odśnieżyć chodnika i się wypierdalam i łamię nogę. Jeśli wówczas nie padał śnieg, a mnie wpuścił, to odpowiada za wypadek. Może pierdolić, że to jego i nie musi, jednak przyjmując osoby z zewnątrz odpowiada za ich bezpieczeństwo na swoim terenie. Sklepy tak samo, po opadzie powinny niezwłocznie oczyścić teren. Tak mówią przepisy. Więc jak któryś z bawiących się na parkingu potrąci kolegę, to sklep ma przejebane. A propos przepisów, jestem zdania co nie jest zabronione, jest dozwolone. Jazda w lesie drogą ogólnodostępną na motorze. Pojazd, jak pojazd o ile jest dopuszczony i spełnia normy, czemu nie. Ale jeśli jest zakaz czy też nie spełnia norm, kategoryczne nie. Każdy motocykl musi spełniać normy hałasu inaczej nie dostanie homologacji i nie zostanie dopuszczony do ruchu. A jak wywalił dB killera, to zabrać dowód powinny odpowiednie służby. Co do zbieżności jazdy z narciarstwem są spore. Początkujący zwykle poruszają się wolno i zwykle po trasach łatwych. Tym co się wydaje, że już potrafią i jeżdżą niebezpiecznie mogą zgasić odpowiednie służby w cywilizowanych krajach, a Ci co faktycznie potrafią tak nie jeżdżą. Z prawo jazdy jak z maturą, życie zweryfikuje, czyś się coś naumiał. Zdałeś, papier jest dożywotni i nie ma sensu go ponownie weryfikować. Nie wiem czemu, a można by było wprowadzić i obowiązkowo zielony listek i karać świeżaków za jego brak. Nie uważam, że to wstyd, a da sygnał innym kierowcom, aby zwiększyć czujność i mieć dużo więcej wyrozumiałości. U nas 17-to latem po zdaniu egzaminu musi jeździć z mentorem, a chodzi o to aby w trakcie mógł się dodatkowo doszkalać pod jego okiem, o ile instruktor stwierdzi, że jego umiejętności są wystarczające. pozdro
  3. Widzę, że mamy bardzo zbliżone poglądy w tej kwestii, uprzedziłeś moją wypowiedź, pewnie szybciej piszesz 😉 pozdro
  4. Otwórz bramę i wpuść na posesję amatorów, niech Ci po kostce jeżdżą, najlepiej w nocy. Czy Ty rozumiesz znaczenie własność prywatna????? Na dzień dzisiejszy to praktycznie nie ma "bezpańskich" placów. pozdro
  5. Mitek Ja jestem przeciwny, i tak są trudne dla większości zdających. Generalnie to jestem za większa praktyką przed przystąpieniem do egzaminu. Np. kursant na podstawie wpisu przez instruktora po powiedzmy min. 15 godzinach szkolenia z jazdy może otrzymać promesę do poruszania się samochodem w obecności osoby o powiedzmy wieku 25+ i min 5 lat posiadającym prawo jazdy (bez pasażerów) samodzielnie, aby nabywać praktyki. Oczywiście bezwzględnie wymagany zdany egzamin z teorii na poziomie wewnętrznym. Można wprowadzić dodatkowe oznakowanie samochodu, np. magnesy na klapę z informacją kto prowadzi. Dałoby to lepsze przygotowanie do egzaminu i większe pojęcie o ruchu drogowym niż suchy kurs, który trwa 30h. Oczywiście osoba towarzysząca odpowiada za całość. Chyba tak jest w Austrii, albo podobnie. Pasuje zmodernizować nieco szkolenie o bardziej praktyczne przypadki, nawet Witek o tym pisał, hamowanie awaryjne z ominięciem przeszkody. Ruszanie pod górę to juz chyba relikt przeszłości, bo automaty są wszechobecne, a Hill Holder nie jest jakaś nowinką, bardzo wiele samochodów ten system posiada. Jeszcze chwilę i manual będzie niszowy. Bardziej uczyć jak nie doprowadzać do niebezpiecznych sytuacji. Przykład ze Skandynawii pokazuje, że więcej szkody niż pożytku jest z takiej nauki. Kierowcy myślą, że potrafią, a rzeczywiste warunki weryfikują wszystko. Bardziej uczyć jak zapobiegać. pozdro
  6. A ja kurwa myślałem, że zdałes egzamin na autobus 🙂 pozdro Gagatku
  7. Czego nie rozumiesz, ustawa miała wyeliminować ścigantów na naszych ulicach. Stało się to nagminne (wiem, bo mieszkam obok takiego ronda, w nocy to tam cuda się działy na kiju). Policja usiłowała z tym walczyć, ale bardzo długo bezskutecznie. Są do tego odpowiednie miejsca i tam to można robić legalnie. Maja tworzyć durne wykluczenia? Ale po co? Jakie to ma znaczenie czy to jest pusty parking? No przecież w miastach o 1-2 w nocy ulice tez są z reguły puste. Będzie policja jeździć po nocach na zgłoszenia i nie będzie miała żadnych narzędzi do ukarania sprawców. Skoro sklep (czyli właściciel) sobie tego nie życzy i de facto nie było na to rady. Teraz są narzędzia i będzie spokój. pozdro
  8. Bo to parking na prywatnym terenie, nie plac do jazdy. Policja sama od siebie nie przyjeżdża, tylko na zgłoszenie. U siebie możesz robić co chcesz, a na placach do tego dedykowanych - tym bardziej. pozdro
  9. Nie, no pojeździsz tylko na swoim placu, lub do tego przeznaczonym. pozdro
  10. Cze Paweł, no chyba nie przeczytałeś to co napisał Mitek, ze zrozumieniem. Przecież to nie była skierowane do Ciebie, ani do zachowań uznawanych za normalną komunikację z innymi kierowcami. Co zresztą przytoczyłeś w postaci przykładów. Mitek miał na myśli agresywne zachowania innych kierowców, jak siedzenie na zderzaku i napierdalanie długimi żebyś się przeteleportował w trakcie wyprzedzania, czy też trąbienie niepotrzebne w formie opierdolu nie mówiąc już o dohamowaniach i "policjantowanie" na drodze. Owe poganianie to pojęcie względne i nie wiem czemu u nas to tak działa. Ja osobiście długich rzadko używam, bardziej awaryjne (ostrzeżenia lub podziękowania) lub kierunki. Oczywiście wpuszczając kogoś, mrugnę długimi, dając sygnał, bo przecież nie będę dzwonił, bo i tak numeru nie mam. Wkurwia mnie jedynie fakt dbania przez większość kierowców tylko o swoją dupę, nie zważając na innych (mnóstwo przykładów można napisać od parkowania do ....). Kierowcy Tir-ów podczas wyprzedzania nagminnie mrugają długimi, przecież się nie poganiają tylko informują, że wyprzedzający może bezpiecznie powrócić na prawy pas. Samo mrugnięcie długimi niestety w odbiorze wielu jest jakąś formą "poganiania". Dla mnie to forma komunikacji między użytkownikami. No przecież jak jadę szybko powiedzmy w nocy na autostradzie i widzę w oddali samochód na moim pasie, to mrugnę ze dwa razy informacyjnie "Jadę szybko, daj pola stary". Natomiast ze względu na naturę rodzimych kierowców przekaz dociera zniekształcony "spierdalaj z pasa kutasie tym złomem". Nie wiem dlaczego tak jest, ale wpływu na to nie mam. Generalnie jak już kogoś dojadę, to kierunek i delikatnie informuję o chęci wyprzedzenia. Ale są betony, co nawet tego nie widzą i nie kumają czaczy. Ludzie nie myślą na drogach, ale są chcą być poprawni do bólu. Dla mnie normalną sytuacją jest mając gaz i hamulec, w sytuacji gdy ktoś chce mnie wyprzedzić podejmuję decyzję, albo but i zjeżdżam przy najbliższej możliwej okazji, albo zjeżdżam od razu, żeby nie zwalniać innego użytkownika. Przy wyprzedzaniu tak samo, jeśli ktoś ogarnięty mi zjechał i widzę, że ma ciężarówkę przed sobą, toż kurwa się nie wlekę na tempomacie 5km/h szybciej, tylko przyśpieszam i wyprzedzam go sprawnie, aby mógł się płynnie włączyć ponownie na lewy pas bez utraty prędkości. To chyba normalne powinno być. U nas (a może nie tylko u nas) kierowcy w znacznej części nie potrafią się poruszać po drogach. Ostatnio jechałem do Milowy zadupiami i gość jechał traktorem z przyczepą, korek jak chuj, bo jedzie za nim jakiś pacan i nie potrafi traktora wyprzedzić. No chuj że podwójna ciągła jak wszystko widać. Na szczęście traktorzysta się zreflektował po 5km i zjechał na przystanek. Potem S-ka jednopasmowa i jedzie kolejny buc 60km/h, no ja pierdole jest 100 - walimy 100. 12 km tak chuj jechał. Masz 100km do przejechania i jedziesz 2 h, kurwa dramat. Jadę kiedyś z Nowego Targu S-ką, pusta, 2 pasy, znam na pamięć drogę. Dojeżdżam gościa w Stelvio, na lewym pasie, włączam kierunek i czekam, prawy cały pusty. Z 3 km za nim jechałem, nie wiem może nie widzi, to na prawy i ogień, no i .... kutas mnie widział, ale zaczął przyśpieszać, żebym go przypadkiem nie wyprzedził. Ludzie maja najebane pod deklami zdrowo. Jakim trzeba być idiotą, żeby takie coś robić. pozdro
  11. Cze Fajna dyskusja i wymiana poglądów, szkoda że się zjebała przez wyciąganie brudów. pozdro
  12. To też napisałem, że tabelka nic nie mówi, które z dróg są szlakami podwyższonego ryzyka. Oczywiście trzeba przy jakichkolwiek ocenach wziąć pod uwagę ich przepustowość. pozdro
  13. Cze Tabelka nic nie mówi bo ważna jest ilośc danych dróg. Autostrad mamy 1850km, S 3600km, a dwukierunkowych jednojezdniowych .. 420 000 km z czego wojewódzkich i krajówek 40 000km. pozdro
  14. Cze 3 których przetrwało z tabelki Mikar-a, a reszta z raportu policji za rok 2025. Można pobrać u nich na stronie - ale ma 91 str. A4 i trzeba przewertować i odszukać. pozdro
  15. Cze Z tej tabeli wynika, że piesi "przetrwali" 3 wypadki z pojazdami mechanicznymi bez szwanku (oczywiście nie ma wskazania kto jest winny w tej tabeli - tylko suche dane). Ale z danych wynika, że 166 ofiar pieszych z całości - to wyłącznie ich wina. Czyli prawie połowa z 354 wypadków śmiertelnych. Zgadzam się z @mikar, że Mitek nieco teoretyzuje, co oczywiście nie znaczy, że nie może się wydarzyć. Ale zaostrzanie przepisów i zrzucanie odpowiedzialności całościowej na tylko 1 grupę działa tylko do pewnego momentu. W przyrodzie mniejszy uważa na większego, czy tez słabszy na silniejszego. Ale my jesteśmy trochę bardziej rozwiniętym gatunkiem zwierząt, a przynajmniej tak się nam wydaje, więc jest jak jest. Wszyscy jesteśmy pieszymi, rowerzystami i kierowcami, więc powinniśmy mieć doskonały ogląd i wszystkie punkty widzenia z każdej możliwej strony. Ja osobiście sam dbam o swoje bezpieczeństwo, a przepisy traktuję jako zbiór wskazówek. Nie wjadę na przejazd rowerowy nie mając pewności, ze samochód w prawoskręcie ustąpi mi pierwszeństwa. Nic mi nie da manifestowanie swojego prawa, bo jestem z góry na przegranej pozycji. Mogę stwierdzić, że żaden (no chyba ze idioci) z kierowców z premedytacja nie przejeżdża pieszego czy rowerzysty, jednak równocześnie zauważam, że niektórzy piesi, a rowerzyści w szczególności z premedytacją manifestują swoje prawa próbując coś udowodnić, dla mnie to idiotyzm. Jak pisał Mario, siedząc w puszce, która ma sporo martwych stref, nie zawsze wszystko widać. Ja zawsze stosuję zasadę ograniczonego zaufania, jeśli stwierdzę, że istnieje pewne ryzyko kolizji, czy też wypadku. Będąc pieszym, nie pcham się na pasach pod samochód, bo to bez sensu, taksami na przejściu ze ścieżką rowerową. I tu zauważam zdecydowana poprawę wśród kierowców, którzy znacznie chętniej przepuszczają pieszych na pasach (nawet nie chodzi o przepisy, ale kultura jazdy się nieco poprawiła), natomiast rowerzyści to dramat. Tu niewielki odsetek chyba zna jakiekolwiek przepisy, rzadko kto się zatrzymuje i przepuszcza pieszego. A najgorsi to napierdalacze na szosach, sorry, ale tak jest. Większość manifestuje swoje prawo do poruszania się po jezdni, a będąc na ścieżce już wszystkich mają w dupie. W sumie to raz zachowałem się jak "policjant" nad morzem, gdzie na 1 kierunkowej mało ruchliwej drodze jedno jezdniowej wynikła awantura między rowerzystą a kierowcą. Otóż kierowca wyjeżdżał z bocznej drogi i zajechał mimo starań rowerzyście drogę. Mógł go nie widzieć, bo było mnóstwo zaparkowanych samochodów wzdłuż chodnika. Gość zapierdalał, ale wyhamował, co zjebał babę, mało jej nie pobił. Kobieta się zatrzymała przed włączeniem się do ruchu, jednak go prawdopodobnie nie widziała przez zaparkowane samochody. My akurat kupowaliśmy lody więc widzieliśmy cała sytuację. Kobieta go przepraszała, a ten buc jechał jako po burej suce. No ale my chcieliśmy przejść na drugą stronę - przez przejście oznakowane. Wyobraźcie sobie, stoimy i jedzie ten buc, nie wiem czy wkurwiony - chuj mnie to obchodzi, nawet nie zwolnił. To się wjebałem na przejście, pacan z piskiem hamował i mało co się nie wyjebał. Oczywiście zaczął się rzucać. To mu pokazałem znak i spytałem czy choć trochę zna zasady ruchu drogowego, przywołując przed chwila zaistniałą sytuację, zamknął gębę i więcej się nie odezwał. To chyba najgorszy sort ludzi. pozdro
  16. Tak, ale w tym ośrodku sens jazdy busem ograniczanie do dojechania do najbliższej stacji gondolki. To zwarty dość ośrodek i nie aż tak duży i rozciągnięty. Mnie dojazd trasami zajmuje z Folgaridy na Piccolo może godzinkę. Chyba nawet mniej. A to 2 skrajne miejsca ośrodka. Z Pinzolo do Madonny - 2 gondolki, fragment patelni na nartach, krótkie krzesło i 112 w dół. jesteś w gondolce do Madonny. Skibusem tyle samo pojedziesz. Nie ma sensu. pozdro
  17. Inaczej nie da się tego połączyć. Trasa 112 jest super, jak dojdzie dodatkowy zjazd do drugiej stacji, to jeszcze lepiej. pozdro
  18. Janek, ja myślę, że będzie Cię trzeba dobić w pewnym momencie. Uważaj na dzieci, bądź czujny jak pies podwójny 😉Szwajcarzy też Cię mogą dojechać, jak zaczną dokładać do Magic Pass. pozdro
  19. Marcos73

    rower :)

    Witaj w klubie 🙂 Maks ma tego całą masę, nawet na 18-kę dostał od kumpli zestaw technicsa z F1 pozdro
  20. Marcos73

    rower :)

    Cze Na koniec wywodu, film nr 2, doskonały przykład siły bezwładności w praktyce. Jak jedziemy to jej nie ma, gorzej jak coś zawiedzie, to pojawia się momentalnie. Rider idzie jak pocisk ciągnąc za sobą rower. Grawitacja pomaga w lądowaniu https://www.facebook.com/share/r/1J3YaevAiA/?mibextid=wwXIfr pozdro
  21. Marcos73

    Pasje

    Masz i grasz, czy tylko masz, bo chciałeś mieć? Obie opcje to równie dobry powód. pozdro
  22. Marcos73

    rower :)

    Trza było pisać. A Mikoski do rany przyłóż w rzeczywistości. Ty na zlot też przyjedź, najwyżej w akii pozjeżdżasz albo na sankach. pozdro
  23. Marcos73

    rower :)

    Piotrek 1). Nie wiem o jakie błędy chodzi w rurze podsiodłowe. Napisz - to Ci logicznie odpowiem. A jeśli cos napisałem źle to przyznam Ci rację bezproblemowo, bo jak pisałeś Korona z głowy mi nie spadnie. Wszyscy ludzie wiedzą wszystko, jeden człowiek nie wie nic. 2). Zastanów się dobrze zanim coś napiszesz. Bazą każdego rowerzysty (a przynajmniej tego kumatego) jest suport i położenie siodełka w stosunku do suportu. Ta pozycja wygodna i ergonomiczna jest jedna niezależnie od konstrukcji ramy. To podstawa do ustawienia roweru pod siebie. Na każdym rowerze, na którym jeździsz na siedząco te wartości są te same! Nie ma kilku wygodnych, efektywnych i ergonomicznych pozycji, jest tylko 1. Tu nie skupiamy się nad cała pozycją do jazdy tylko nad samym siedzeniem i pedałowaniem. Przy identycznej długości korby, jak zmierzysz odległość od środka suportu do powiedzmy środka siodełka (podkreślam siodełka i załóżmy że jest identyczne we wszystkich wariantach) to w każdym rowerze jaki będziesz miał - ta odległość będzie stała. Powiem więcej kąt pod którym będzie biegła linia łącząca te 2 punkty będzie miał tą samą wartość w każdym rowerze niezależnie od geometrii ramy. Po to jest możliwość regulacji siodełka przód/tył, abyś mógł to ustawić. Bardziej obrazowo. Jeździsz samochodem od x lat. Fotel kierowcy masz ustawiony tak, aby nawet 1500km za jednym zamachem przejechać bez szkody na komforcie podrózowania. Czyli Nie bolą Cie plecy, noga nie cierpnie od gazowania, ręce i kark Cię nie bolą po tak długiej podróży. Bo to jest Twoja optymalna pozycja do jazdy. Kupujesz nowy samochód. Uwierz mi, że że w nowym dokładnie będziesz próbował ustawić tak samo fotel kierowcy szukając tej optymalnej dla siebie jedynej pozycji. Jakbyś zmierzył po jakimś czasie jakieś bazowe wymiary - to w obu przypadkach będą identyczne. Jak to zrozumiesz, to wówczas możemy pisać o skalowaniu, czy tez powiększaniu ramy. Znamienne jest że rzut środka naszego środka ciężkości w stosunku do osi suportu ma wartość stałą i jest w każdym przypadku niezależnie od roweru jego geometrii i wypada zawsze w tym samym miejscu w stosunku do suportu! Bo to jest jedyna dla danego rowerzysty pozycja ergonomiczna i komfortowa. Więc jeże li to sobie uświadomisz i i odsuniesz tylne koło od suportu poprzez dłuższy trójkąt to z tyłu masz krótszą czy dłuższa podstawę. Twoje położenie względem suportu nigdy się nie zmienia. Oczywiście w pozycji siedzącej. Niestety nie mogę nic wrzucać, bo bym Ci to pięknie narysował. To geometria wykreślna prosta oraz zrozumienie faktu, że mamy jedna naturalna pozycję na rowerze która jest dla nas komfortowa. Podstawa to ustawienie idealnej pozycji do pedałowania, kierownica później, bo tam mamy spore możliwości regulacji. Co do zjazdu, napisałem wyraźnie, Jak jedziesz powoli, to nic się nie zmienia, może nie precyzyjnie, zasada jak na podjazdach, które z reguły są wolne, albo zdecydowanie wolniejsze. Tu oczywiście siła grawitacji jest dużo większa niż bezwładności (która wynosi 0 dopóki jedziesz na rowerze, wzrasta gwałtownie podczas hamowania i jest dla każdego ridera identyczna niezależnie od masy czyli graniczna powyżej której niezależnie od prędkości tak czy siak wylecisz przez kierownicę czyli jeśli a będzie > g i ona jest decydująca, gdzie a to opóźnienie czyli przeciwieństwo przyśpieszania) i to ona w głównej mierze decyduje o zapieraniu się o kierownicę podczas wolnego zjazdu na stromiznach. 3). Może nie tak efektownie pokonała taki zakręt jak prezentę, ale linia była taka sama, no i skutek. Był to pierwszy zakręt na łatwej "rodzinnej" trasie. 4). A podatki najlepiej od wydatków i majątku a nie od dochodów. Podatek od dochodów zniechęca do pracy. Masz przykład Zonda krypto, gość napierdolił kasy i zdupcył gdzieś z całym majatkiem i będą go szukać do usranej śmierci. Musisz zrozumieć, że tego nie da się zrealizować. Bo Ciebie ścigać nie będą, zakupy możesz w erze globalizacji realizować za granicą, tam tez ukryjesz majątek przed opodatkowaniem. A z Twoich zakupów bułek i masła żaden kraj nie uciągnie. W kraju będziesz kupował pierdoły. Zarobki musza być opodatkowane natychmiast, a później możesz robić co chcesz. Tylko dlaczego Ty możesz ten rower wliczyć w koszty a Twój pracownik na etacie już nie? O takie nierówności chodzi. To proste, każde działanie ma swoje + i -. Ja mieszkam w kamienicy, bo to jest wygodne. Mam w dupie sprzątanie części wspólnych, odśnieżanie, ogrzewanie, remont budynku, mam wszędzie blisko, bo mieszkam w centrum, wszystko mam na miejscu. Ale mam sąsiadów i problem z parkowaniem. Mieszkanie mam spore, ale i tak mam mniejsze niż przeciętny dom mieszkalny. Muszę się liczyć z sąsiadami, że jak chce zrobić remont, to wypada ich poinformować o czasowej niedogodności, starać się wykonywać te prace w godzinach rozsądnych i w możliwie krótkim czasie aby nie utrudniać im życia 22.00 - 6.00 to czas miru domowego i domówki w każdym zbiorowisku są niemile widziane. To są blaski i cienie życia w mieście w blokowisku. Tak samo jest z pracą na etacie i prowadzenie działalności. Wszystko ma swoje + i -. Niestety Niestety nie może to być zrównane, bo każda forma musi mieć swoje zachęty, ale to człowiek wybiera na podstawie jakichś przesłanek jak będzie wyglądała jego przyszłość i co jest dla niego bardziej korzystne. Ja wybrałem kamienicę i działalność gospodarczą a Ty etat. Maras dobrze opisał, a będąc niegdyś etatowym pracownikiem, a teraz przedsiębiorcą mam doskonały ogląd na blaski i cienie obu przypadków. Chociaż praca na etacie kiedyś i dziś, jak również prowadzenie działalności to dwa różne światy. Etat na + a prowadzenie działalności na -. Kiedyś zapierdalało się za "frytki" na etacie, a teraz czasy się zmieniły. Pensje są dużo wyższe i nadgodziny są chciejstwem nie musem pracownika. Działalność i prowadzenie firmy - kiedyś była prostsza, teraz - papierologia sięgnęła zenitu. Stek bzdurnych, nielogicznych przepisów jest porażający. Pomijam fakt obcinania wszelkich zachęt do prowadzenia działaności poprzez zawiły system podatkowy, który non stop się zmienia, przepisy działają wstecz i wszystko stało się bardzo skomplikowane. Etat - pensje masz dostać niezależnie od tego, czy przerobiłeś 40g/tyg. czy przeleżałeś. Naganianie roboty nie jest w Twojej gestii tylko pracodawcy. Ty masz wykonać zlecone Ci prace i tyle. Masz płatne urlopy, święta, chorobowe i generalnie wychodząc z firmy to masz wszystko w dupie. Mój urlop to praca w miłych okolicznościach przyrody. A jak się wyłączę całkowicie, to jest bezpłatny. Chorobowe? A na chuj mi jest ono, jak kosztów stałych mam w firmie z pół miliona miesięcznie. Co zrobie za 3-4 tysiące? Etatowca te problemy nie dotyczą. Nielimitowany czas pracy. Pracujesz aż skończysz dana robotę która masz do wykonania. Nie masz tego luksusu, że możesz to olać, bo siana nie będzie. Były momenty, ze nie braliśmy pensji przez pół roku, bo nas wypierdolił klient i nie chciał zapłacić. W pierwszej kolejności pensje i opłaty z tym związane, potem wymagalne należności a dla nas już nie starczało. To też trzeba mieć na uwadze, bo etatowiec z tymi problemami nie ma styczności. Generalnie to na dzień dzisiejszy mocno odpuściłem, co oczywiście wiąże się ze zmniejszonymi wpływami i mniejszym udziałem w podziale tortu, ale już dorosłem do myśli, że mam dość i więcej mieć nie muszę. Syn w tej chwili wybiera się na studia i wybrał zawód perspektywiczny (w naszej ocenie, jego także) - ja osobiście będę go namawiał do etatu, bo to życie być może skromniejsze, ale dużo bardziej spokojne. Córka pracuje na etacie z zięciem i żyją jak pączki w maśle po 4-ech latach pracy. Ja nie żałuję, ale to bardzo ciężki kawałek chleba i dość ryzykowny. Niestety bardzo czasochłonny, a jak wiemy czasu niestety nie da się kupić za żadne pieniądze. Nie kupiłbym też rzeczy kradzionych, jeśli znałbym pochodzenie. Przecież Cie o to nie posądzam, ale takiej wiedzy nie masz. Ja nawet jak kupię kradzione, ale na pełną FV - to tak czy siak podatek trafi (a przynajmniej VAT) do skarbu państwa. Bo wszystkie płatności realizuję przelewem z podzielona płatnością, a rachunek VAT jest nie do ruszenia, przez żadna z firm. Z konta VAT możesz zapłacić fakturę z VAT (i tylko część VAT z faktury), podatek VAT, dochodowy albo zus. Nie masz do tego dostępu fizycznego. Na tym koncie nie możesz operować wcale. Środki pobierają się automatycznie w przypadku wyżej wymienionych przelewów. O zwrot VAT możesz się ubiega tylko i wyłącznie za pomocą Urzędu skarbowego. Jak wyrazi zgodę, to bank po otrzymaniu dyspozycji przeksięguje środki na konto "normalne". Ale to nie takie proste, zwykle jest 100 pytań do. Reasumując, ja uważam Cię za inteligentnego gościa ze spora wiedzą. Jedna razi mnie Twoja postawa w necie. Nie zgadzamy się światopoglądowo, ale jest tyle innych tematów, a niewygodne wystarczy omijać szerokim łukiem. Czasami dobrze ugryźć się w język. Mowa jest srebrem ale złotem milczenie. Mamy zloty, może górka niezbyt ambitna, ale jest towarzysko lux. Spotkanie w realu dużo zmienia. Taki Mikoski to w rzeczywistości b. fajny gość, ale trzeba go poznać osobiście. Cytat z Dziadów dobrze go obrazuje, oczywiście po modyfikacji Nasz Damian jak lawa, Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.” No może cos w ten deseń 🙂 pozdro
  24. Marcos73

    rower :)

    1). Skoro zdefiniowałem użytkownika i przeznaczenie roweru, to po co wywody na temat cech, które dla w tym przypadku mojej Żony są pomijalne i mało istotne. Nie zrozumiałeś, czy nie chciałeś zrozumieć? A może chciałeś się pochwalić swoja teoretyczna wiedzą. 2). Poniżej link z fizyką dla opornych, na klockach lego, to wiedza z fizyki na poziomie klasy podstawowej (Newton się kłania). Może zrozumiesz. Więc to co napisałeś jest absolutną bzdurą: Na podjeździe ważne jest podstawa (czy rozstaw między osiami) gdzie jest umiejscowiony środek ciężkości roweru o raz gdzie jest umiejscowiony środek ciężkości rowerzysty. Jak nie wierzysz, że długość podstawy jest istotna, to zrób krzesełko w nartach (tutaj postawą są narty) i rolkach. Zobaczysz kiedy się przewrócisz i co ci umożliwia wykonanie tego ćwiczenia. Ponadto co byś nie robił, okaże się że jak u znakomitej większości populacji środek ciężkości masz .... w dupie. Zwiekszając tylny trójkąt wydłużasz podstawę, bo położenie śc rowerzysty niezależnie od wielkości ramy względem supportu jest identyczna. Jego masa i umiejscowienie śc jest kluczowa, bo zwykle jest kilkukrotnie wyższa od masy roweru. F=m * g. Dopóki obie siły działają nad rowerem jest wszystko w porządku. Gorzej, jak na podjeździe kluczowa siła zaczyna wychodzi poza podstawę, czyli punkt styku tylnej opony z podłożem. Jedyna siłą która temu się przeciwstawia jest siła śc roweru. Jest o na zwykle umiejscowiona powiedzmy w środku trójkąta przedniego i raczej niżej, więc potrzeba bardzo dużej stromizny, aby rower sam od siebie przekoziołkowała, bo wektor siły bardzo późno przebija podstawę. W elektryku jest jeszcze lepiej ze względu na rozkład masy elementów w nim zamontowanych jest dużo bardziej z przodu roweru i dużo niżej. Ta siła opóźnia podnoszenie roweru. Bo jest dużo większa niż w analogu, a ponadto w innym miejscu położona. Większa rama ma środek ciężkości w inny miejscu. Jak myślisz bliżej czy dalej supportu? Do tego dochodzi dźwignia. Oglądnij sobie o huśtawkach, to będziesz wiedział kiedy 2 różne osoby o różnych wagach osiągną stan równowagi. Lżejsza (w tym przypadku) powinna się zbliżać do osi obrotu czy oddalać? Więc oddalenie śc roweru od supportu (w większej ramie) będzie mniej czy bardziej przeciwdziałać unoszeniu się przedniego koła? Trza wrócić do podstawówki. Wysunięte koło do przodu na przednim widelcu robi to samo na zjazdach, co tylny trójkąt na podjazdach. Powiększa długość podstawy. Jest jedno ale. Na zjazdach to nie grawitacja ciągnie w przód tylko inercja, a raczej jej zaburzenia podczas zjazdu (znowu Newton się kłania). Generalnie przedmiot w ruchu stara się zachować swoją prędkość. Jak zjeżdżasz powoli, to generalnie nic się niezmienia, jest analogicznie jak na podjazdach. Jednak jak szybko jedziesz, to siła bezwładności jest dużo większa i to ona jest kluczowa. Jak przelecisz przez kierownicę, bo np. na coś najedzie rower, czy też zbyt mocno zahamujesz, to nie rower cie wyrzuci bo F=m *a, tylko Ty wystrzelisz z roweru, a jak jeździsz w spd to pociągniesz rower za sobą. Grawitacja sprawi , że gdzieś tam w końcu pierdolniesz o ziemię. Tyle z fizyki, resztę musisz sobie doczytać. 3). Niestety tak się nie stało, było wprost przeciwnie. Było podobnie jak ostatni gość z filmu, wyprostowała zakręt. https://www.facebook.com/reel/1288659929924780 4). Superegoizm jest u Ciebie na najwyższym poziomie. Jeśli coś, z czego nie masz bezpośredniej korzyści, to z założenia jest złe i nieakceptowalne. Czyli jeśli ja, jako pracodawca kupuje dla swoich pracowników karty multi-sport, dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, sponsorujemy ich mała ligę piłkarską to jest sztuczne zaniżanie podatku? No przecież dla firmy to nic nie wnosi, wszystko wykorzystują prywatnie, na domiar złego ułatwiam im "chorowanie", więc de facto strzelam sobie w kolano. Wiesz jakie kwoty idą na to i jak skutecznie zaniżam podatek? Nie, to jest prawilne, bo jakiś Piotrek ma z tego korzyść. Nie kupiłem jachtu, tylko rower, a jak każdy rower niezależnie od użytkowania, ma zbawienny wpływ na użytkownika. Korzyść społeczna jest ogromna bo nie choruję a płacę w chuj składki zdrowotnej, rzadziej korzystam z samochodu (jak choćby dzisiaj) co ogranicza zanieczyszczenie. Z punktu firmy ten wydatek jest nieistotny przy takich dochodach. Równie dobrze mógłbym wyprawić imprezę firmową, pewnie by kosztowała więcej. No klapki na oczach masz jak koń pociągowy, wszytko się kręci tylko i wyłącznie wokół Twoich korzyści. Moralizujesz obarczony krótkowzrocznością, choć sam jesteś orędownikiem zwolnienia z wszelkich podatków, bo masz za mało, mnie zaglądasz do kieszeni a na dodatek nazywasz mnie malwersantem i złodziejem. Cokolwiek kupujesz w necie bez fv lub paragonu, a jest to nowe, czy nawet używane, a tym bardziej z Temu czy Aliexspresu jest to zwykle towar tani, bo nie obarczony podatkami i innymi opłatami, które zasilają wspólna kasę. Dla Ciebie to nieistotne, bo liczy się tylko cena. Wówczas wszelkie aspekty społeczne Ciebie nie interesują, ale masz z tego korzyść i wszystko schodzi na drugi plan. Egoizm w pełnej krasie. pozdro
×
×
  • Dodaj nową pozycję...