Jump to content

a_senior

Members
  • Posts

    3,029
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    39

Posts posted by a_senior

  1. Godzinę temu, tomkly napisał:

    Jest to wyraz obywatelskiego nieposłuszeństwa. Gdyby wszyscy kierowcy odmówili stosowania się do tych debilnych przepisów problem by automatycznie sam zniknął. 

    Dla jednych to debilny przepis, dla drugich mądre posunięcie. Anyway, w Krakowie nie widzę kierowców jeżdżących nielegalnie buspasem, bo czasem jedzie się legalnie, choćby przed skretem w prawo. Nie widać policji kontrolującej, ale może te Krakusy są takie prawomyślne, w końcu mamy zakorzeniony dobry austriacki dryl, a może to właśnie strach przed hipotetycznym mandatem.

    • Like 1
  2. 23 godziny temu, a_senior napisał:

    Właśnie zaraz jadę na swoją wieś busem. 🙂 Jadę busem a nie samochodem m.in. z tego powodu.

    Veni vidi vici. I wróciłem. 🙂 Wyjazd z Krakowa i wjazd zakopianką to koszmar. Do tego jazda Alejami, gdzie jest wieczny korek. Sznury samochodów. A mój bus pomykający buspasem. 🙂

    A na wsi znów wiosna. Koniec zimy. 😉

    20251210_130636.jpg

    20251210_133149.jpg

    20251210_143004.jpg

    • Like 5
  3. W dniu 6.12.2025 o 17:56, Mikoski napisał:

    W mojej najbliższej rodzinie ze mną włącznie to kilka zerwanych więzadeł uszkodzonych i szytych łąkotek, złamania obojczyków piszczeli ,kości strzałkowej nadgarstków żeber i jeszcze wiele innych😕 jeszcze złamanie miednicy i odgryziony język na szczęście przyszyty. Wstrząśnienia mózgu i wylew podpajenczynowy mojej córki a i jeszcze otwarte złamania nosa 😁 Golgotą była czerwona.

     

    Brrr... Chyba że żartujesz.

    W mojej rodzinie, choć wszyscy dużo jeżdżą (w niektórych przypadkach "dużo" dotyczy przeszłości 🙂), niewiele było wypadków. Dzieci nic. Żona miała przykry upadek we mgle z własnej głupoty i skończyło sie na artroskopii kolana i zrobieniu porządku z łąkotką. Szwagrowie, poza przypadkiem opisanym przeze mnie, w sumie też nienajgorszym - nic poważnego. Ich dzieci, byli instruktorzy SITN - nic poważnego.

    Ciekawe przypadki miała moja siostra. Opisywałem, jak przywalił w nią stojącą młody chłopak. Padła, lekkie wstrząśnienie mózgu, rezonans po powrocie i wykryto u niej nieźle rozwinięty oponiak - łagodny guz opon mózgowych, który szybko usunęła. I tak dzięki młodemu Austriakowi pozbyła się potencjalnego zagrożenia. 🙂 A w młodości, na jakimś rajdzie tatrzańskim w latach 60. (były takie) padła i uszkodziła sobie poważnie kolano. Jakoś to przechodziła wtedy, ale dziś po 50 latach czeka ją wymiana właśnie tego kolana.

  4. 12 godzin temu, Mitek napisał:

    Ale nie ma co zaprzeczać, czy też dyskutować bo sam tak jeździsz. Na każdych nartach. Wprawdzie tutaj bardziej nie było śniegu niż był ale jak był to narzucony łopatą w postaci lodowych brył a miedzy nimi kamienie. Narty akurat miałeś TE ale na innych by było tak samo.

     

    Czy dobrze odczytałem kolejność zjeżdżających: Mitek, Mikoski, Rybelek?

  5. 8 godzin temu, Spiochu napisał:

    Niezwykle rzadko zbiorkom jest tez szybszy niz auto.

    W Krakowie prawie zawsze jest szybszy. Nawet wyjazd z Krakowa, który zajmuje czasem ok. 1h samochodem, jest dużo szybszy busem. Właśnie zaraz jadę na swoją wieś busem. 🙂 Jadę busem a nie samochodem m.in. z tego powodu.

    • Like 2
  6. 49 minut temu, tomkly napisał:

    Ale wracając do rzeczy, nawet podróżując po mieście zawsze mam ze sobą laptopa, walizkę z dokumentami, bardzo często wiozę jakieś dodatkowe akcesoria typu rzutnik, flipchart, karton materiałów wykładowych.

    Czyli należysz do tej grupy ludzi, którzy praktycznie muszą jeździć samochodem po mieście. Ciężko jest też rodzicom rozwożącym swojej dzieci do szkół i przedszkoli (na mojej ulicy jest przedszkole). Nie mówiąc o taxi, różnych dostawcach czy fachowcach od remontów i napraw w domach. Naprawdę nie zazdroszczę im tych jazd, bo ja musząc jeździć samochodem po mieście w godzinach szczytu lub blisko nich, co na szczęście zdarza się rzadko, dostaję tzw. kurwicy. 🙂

    Mario w uproszczeniu chodzi o to, i ja to rozumiem i popieram, że jeśli ułatwimy jazdę samochodom prywatnym w mieście, np. ograniczając buspasy, poszerzając drogi, ulice, gdzie to możliwe, to pojawi się jeszcze więcej samochodów (część dotychczas nie korzystających z samochodów znów zacznie z nich zachęcona korzystać), korki się nie zmniejszą a efektem będzie jeszcze większy i upierdliwy dla wszystkich ruch drogowy. Nie mówiąc o większym zapyleniu, zaczadzeniu, itp. Zresztą w samym Krakowie naprawdę nie da sie poszerzyć ulic nie burząc 100 i więcej letnich kamienic.

    BTW, dziś jechałem tramwajem w stonę tzw. Górki Narodowej (płn. Krakowa) i mijałem dwa P+R, te które Ci proponowano jako miejsce na dojazdy samochodem. Pełne, podobnie jak wszystkie ulice wokół nich. Mnóstwo ludzi z nich korzysta i chyba nie jest to głupi pomysł dla niektórych. Tramwaj jedzie z tych miejsc do samego centrum 15-20 min.

    • Like 3
  7. 9 minut temu, tomkly napisał:

    Tu masz dane ze swojego miasta: we Wrocławiu zarejestrowanych jest 507 tys. samochodów osobowych, podczas gdy miasto liczy około 675 tys. mieszkańców.

    Nie chcę się wcinać do dyskusji, jak dla mnie mało konstruktywnej, ale takie statystyki niewiele mówią. Ja też mam samochód, tyle że on głównie stoi. Po mieście poruszam się przeważnie rowerem, zbiorcomem i pieszo. Od wielu lat. I większość posiadaczy samochodów w Krakowie tak robi. Widzę to np. na swojej ulicy rano. Wieczorem wszystkie miejsca postojowe są zajęte, rano tylko kilka z nich pustoszeje. Jazda samochem po Krakowie to koszmar i tylko nieliczni decydują się nim jeździć. Niekiedy faktycznie muszą.

    • Like 1
  8. Tak mi się przypomniało, gdy mowa o zasypianiu przy kierownicy. W dawnych czasach, chyba w roku 1981, były ogromne kłopoty z kupnem benzyny. A my chcieliśmy jechać naszym garbuskiem nad nasze morze. By zdobyć benzynę stałem calą noc w kolejce na stacji. Zdobyłem benzynę nad ranem. Rano, po 1h snu i wypiciu dużej kawy wyjechaliśmy. Co jakiś czas żona pytała czy nie chce mi się spać. Odpowiadałem, że nie bardzo póki co. I gdzieś w okolicach Częstochowy, a jechało się dość wąską drogą, nie to co dziś, nagle zasnąłem. A ściśle straciłem kontakt z rzeczywistością. Krzyk żony i... obudziłem się w samą porę. Mało brakowało. Prócz nas wieziliśmy naszego rocznego synka. 

    • Haha 1
  9. 9 godzin temu, zając napisał:

    Co do jazdy - to mnie też jakoś bardzo nie męczy, ale za to nudzi

    Fakt, mnie też. Można włączyć audiobooka, ale ja tak nie robię. Troche myślenia, trochę gadania o ile się da i ma z kim... No i jak przyciśnie to trzeba się zatrzymać.

    9 godzin temu, zając napisał:

    Do tej pory nie spaliśmy jadąc do Austrii czy Włoch, ale do Francji rozważam każdą wersję, przy czym Znojmo od nas (z Katowic) to ok. 3,5godz więc za blisko na miejscówkę do spania.

    Nie za blisko. Rano odpalasz w Znojmo samochód, włączasz tempomat i wysiadasz w VdS. 🙂 Ostatnie wyjazdy do Włoch tak właśnie właśnie załatwialiśmy. Polecam też Rosslwirt Rast blisko Salzburga. Oczywiście można jechać do Włoch jednym dniem z Krakowa czy Katowic (z Katowic jest prawie godzinę bliżej), ale w naszym wieku (mam na myśli siebie i żonę :)) nikt nas nie zmusza do takich wyrzeczeń. 🙂

    • Like 2
  10. 29 minut temu, zając napisał:

    Nie sądzę żeby mój kręgosłup, który zaliczył już jedną przygodę medyczną i teraz po paru latach mi o niej przypomina, był chętny na taką eskapadę... zresztą zobaczę już w sobotę ile nam zajmie podróż do VdS i co on na to 😁

    Podobnie u żony, choć przygody medyczniej nie było. Ale na dłuższą jazdę się nie godzi. Ćwicz codziennie jak ja. 🙂

    Co do samej jazdy. Należę do typu kierowców, który może jechać samochodem w nieskończoność. Oczywiście z drobnymi przerwami. Jazda mnie nie męczy, powiedziałbym nawet że wtedy wypoczywam. Nie jadę spięty. Ale wiele znanych mi osób już tak. I nie mówię o stresującej jeździe w korkach, ale spokojnej jeździe autostradowej. Podobnie jest z jazdą w nocy. Mnie to ne vadi, ale mojej żonie już bardzo.

    Śpicie gdzieś po drodze? Niezmiennie polecam hotel Austis w Znojmo.

    • Like 1
    • Thanks 1
  11. 2 godziny temu, jurek_h napisał:

    Zastanawiałeś się nad logiką tego zestawienia? 🙂

    Jest absolutnie abstrakcyjna 🙂

    Fakt. Potęga AI. Daje trochę lepsze zestawienie. Juz bez AI. Kraków wypadł najlepiej. 🙂

     

    ranking.jpg

    • Thanks 1
  12. 31 minut temu, tomkly napisał:

    Jeśli się nie potrafi projektować miast to tak właśnie jest. Byłeś kiedyś w Dubaju?

    Kraków, przynajmniej jego stara część, został zaprojektowany jakiś czas temu. 🙂 I kilka razy był tu i ówdzie zmieniany i poprawiany. I to w czasach, gdy głównie przemieszczano sie pieszo (w Krakowie mówimy, że idę gdzieś na nogach :)), ewentualnie z pomocą konika/ów. Niestety trzeba sie dostosować do tego co jest. Za dużo nie da sie zmienić.

  13. 8 minut temu, tomkly napisał:

    jeśli analizujemy ten akurat fragment Europy.

    Wstawiam co podaje AI. Ale zgadza sie z innymi źródłami. Po prostu w duzych miastach jest fatalnie jeśli chodzi o jazdę samochodem.

     

    korki.jpg

    • Thanks 1
  14. Godzinę temu, tomkly napisał:

    Nigdzie nie ma takiej patologii komunikacyjnej jak w Krakowie i to w miastach o wiele większych, zarówno powierzchnią, liczbą ludności jak i rangą (stolice).

    Mam dobre dane z Liege (Belgia) i Luksemburga, bo tam jeździ moja siostra. Wg niej jest gorzej niż w Krakowie średnio biorąc. O Paryżu nie wspomnę bo to inna liga, ale chyba nie ma na świecie gorszego miejsca do jeżdżenia samochodem. A ostatnio jechałem busem w Atenach. Jeden wielki komunikacyjny koszmar.

    Kraków, a ściśle jego centrum ma b. trudno bo jest ciasny, mały, ma mnóstwo małych i wąskich uliczek i jest bardzo zaludniony. Ale np. w takiej dzielnicy jak Nowa Huta jeździ się prawie komfortowo.

    Szczerze mówiąc nawet rozumiem tych przyjeżdżających do Krakowa z innych miast, nawet tych z okolic Krakowa. Sam bym pewnie próbował wjechać samochodem do takiego Poznania czy Wrocławia gdybym coś miał tam załatwienia. Najbardziej mnie irytują i dziwią lokalsi, Krakusy, którzy dla względnej wygody (bardzo względnej bo tępo stoją w korkach) wożą swoje d..., przeważnie w pojedynkę zamiast skorzystać z naprawdę sprawnie działającego zbiorkomu z dobrodziejstwem buspasów, itp. Oczywiście nigdy nie wiesz czy ktoś taki musi jechać samochodem z różnych ważnych powodów, ale przeważnie to jest wożenie d... Mam kilku takich sąsiadów.

    • Thanks 1
  15. 8 minut temu, tomkly napisał:

    Kościółkowo, mentalny zaścianek, rządy kleru, popularność PiS, a mniemanie o sobie galaktyczne. 😁

    Coś w tym jest. Tylko z PIS-em sie nie zgadza. Pomyliłeś z Małopolską. Zobacz np. na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych w Krakowie.

  16. 35 minut temu, tomkly napisał:

    że ten, który wybrał życie poza miastem, nie może do tego miasta wjechać, bo tak chce lokalna koteria urzędników, wsparta eko-oszołomami. 

    To nie koteria urzędnicza, ale oczywiste prawidłowości. Nigdzie, powiedzmy dla uproszczenia w Europie, nie jest inaczej. Albo mieszkasz w mieście i masz łatwy i szybki dostęp do różnych instytucji, typu szkoły, urzędy albo wyprowadzasz się pod miasto i zgadzasz się na ogranicznia komunikacyjne. Tak było od dawna. Jednym z powodów, dla których nie przeniosłem się do domu pod Krakowem było właśnie to. Zostaliśmy w mieście. Moje dzieci same chodziły do szkoły i miały blisko, ja jeździłem do pracy rowerem. Tylko żona musiała dojeżdżać do pracy (Obserwatorium Astronomiczne) samochodem, bo komunikacją zbiorową byłoby dużo trudniej.

    • Thanks 1
  17. 4 godziny temu, lubeckim napisał:

    To, że mieszkańcy są hm.... No powiedzmy naiwni i mają syndrom lajkonika to drugie.

    Co to jest syndrom lajkonika? Przywiązanie do tradycji? Swoją drogą ładne określenie. I w przypadku Krakusów prawdziwe. Naiwni? Chyba nie bardziej niż gdzie indziej. Proporcje "ciemnego ludu" i myślących pewnie też podobne jak w innych dużych miastach w Polsce. Życie biegnie tu ponoć spokojniej niż np. w Warszawie. Może i lepiej. Najważniejsze, że ludziom tu w większości żyje się nieźle i są zadowoleni z miejsca gdzie żyją.

    • Like 1
    • Thanks 1
  18. Godzinę temu, jurek_h napisał:

    Czy miejsce pracy Twojej koleżanki przestanie być potrzebne?

    Moja koleżanka (by było śmieszniej, pracuje w Zarządzie Dróg Miasta Krakowa 🙂 ) sobie poradzi. Busy albo P&R. Trochę mniej wygodnie, chyba ciut drożej niż samochodem i ciut szybciej. 

    Bogaci w SUV-ach wjadą. Większość tych bogatych nawet za darmo, bo mają nowe, spełniające normy auta. Ale zawsze tak było i będzie - bogatemu łatwiej. No może trudniej na "ostatniej prostej". 🙂 Tak głoszą, ale i tego nie jestem pewien. 🙂 

  19. 2 godziny temu, Mitek napisał:

    Hm... Ja tam w Krakowie nigdy nie miałem żadnych problemów tak z parkowaniem jak i z jazdą jako taką. Nigdy też specjalnie w korkach nie stałem nie znając specjalnie miasta a tylko lekko wspomagając się Googlami.

    Wiele zależy od dnia i pory. W piątek wieczorem wracałem ze wsi. Trasa, którą robię normalnie w 1.5h trwała 3h, w tym w samym Krakowie (10 km do domu) ok. 1h.

    Najważniejsze, że na rynku stoi juz choinka czy drzewko jak kto woli. 🙂

     

    choinka.jpg

    • Like 1
  20. 2 godziny temu, lubeckim napisał:

    Zgadzam się, bo rzadko ale zdarza mi się być w KRK samochodem. Tylko, że wprowadzenie płatnej SCT nic tu nie zmieni. Zmienić by mogło np. metro ale teraz pewnie nie ma z czego go wybudować. A koszta, ze względu na jurajską specyfikę pewnie były by duuuużo większe niż w Warszawie. 

    Chyba zmieni. Np. moja znajoma z Dobczyc (30 km od Krakowa) przestanie, jak mówi, jeździć codziennie do Krakowa do pracy, bo jej się nie będzie opłacało. Jej diesel ciut nie spełnia wymaganej normy. I takich będzie więcej. To całe krakowskie SCT i tak się ma nijak do restrykcji wjazdowych niektórych zachodnich miast.

    O metrze się mówi i coś robi. Dla mnie osobiście bez znaczenia. Nie zdążę go zobaczyć. 🙂 A dzieci i wnuki juz nie krakowskie.

  21. 57 minut temu, tomkly napisał:

    Oczywiście, parkingi dla krakowskich urzędników są osobne i darmowe.

    Prawda i mnie to też denerwuje. SCT nie oceniam. Ale patrząc globalnie na cel, czyli ogranicznienia ruchu samochodowego w mieście - popieram. Ławki na pl. Biskupim i Axentowicza pachną skandalem i daleko idącą korupcją i chętnie widziałbym stosowne i logiczne wyjaśnienie. Budżet miasta puchnie, co mi sie też nie podoba i zobaczymy czym się to skończy. Niestety, takich radnych sami sobie wybraliśmy. Może inni byliby jeszcze gorsi. 🙂

    Przyjezdnym samochodziarzom jest ciężko, ale mieszkańcom jeszcze gorzej. Nie ma jak jeździc bo korki, nie ma gdzie parkować, bo miejsc brakuje. No chyba że ma się własny garaż albo, tak jak my, prawie nie używa samochodu.

    Cóż, żyjemy w niedoskonałym pod wieloma względami świecie z bardzo ekspansywnym, wadliwym, egoistycznym, popełniającym błędy gatunkiem zwanym człowiekiem. Gdzie nie spojrzeć tam jest źle. Ale i dobrze o czym napisałem w poprzednich postach. Jakie proporcje tego zła i dobra widzimy i czujemy na codzień zależy w dużym stopniu od nas samych. Ja należę do tych, dla których kufel napełniony do połowy jest w połowie pełny a nie w połowie pusty. 🙂 (*)

    To z filmu "Dzień Świataka"

    • Like 3
×
×
  • Create New...