-
Liczba zawartości
6 320 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
235
Zawartość dodana przez Marcos73
-
Cze We wrześniu 2023 cena średnia hurtowa na Orlenie była na poziomie: PB 3,15 netto ON, 3,30 netto Na giełdzie ARA PB 3,20 netto ON 3,60 netto W wyliczeniach użyto średni kurs PLN/USD Ceny netto bez obowiązujacych w PL obowiązkowych podatków. Jakbyś nie patrzył, bo to tylko średnie z miesiąca, ale sprzedaż paliwa w PL była z ujemną premią lądową (marżą importową). Więc, z ciekawostek, polska zajmuje 1 miejsce w Europie jako kraj posiadający największą flotę transportową - ciężarową, ponadto PL jest dużym krajem tranzytowym. W momencie dużo niższej ceny niż u sąsiadów tankowali u nas wszyscy, co mogli. Nasi sąsiedzi CZ/SK mieli na swoich stacjach paliwo droższe ok 1,50 PLN w obu wariantach, a Niemcy ponad 2 PLN/l. Dla ciężarówki z DE przejazd przez granicę to ok 350-400 euro oszczędności na zbiorniku. Warto? Pomijam indywidualnych klientów, którzy potrafią jechać na drugi koniec miasta, bo paliwo jest tańsze o 5 groszy na litrze - przy 50l zbiorniku. Orlen jest w stanie zaspokoić ok 60-65% krajowego zapotrzebowania w ON, resztę uzupełniają importerzy paliw gotowych. Zaspokaja ok 70% rynku wszystkich paliw, ale to ze względu proces rafinacji i nadprodukcję PB w stosunku do potrzeb. Ale nasza gospodarka zużywa 3 x więcej ON niż PB. To chyba jest dla Ciebie jasne? I tak jest w całej Europie. pozdro
-
Karol Czy jesteś idiotą, przecież kurwa tłumaczyłem Ci, że cena ropy nie ma nic wspólnego z ceną sprzedaży, to jest właśnie idiotyzm, który wprowadzasz i większość, nie mając pojęcia jak działa sektor paliwowy i dlaczego tak działa. Wiesz co się stało przed wyborami na stacjach? W właśnie kurwa to. Orlen zaniżył cenę poniżej ceny giełdowej, importerzy, zamiast paliwo importować swoimi kanałami, kupowali je w Orlenie, rzucili się wszyscy sąsiedzi na nasze paliwo, bo było w huj tańsze i awaria dystrybutorów i reglamentacja paliwa to nic innego jak tylko jego brak. Orlen i tak na tym zarabiał, bo jest jedynym w PL producentem, ale jego moce produkcyjne i logistyczne są niewystarczające aby zaspokoić nasz rynek. Mimo pomocy wojska i ruszenia zapasów strategicznych cały system dostaw poległ w miesiąc - kurwa tego chcesz? Jak się na czymś nie znasz, to nie pisz bzdur. Możesz pytać, to dostaniesz odpowiedź logiczną i rzetelną, a nie bzdety z netu. pozdro
-
Sorry, nie doczytanem. pozdro
-
Gdzie napisałem o gonieniu zachodu? Nóż przecież masz swój budżet domowy i jak coś się spierdoli, to chyba nie idziesz w tango, ale zastanawiasz się co zrobić, z czego tymczasowo zrezygnować, aby się jakoś wykaraskać z tej sytuacji. Skora wydajemy więcej niż zarabiamy, to trzeba się zastanowić, jakie wydatki zredukować, co zreformować, a nie brać nowe kredyty, aby wszystkim żyło się lepiej. Zgadzam się w pełni, że biurokracja rozrosła się do nieprawdopodobnych rozmiarów, zgadzam się, że trzeba ograniczyć, czy wręcz zablokować masową emigrację. Europa nie zbawi całego świata. Tak samo polityka klimatyczna jest zbyt rygorystyczna, a w obecnej sytuacji, wręcz szkodliwa dla Europy. Jestem za jej poluzowaniem, bo się zajebiemy sami. Ale tylko w kupie będziemy coś znaczyć i będzie się liczył z naszym zdaniem. pozdro
-
Arti, w Chinach życie jednostki się nie liczy - przychodzi zlecenie z góry i się buduje. U nas chcą budować S7 i jej nie wybudują, bo jest taki opór społeczny. Tam nikt nikogo się nie pyta o nic. Kiedy w Chinach były ostatnio jakieś strajki? w 87? Nie, są nadal, ale nikt o nich nie wie. Głównie strajkują pracownicy (o ile to można nazwać strajkiem, raczej wyrażaniem niezadowolenia) których firmy zagraniczne przejmują chińczycy i wprowadzają chińskie zasady pracy i pensje. Cały socjal w Chinach zbudował kapitał zagraniczny. System emerytalny w chinach nie istnieje i jest nie istotną częścią budżetu Chin. Sabb zaorał sam swoja motoryzację. Po przejęciu przez opla, chciał go ratować, przed upadkiem. Więc kazał im stworzyć samochód, który miał bazować w 80% na częściach chyba Omegi (któregoś z modeli wówczas produkowanych), po czym stworzyli samochód w 80% autorski i się zaorali. Bo koszty tak niszowej produkcji, były tak wysokie, że cena była zaporowa, a samochód niesprzedajny. pozdro
-
Paweł, zapomniałeś napisać, jak biały zaczął ich kolonizować, wykorzystując do cna. Belgowie wymordowali ok 5-10 mln Kongijczyków dla swoich korzyści. Z oszczędności amunicji, obcinali im ręce na dowód, że jej nie marnują wszystkim jak leci nawet dzieciom. Jak nie wypełnili norm kauczukowych palili całe wioski i mordowali wszystkich. Poczytaj o krwawych rządach Belgów w Kongo. Wówczas cywilizacyjnie byliśmy ok? Kraje same sobie nawarzyły piwa i teraz trzeba je wypić. Oczywiście, zgadzam się o odmienności zwyczajowo-kulturowej oraz problemami z asymilacją. Mnie też to osobiście przeszkadza. Ale Polska jeszcze jest dość hermetycznym krajem i póki co to ten problem jest u nas widoczny w małym stopniu. pozdro
-
Rossignol master lt r22, Elan scx i gsx plate, fischer Gs
Marcos73 odpowiedział Bruner79 → na temat → Sprzęt narciarski
Kozackie narciochy. pozdro -
Janek - może źle się wyraziłem, bo wyraźnie napisałem o ciężkiej pracy Niemców, ale powinienem użyć sformułowania a także przy pomocy auslanderów i gastarbaiterów. Pracowałem w Niemczech 6 lat z rzędu po 3 miesiące w roku wyrabiając 100h i więcej tygodniowo bez dnia przerwy za najniższą wówczas stawkę 5,5 marki/h (ogórki rosną także w weekendy). W całym gospodarstwie pracowało takich osób jak ja 150. Nie było żadnego Niemca tylko gastarbeiterzy. Spaliśmy w ogromnej szopie na łóżka piętrowych - wojskowych. Miał zatrudnione 3 stare Niemki na stałe do lekkich prac. Co poniedziałek przychodził jakiś caban z arbaitsamtu do pracy po czym rezygnował. Dostawał dla nas kosmiczne 10 marek/h. Takich osób były setki tysięcy z krajów postkomunistycznych. U nas pracowali Polacy, Słowacy i Bułgarzy. Czesi też byli. Część przyjeżdżała na wizy studenckie, a część na wizy pracownicze (głównie Słowacy). Tak de facto, jakby policzyć, to z 5 lat tam przepracowałem za te 18 miesięcy - licząc pracę jak normalny człowiek 40h/tydzień. Wiec nie gadaj, że gospodarka niemiecka z tego nie korzystała. A Turasy to skąd się wzięły w Niemczech. Tak samo w latach cudu gospodarczego zaczęli ich przyjmować, jako gastarbiterów do pracy za psie pieniądze budując tym sposobem swoją potężną gospodarkę. Ja osobiście się cieszę, że to przeżyłem na studiach, bo po takich doświadczeniach, żadna praca nie jest trudna, wręcz wspominając tamte czasy jest dziecinnie łatwa. Oczywiście przy naszych zarobkach, zarabiało się kokosy. Po tych 3 miesiącach można było 9-mc w PL żyć bezproblemowo. Za drugim razem jak byłem, zostałem szefem pola i zarabiałem jako jeden z 3 osób 10 marek/h mając godzin abstrakcyjne ilości w tygodniu. Bywało że 168 w tygodniu, bo po pracy woziłem ogóry do skupu traktorem. Po powrocie do PL w akademiku byłem Królem. Stać mnie było na wszystko. Ale to była bardzo ciężka praca, monotonna, a że maszynowa nie dało się tam opierdalać. Wiele osób wymiękało, szczególnie tych .... ze wsi, którzy teoretycznie powinni mieć pojęcie o pracy w rolnictwie. No tam był hardcore. pozdro
-
To że jesteśmy największym odbiorcą funduszy unijnych (mniej wpłacamy niż bierzemy) to jest oczywiste, bo jesteśmy największym postkomunistycznym krajem. Przecież niemcy nie zbudowali swojej gospodarki tylko na swojej ciężkiej pracy tylko na auslanderach. Napisałem obopólna korzyść, tania siła robocza w zamian za dopłaty. Jesteśmy tylko montownią krajów wyżej rozwiniętych gospodarczo. Netto bierzemy mniej niż wysoko rozwinięta Belgia/per osoba, bo jest nas 3x więcej, a jeśli chodzi o dotacje infrastrukturalne vs Belgia to dostajemy gówno - bo jesteśmy 10x więksi niż oni. Wykres jasno wskazuje kto jest liderem w EU i dlaczego przewodzi. pozdro
-
Ale w czym? pozdro
-
Oczywiście że związek z unią miał obopólne korzyści, w zamian za tania siłę roboczą, pompowali w nasz rozwój. Pragmatyzm. Eko sztandary musza być, bo musi być jakiś cel nadrzędny zmian. Nie wiem czy to nietrafione motto, ale niestety my nie jesteśmy Chinami. Tam się realizuje bez względu na środki i koszt społeczne. Jest potrzeba wysiedlić 10 tys. osób, to się wysiedla i nikt nikogo się nie pyta, a u nas drogi rowerowej nie zbudujesz, bez referendum i ogólnego akceptu społecznego. A czemu idzie to tak powoli wszystko, bo nikt nie potrafi uczciwie powiedzieć, żeby było lepiej, przez chwilę będzie źle. Trzeba ukrócić wszystkie gratisy i niepotrzebne wydatki, a nie obiecywać nowe lizaki i cukierki wyborcom. Widocznie musimy upaść na dno, aby to zrozumieć. Temat założyłem, z uwagi na bzdurną narrację w necie, nawet nie chce mi się z tym walczyć, próbowałem. Efekt - nikt nie podejmuje dyskusji, nawet moje komentarze są wręcz usuwane, bo nikt do tego nie potrafi się odnieść jakąkolwiek argumentacją. Temat paliwa jest obecnie popularny, że pół Polski go śledzi, a może 0,5% ma jakąś w tej materii wiedzę. Pomijam wypowiedzi polityków, którzy ogóle nie wiedzą o czym mówią. pozdro
-
Cze Małżeństwo z UE było po części z rozsądku a głównie dla pieniędzy. Wpompowali w naszą gospodarkę i infrastrukturę miliardy. W obecnej sytuacji geopolitycznej to strzał w kolano dzielić się zamiast łączyć. Przewodnictwo mają największe gospodarki eu, nie wiem czemu się temu dziwić. Wyznaczają kierunek zmian wspólnie z innymi krajami członkowskimi, bo wyjścia innego nie ma. Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Żałuję, że w okresie prosperity nie weszliśmy w strefę Euro, bo oczywiście byłoby to kosztowne, ale mielibyśmy stabilną walutę, bez możliwości jej spekulacji. Ile ta odmienność stwarza problemów, zarówno w gospodarce jaki w normalnym życiu. Trzeba trzymać się razem, bo tylko w tej jedności stanowimy siłę. Mamy we krwi zapędy wolnościowe, ale nikt nas nie ciemięży przecież. Pozdro
-
ok, myślałem, że to zaprzeczenie, że taki model nie może funkcjonować w PL, tylko w kraja wyżej rozwiniętych socjalnie i gospodarczo. pozdro
-
Nie Piotrek Dobrze płatna praca jest trochę obwarowana ustaleniami. Jest ekipa specjalistów, robią prace specjalistyczne. To praca wyjazdowa i praktycznie wszystko w weekend. Nie ma zastępstw, chorobowych itp. Pełna dyspozycyjność. Urlopy dłuższe dużo wcześniej ustalane i w okresach o mniejszym obłożeniu. Płaca za robotę właścicielowi, niezależnie od ilości godzin. Czasami jadą na 8-12 godzin i to wszystko. Pensje mają stałe - wysokie. Oczywiście, żarcie, hotele i przejazdy w cenie. U mnie jest podobnie. Czasami grubsze roboty remontowe w maszynie robi się w niedziele, kiedy nie pracują. Ale to kosztuje ekstra, ale i tak się nam opłaca, niż wyłączenie w tygodniu po normalnych stawkach za usługę serwisową. Na początku swojej zawodowej kariery tak właśnie pracowałem, głównie w weekend, bo imprezy odbywały się w weekend, ale płacili wówczas zajebiście, czyli - jak dzisiaj średnia np 5 klocków, ja zarabiałem 12-13. Ale coś za coś. W sezonie córkę widziałem 2 dni w tygodniu. Tak naprawdę płacili za nieobecność w domu, nie de facto za pracę. pozdro
-
Damian, oczywiście że się da. Mój kumpel podobnie pracuje, czyszczą i remontują piece przemysłowe - ogromne. Stawka jest kosmiczna godzinowa, ale zwykle podobnie jak Paweł, robią w weekendy. Koszt przestoju firmy jest tak ogromny, że wyłączenie jest stratą, płaca każde pieniądze, aby ponownie je uruchomić do produkcji. Zwykle to jest w weekend, gdzie jest mniej ludzi w zakładzie. pozdro
-
Cze Apropos dzisiejszych egzaminów na prawo jazdy. Miałem w środę na B+E. Kurwa kosmos. 2h trwał, sama jazda. Zdałem, ale nie obyło się bez scysji już po z egzaminatorem. Trochę mi puściły lejce. Ale szczegóły w Zwardoniu przy piwie opowiem. pozdro
-
Mario, to jesteś usprawiedliwiony, bo pewnie jechał bez świateł cymbał jeden i sobie przypomniał o nich jak do Ciebie dojechał. Nie miałeś prawa go zobaczyć. pozdro
-
Cze Film Bartka, w mojej ocenie zasługuje na pochwałę, bo jako jeden z nielicznych pokazuje to, co tak naprawdę dają szkolenia. Nie ma tutaj fajerwerków, tylko poprawa płynności jazdy. Podobny film wrzucił Tadeo, ale tam w dużo dłuższej perspektywie czasowo szkoleniowej, stąd dużo bardziej spektakularny postęp. Tutaj obraz rzetelny co po tygodniu na śniegu można osiągnąć w zależności od punktu wyjścia. pozdro
-
Nie, Damiano, nikt do jego pracy nie dokłada. Popyt-podaż, to kształtuje cenę. Analogia z paliwem, skoro transporty są zaburzone, podaż jest niższa od popytu, to cena jest wysoka. Jeśli chętnych do pracy w weekend byłoby dużo nikt by Pawłowi tyle nie płacił, proste, a że ich nie ma, to na tym zarabia i to dobrze. @Victor apropos cen paliw, to nie wina Europy, bo ceny kształtuje ARA, a o ile się orientuję, to Antwerpia leży w Belgii. To Wy do spółki z Holandią odpowiadacie za ceny paliwa w całej Europie. Więc pisz do swojego rządu, bo Parlament Europejski za to nie odpowiada. Wasze kraje to kraje przetwórcze, więc rolnictwo wam nie jest potrzebne, skoro wszystko możecie sprowadzić i we własnym zakresie przetworzyć. Co też robicie. A to że macie rozbudowany socjal, kraj mlekiem i miodem płynący to zasługa Twojego rządu, a nie UE. Transformacja energetyczna w UE jest konieczna, bo nigdy nie będziemy w stanie zaspokoić swoich potrzeb we własnym zakresie, teraz jest doskonały przykład, jak mocno to nas dotyka. pozdro. ps. Przeprowadź się do Tajlandii to zobaczysz ile paliwa kupisz za miesięczną pensję. O 2 dniach pracy w tygodniu to raczej możesz zapomnieć, nie wiem czy 6 wystarczy żeby jakoś żyć.
-
Ale jeszcze nadal jeżdżą na nartach jak roboty😉. pozdro
-
Też tak myślę, sytem u nich działa, ale tworzy takie robotyczne społeczeństwo bez jakichkolwiek więzi. Tylko jeść, pić, robić i spać. pozdro
-
Karol - proszę cię, nie pierdol, jak się na tym nie znasz. Żebyś trochę liznął wiedzy, a nie wietrzył teorii spiskowych, może ja, jako z wykształcenia wiertnik .... naftowy rozjaśnię Ci nieco w tej pustej pale. Otóż ARA to Amsterdam Rotterdam i Antwerpia, Holendersko/Belgijski mix przetwórczy i łącznik europy ze światem. Holendrzy + Belgowie to kraje zajmujące się głównie przetwórstwem i w przypadku paliw płynnych jest nie inaczej. To oni ustalają ceny paliwa na europejskiej giełdzie, btw. Holandia jako jeden z nielicznych krajów który jest w stanie zaspokoić swoje potrzeby w paliwa bez importu z zewnątrz, oprócz tego Niemcy oraz Hiszpania. Nigdzie tego nie wożą, bo wszystko jest usytuowane w pobliżu portów. Amsterdam może obsługiwać supertankowce wszystkie - nawet te największe na świecie. Jako ze jesteśmy w unii i tak czy siak musimy importować gotowe paliwo, to cena w całej unii nie może zbytnio odbiegać od siebie. I tez tak jest, to zapobiega spekulacjom paliwem w unii. Ceny w PL na stacjach są bardzo podobne, są kosmetyczne różnice, ale nikt nie będzie woził paliwa z Krakowa do Warszawy bo jest 5 groszy tańsze. Jest taki wskaźnik Nielsena określający nowoczesność instalacji rafinerii i możliwości przetwórcze. Instalacja w Amsterdamie, to ogromna rafineria o ogromnych mocach przerobowych ale o niskim wskaźniku Nielsena (chyba 6,5), czyli wsadowo musi mieć dość dobra ropę brent, a wyjściowo nie potrafi przerobić i ma straty na paliwa wysokomarżowe, więcej zostaje mniej opłacalnych odpadów, stąd wyższe ceny gotowego paliwa na notowaniach giełdowych. Ale to królowie przerobu półproduktów na wyroby gotowe. Giełda jest notowana w dolarach, bo w takiej walucie jest kupowany półprodukt, czyli ropa brent. Na czym polega fenomen Orlenu i jego gigantyczne zyski które są nieomal takie same chociaż mamy mniejsze instalacje od Holendrów? Otóż mamy jedne z najnowocześniejszych instalacji w Europie. Średni wskaźnik w grupie Orlen jest na poziomie 10, a rafineria nad morzem ma 11,5. Amerykańska średnia to 9,5. Najnowocześniejsza instalacja jest w indiach i ma kosmiczny wskaźnik blisko 22. Obrazowo, Holandia kupuje dość dobrej jakości ropę i przerabia to na paliwa, my kupujemy od ropy jaką kupują holendrzy po fryturę i robimy z tego paliwa z mniejszym niż Holendrzy niskobudżetowym odpadem, a hindusi przerabiają wszystkie gówna z kanałów i Gangesu robiąc z tego paliwo lotnicze. Poniał? Ja się cieszę, że Orlen urasta do roli lidera, ciesze się że dysponuje ogromnymi środkami na rozwój (co tez robi), cieszę się że mamy w tym udziały i gro środków z zysku spółki trafia do budżetu państwa. Niemcy wszystkie swoje rafinerie oddali kapitałowi zagranicznemu, który powoli się zwija, odcinają tylko kupony z należnych opłat i tyle. Ale oczywiście przezornie wprowadzili już dawno podatek od nadmiarowych zysków w wysokości 33%. W PL ON na stacjach jest poniżej cennika hurtowego Orlenu, natomiast Pb jest stosunkowo droga. Ale Orlen nie może obniżyć ceny PB, bo utopi importerów gotowych paliw, którzy straty na ON odrabiają na PB. A bez nich będziemy w dupie. Problemem jest oparcie gospodarki na ON w europie, zużywamy 3x więcej ON niż PB. I choćbyśmy się zesrali wszyscy do kupy w całej Unii, to nie jesteśmy w stanie zaspokoić swoich potrzeb w ON, a wynika to z proporcji po rafinacji. Cierpimy na pernamentny niedobór ON, a możemy się utopić w PB. W wyniku rafinacji 1 l ropy wychodzi 0,5l PB, 0,25 l ON + opałówki (dlatego w zimie jest gorzej), 0,15 paliwa lotniczego, reszta to oleje ciężkie, smary etc. Bez holendrów bylibyśmy w dupie, bo cała nadwyżkę PB wysyłają w świat (głównie USA), a i do nich przypływa gotowy ON. pozdro
-
Piotrek Wartość mieszkania i oczekiwania oferenta, to jedno, a wartość księgowa wg. prawa - to drugie. Starego mieszkania w Japonii bank ci nie skredytuje w całości, tylko w kwocie jaką ma wartość wg. tamtejszego prawa. Tam nie ma wyceny jak u nas. Tam się tak nie wycenia mieszkań, z punktu widzenia prawa. A banki działają w oparciu o tamtejsze prawo. Jeżeli mieszkanie ma 40 lat - to jego wartość wg banku jest szczątkowa księgowo, niezależnie od stanu technicznego całości. Dlatego też, trudno się sprzedaje stare mieszkania, bo trzeba dysponować sporą gotówką, albo brać kredyt konsumpcyjny, który jest dużo droższy od hipotecznego. Ze względu na położenie geograficzne i charakterystykę ukształtowania Japonii, w ich przypadku musi być taki system, żeby zwalniać i burzyć stare obiekty i zastępować ich nowymi, lepszymi, większymi. Japonia ma 3x więcej mieszkańców niż my, jest tylko 20% większa, ale to kraj górzysty, gdzie 70% jest zalesiona. Mają dostępne 20% swojego obszaru na budownictwo wszelakie. Budują najbardziej zaawansowane technologicznie wieżowce. Zobacz sobie na zdjęcia nieczynnej kopalni węgla na wyspie Hashima. Są mistrzami zagospodarowania terenu. Tylko musza to robić z głową, stąd takie, a nie inne prawo. Ich mental jest zupełnie inny niż nasz. Ceny mieszkań w PL. Oczywiście są abstrakcyjne, ale nasi miłościwie panujący nie mają pojęcia co z tym zrobić. Z jednej strony budowlanka, to ważna gałąź naszej gospodarki, z drugiej strony jest patologia kupowania mieszkań jako lokaty kapitału. Ale jestem przeciwnikiem jakichkolwiek zmian siłowych. Załóżmy - masz drogę lokalną mocno obciążoną ruchem. Aby ludzi skłonić do jej opuszczenia, trzeba wybudować S-kę nieopodal, albo autostradę, a nie napierdolić znaków, hopek, fotoradarów i policjantów w krzakach. Dać ludziom wybór. Jedynym logicznym rozwiązaniem, jest budowa przez miasta przy pomocy państwa tanich mieszkań na krótkoterminowy wynajem, bez możliwości przedłużenia. Za tym muszą iść kredyty hipoteczne niskooprocentowane oferowane przez banki, oczywiście bez żadnego wsparcia przez państwo, bo to tworzy patologię. Już o tym pisałem. Ale to długofalowy program i trzeba to robić z głową, przede wszystkim w pierwszej kolejności musi mieć za zadanie wyhamowanie wzrostu wartości mieszkań. Dopiero długoterminowo można się pokusić o ich przeceniania do jakiejś przyswajalnej wartości. No i przede wszystkim zmiana mentalna, że wynajmowanie długoterminowe, to też jest jakaś opcja. Ale ceny wynajmu musza być przystępne. pozdro
-
Jurek, a Ty myślisz, że jeździsz jako inaczej niż oni? pozdro
-
1). Skoro tak twierdzisz, to nie mam pojęcia po kiego grzyba kupowałeś mieszkanie? Trzeba było wynająć, jak to jest w Japonii. 2). Nie na papierze, tylko w rzeczywistości, w JPN na dzień dzisiejszy jest ok 10 mln. opuszczonych domów/mieszkań. Nikt tego nie chce. A jeśli nawet, to zakup gotówkowy, bo dom jest bezwartościowy. Zięć z córką są zafascynowani Japonią, byli już tam 3x. Mieli nawet pomysł na przeprowadzkę podjarani niskimi cenami domów. Ze względu na niż demograficzny (w Japonii od kilkunastu lat 3x więcej umiera ludzi niż się ich rodzi, bo się społeczeństwo zestarzało i wynosi się do metropolii), dużo bardziej przychylnie rząd japoński patrzy na rezydentów. I tak, zakup starego domu na przedmieściach. Japończycy, podobnie jak my, kredytują swoje domy, biorą kredyty praktycznie dożywotnie (niskooprocentowane). Dom w dobrym stanie pod miastem. Sprzedający krzyczy 30 mln jenów, bo dom jest w dobrym stanie wizualnym. Prawo Japońskie vs banki. Bierzesz papiery i idziesz do banku. Bank sprawdza średnią cenę gruntu w prefekturze, wiek domu i mówi Ci że dostaniesz 12 mln kredytu. Banku nie interesuje stan domu, tylko wiek. Ty jako kupujący - negocjacja ceny, jeśli chcesz kupić. Dokument stwierdzający rok budowy, dokument o ostatniej ochronie antykornikowej (bo większość domów jest drewniana), dokument o klasie sejsmicznej oraz książkę remontowa domu, do której musi być wszystko wpisane, nawet malowanie, nie mówiąc już o innych grubszych remontach. Potem ekspert - który bada całość pod względem przydatności i poprawności wykonania wg książki remontowej. Możesz tam zrobić remont kapitalny, z punktu prawa japońskiego jest on nie istotny, jak i zasad bankowych, ważny jest dokument stwierdzający pierwotny rok budowy. To wynajem długoterminowy opłacany z góry. Finalnie, nie ważne ile zainwestowałeś, jakąś wartość przedstawia tylko grunt i to jest wadium na poczet wynajmu, które w zależności od położenia może nieznacznie wzrosnąć. Natomiast sam budynek nie stanowi żadnej wartości i dostajesz go niejako w gratisie. Budynki ze starymi normami sejsmicznymi - sprzed 81 roku są tylko do wyburzenia. A i nawet jeśli chcesz postawić nowy, to musisz to zrobić w tym samym roku kalendarzowym co wyburzenie starego, bo Ci dojebią pełny podatek za niezagospodarowanie terenu (a tak płacisz 1/6). Tam nie ma, że coś stoi, tylko musisz mieć do tego dokument urzędowy poświadczający ukończenie budowy. Podobnie z wyburzeniem. To co Tobie wydaje się kolorowe, w rzeczywistości takie nie jest. Dlatego młodzi nie przejmują nieruchomosci po rodzicach, bo im się najnormalniej nie opłaca tego robić, bo generują tylko koszty, a sprzedać się tego nie da. Bloki w miastach. Sytuacja podobna, tylko okres amortyzacji dłuższy - 47 lat z nowymi normami sejsmicznymi. A więc kupujesz w mieście, kredytowanie analogiczne jak w przypadku domów jednorodzinnych, ale utrata wartości niższa. Ale po tym czasie dochodzi do sytuacji, gdzie o ile są chętni na wynajem lub są lokatorzy, którzy płaca czynsz, to budynek funkcjonuje, ale w pewnym momencie koszty utrzymania są tak duże, że najem nie pokrywa tych kosztów, szczególnie w starych budynkach, że sprzedaje się te bloki za cenę gruntu (a w miastach jest kosmiczna), ale ze względu na sposób i normy budowlane, udział w gruncie jest mały. Żaden inwestor nie kupuje takiego obiektu do remontu, tylko aby go zburzyć i postawić nowy i dać mu życie na kolejne 50 lat. Tu sejsmika odgrywa dużą rolę w całym tym pomyśle na budownictwo w Japonii. Bardzo mocno rosną opłaty remontowe w takich budynkach. Następną rzeczą, to bardzo korzystne prawo własnościowe, niepłacących bardzo trudno pociągnąć do odpowiedzialności. Prawo bardzo dobrze ich chroni. Kolejnym problemem są pustostany bez włascicieli w starych blokach. Utrzymanie jest przerzucane, na tych co płacą. Więc decyzja o zakupie, jest zwykle decyzją na całe życie, a im później tym gorzej podjąć jakąś decyzję o zmianie. Jedynie co to rekompensuje nieznacznie to podatek od nieruchomości, po okresie amortyzacji płaci się podatek praktycznie tylko od gruntu, ale to małe pocieszenie. Mnie bardziej podoba się model europejski, ale różnica w naszych poglądach jest zasadnicza. Ja jak większość z nas ma rodziny, dzieci, wnuki i myśli o tym co pozostawi po sobie. Coś co pomoże przyszłym swoim pokoleniom w życiu. Nasze wysiłki nie przechodzą bez echa. Pozostawiamy trwały ślad, choćby materialny. pozdro
