a_senior
-
Posts
3,029 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
39
Content Type
Profiles
Forums
Gallery
Posts posted by a_senior
-
-
5 godzin temu, Estka napisał:
Przypomniałeś mi, że mój syn też chodził po domu, całymi tygodniami, w swoim kasku narciarskim i goglach.
A Ty przypomniałas mi 🙂, że mój 4-letni syn przed pierwszym wyjazdem na narty do Bukowiny też chodził po pokoju, nawet z założonymi nartami (mimo wszystko po dywanie :)) wykrzykując, że już umie jeździć na nartach. Rzeczywistość (pierwsze zdjęcie z mojego postu o uczeniu dzieci) szybko pokazała co i jak.
A 3-letnia córka chodziła na polu (tak mówimy w Krakowie 🙂) w butach narciarskich, ale na nartach nie chciała jeździć. Ale już za rok chciała.
-
1
-
-
10 minut temu, Jan napisał:
czyli niezależnie od tego co napiszesz to i tak dostaniesz zjebke
W Twoim przypadku tak. 🙂 Naraziłeś się ludziom... nartami. Za dużo jeździsz na nich, za dużo fajnych ośrodków odwiedzasz i w ogóle za dużo jest nart w Twoim życiu. Do tego te irytujące zdjęcia. No i jeszcze dodać należy, że masz na narty czas, nawet za dużo czasu i stać Cię na nie. Tego ludzie nie lubią bo są jacy są. Bardzo ludzcy. 🙂
-
2
-
5
-
-
12 godzin temu, Jan napisał:
nawet Mitek nie wie o co chodzi w tym temacie
Adam wyraźnie napisał w pierwszym wpisie: "Temat bardzo luźny. Cel przekazanie własnych doświadczeń, wniosków, zaleceń, "sztuczek", "myków"....".
-
1
-
3
-
-
To ja dopiszę jak szkoliłem/szkolono moje dzieci, dziś stare chłopy i baby. 🙂 Jeżdżą dobrze, więc metoda okazała sie skuteczna. I najważniejsze, uwielbiają narciarstwo zjazdowe i przekazują tę miłość swoim dzieciom.
Syna zacząłem sam uczyć jako 4-latka. W Bukowinie Tatrzańskiej. O Białce wtedy (1984) nikt nie słyszał, ale w Bukowinie były co najmniej 2 wyciągi orczykowe. Początki były słabe, ale szybko nastąpił progres. Nie pamiętam co i jak go uczyłem. Na pewno był pług i jego pochodne, ale pod koniec tygodniowego pobytu potrafił już skręcać mieszanym stylem równoległo-oporowym, czyli z domieszką pługu. Przez kolejne lata dalej go uczyłem na wspólnych wyjazdach. Wiele z tego uczenia to była po prostu jazda za mną. Od 13-14 roku życia zapisałem go do kolejnych klubów narciarskich w Krakowie.
Córka, też jako 4-latka, pierwsze "kroki" stawiała w małej francuskiej stacji narciarskiej. Od razu poszła pod opiekę pani. Rodzice mieli zakaz pokazywania sie dziecku przez cały dzień. Bardzo szybko złapała o co chodzi. Pod koniec dnia zjeżdżała w grupie maluchów czerwoną trasą i sama! wyjeżdżała wyciągiem orczykowym. Szkolenie u pani trwało 2-3 dni, potem już jeździła z nami. Przez kilka kolejnych lat starałem się ja uczyć na naszych rodzinnych wyjazdach. Np. szybko nauczyłem ją smigu, który opanowała nadzwyczaj łatwo. A w wieku bodajże 12 lat (może wcześniej, nie pamiętam dobrze), podobnie jak syn, poszła do klubu, z którym "trenowała" przez kilka lat.
Kilka zdjęć z ich początków.
-
9
-
3
-
-
2 godziny temu, Jan napisał:
Moja obecna ekipa
Czyżby wnusia Cię tak mocno przerosła? 😉
2 godziny temu, star napisał:wystarczy jak przestaniemy pisać off top...
Tylko nie to. 😉 Najciekawsze są własnie te pobocza.
-
2
-
2
-
-
49 minut temu, star napisał:
Jest o nocniku ale też widać jak jeździ starszy syn obecnie
Dla mnie bomba. Cudny facet. Nie dziwota, że najbardziej ulubioną przez Polaków nacją na świecie są Włosi. 🙂
23 minuty temu, AdrianW napisał:Każdy ma swój obraz, każdy z nas jest inny.
Adrian, w tym przypadku zgadzam się z Mitkiem. Te dzieci nie były specjalnie szkolone, to widać, słychać i czuć. 🙂 One wchłonęły narciarstwo naturalnie, samo do nich przyszło. Chciałoby się powiedzieć wyssały go z mlekiem matki. Mieszkając tam gdzie mieszkają pewnie więcej jeździli na nartach niż chodzili. Ojciec też nie jest instruktorem zapewne.
Opisywałem tu kiedyś przypadek pewnej dziewczyny z okolic Rabki, która sama nauczyła się świetnie jeździć podpatrując innych. Drugą taką poznałem w Alpach, Szwajcarkę, góralkę. Gdy ją poznałem miała ok. 30-ki. Znakomicie jeździła na nartach. Miało sie wrażenie, że lepiej i pewniej na nich jeździ niż chodzi na nogach. Nikt jej nigdy nie uczył na nich jeździć, ale od dziecka, z rodzicami a później sama jeździła co niemiara.
Ale to nie dotyczy nas, naszych dzieci i wnuków ani nawet tego Adamowego wątku. To są specjalne przypadki, głównie autochtonów mieszkających w górach w pobliżu stacji narciarskich, nie mieszczuchów takich jak Ty czy ja.
-
1
-
-
1 godzinę temu, Marcos73 napisał:
A po moim pierwszym pobycie we francuskich Alpach, to się z Tobą zgodzić nie mogę. Nawet zawodnicy pędzący na trening jechali w takich śmiesznych kapelutkach ubrani w gumy. Są świadkowie. Starsza kadra w tych kapelutkach szkoli, oczywiście jakaś część, jak duża - nie wiem, ale paru widziałem.
Nie tyle ze mną co z młodymi instruktorami filmu, który niedawno pokazałem: https://youtu.be/2_cgM-hqau4?t=467 Faktem jest że starszy emerytowany instruktor kasku nie nosi.
-
1 godzinę temu, star napisał:
a dzieciaki mieszkają w górach ustaria posta
W hotelu prowadzonym przez rodziców. Alta Badia. Całkiem ładnie tam mają.
-
1
-
1
-
-
1 godzinę temu, .Beata. napisał:
I nie ma ka..ka..kaaasku 😉
W tym filmiku o instruktorach francuskich, który niedawno zapodałem, pada pytanie o kaski. Czy instruktor francuski musi jeździć w kasku w trakcie szkolenia? Nie, nie ma takiego obowiązku. Ciekaw jestem jak z tym jest w Polsce, BTW. Ale prawie zawsze zakłada. Dlaczego? By dać dobry przykład kursantom i dla własnego bezpieczeństwa bo kursanci wiele mogą... zaszkodzić 🙂 - pada odpowiedź.
-
2
-
-
Godzinę temu, AdrianW napisał:
Fajnie się ich ogląda 😃
Bardzo fajnie. Ktoś w komentarzu napisał celnie: "This is anthology... pure happiness. Nothing else today...". Do tego ładnie zmontowane.
-
1
-
-
3 godziny temu, mlesik napisał:
Kilka fot i filmików poniżej nawet jak starszy człowiek jeździ. Można pokrytykować:D
Starszy. Hmm... co ja mam powiedzieć. 🙂 Nie ma co krytykować bo b. dobra jazda w tych warunkach. Jedno co mnie wku... Ja już tak (chyba?) nie pojadę. 🙂
-
3
-
-
W dniu 11.02.2026 o 23:29, Victor napisał:
Sorki za off ale jeżeli już jesteśmy w temacie FR i narciarstwa to ostatnio oglądałem -od lodowców do kurortów z Les Alpes , bardzo ciekawy polecam zerknąć jeżeli znajdziesz czas .
Jeszcze raz wracam do tego co odpowiedziałem. Fakt, widziałem ten reportaż, ale pomyliłem go z innym, też bardzo interesujacym. "Wspaniała historia narciarstwa". Niestety chyba tylko po francusku, choć pewnie jest i w wersji niemieckiej (Die Ski Saga) bo produkcja ARTE. Polskie napisy.
Niezły materiał. Dużo historii, dużo pięknych ujęć, niektóre wręcz fascynujące, trochę nostalgii i humoru, np. jadący na końcu narciarz po piargach, skałach i piasku.
-
2 godziny temu, Jan napisał:
oj męczy Cię ta Francja Andrzeju jedyny.
Nie męczy, ale nostalgicznie intryguje. Oglądam dużo TV francuskiej (mam antenę i "nielegalny" tuner) i właśnie takich filmów jak ten o instruktorów.
-
1
-
-
11 godzin temu, Victor napisał:
Po łebkach zerknąłem na reportaż pewnie jutro obejrzę całość 😉.
Sorki za off ale jeżeli już jesteśmy w temacie FR i narciarstwa to ostatnio oglądałem -od lodowców do kurortów z Les Alpes , bardzo ciekawy polecam zerknąć jeżeli znajdziesz czas .
pozdrawiam serdecznieOgladałem już niedawno. Trochę za mało o najnowszych czasach. Ale dobry materiał.
-
1
-
-
Tytuł YT: "W codziennym życiu instruktorów narciarstwa, dalekim od pocztówkowego wizerunku". Intresujący reportaż. Można włączyć polskie napisy AI. Nie są złe, choć czasami jest niezła wtopa. Opowiada o życiu trzech instruktorów narciarstwa w stacji Orciere 1850 w Południowych Alpach. Sebastian - instruktor narciarstwa i snowboardu, który skończył studia prawnicze, ale zawód prawnika mu nie pasuje. Alizee - młoda istruktora, była mistrzyni Francji w skicrossie i 71-letni ojciec Sebastiana - Gerard, emerytowany instruktor, który czasami, gdy brakuje instruktorów, przychodzi z pomocą i uczy.
Reportaż opowiada o ich codzienności, ale są i powroty do przeszłości, trochę o technice, bezpieczeństwie, nauczaniu dzieci, o genepi - specjalnym likierze ziołowym produkowanym w Alpach, który tata Sebastiana chomikuje w kijku narciarskim, itd.
Kilka moich zapamiętań.
Bardzo trudno zostać pełnoprawnym instruktorem narciarskim we Francji. Cały cykl podzielony jest na 10 staży i trwa 3-3.5 roku. By zacząć szkolenie trzeba przejść test i uzyskać niezły czas w slalomie. Po pierwszym 2-tygodniowym stażu jest drugi test - gigant, który też trzeba nieźle przejechać by móc pójść dalej. Każdy instruktor musi też nieźle opanować snowboard, choć później nie ma obowiązku uczenia go innych.
Trochę o technice mówi Sebastian. Tu niestety AI się wykłada. Np. mówi o naszym NW (extension pivote, w filmie 13.14), które AI fatalnie tłumaczy jako przedłużenie obrotowe. 🙂
Opowiadają o małym sekrecie ojca trzymanym w uchwycie kijka. 🙂 4.14 w filmie.
Instruktor jako podrywacz. Podobno czerwony kombinezon tak działa. 🙂 Sebastian jest poza - małżonek, ojciec dzieciom.
O produkcji genepi i sklepiku, którym zajmuje sie drugi syn Gerarda.
Bardzo fajne sceny z nauczania maluchów w wieku od 3 do 4 lat przez Sebastiana. Płacz, pocieszania, "rozmowy". Maluchy opowiadaja o wszystki co sie dzieje w ich domach, w tym co się dzieje między rodzicami. 🙂
Instruktor nie zarabia fortuny. Zależy od sezonu i stacji. Sezon trwa od połowy grudnia do połowy kwietnia i poza tym coś trzeba robić. Np. Sebastian jest fotografem i filmowcem poza sezonem narciarskim.
https://youtu.be/2_cgM-hqau4?si=7punhpuZMzzxwpaR
-
3
-
4
-
-
20 godzin temu, kordiankw napisał:
Z minusów, musiałem przejść z butami w plecaku jakieś 400m przy minusowej temperaturze, skorupa zdążyła się utwardzić. W domu zakładałem buty bezproblemowo, dzisiaj zajęło mi to jakieś 10 minut i bylem cały spocony, a w zszytym achillesie łapał mnie skurcz.
A pamiętam jak opisywałem swoje katusze przy zakładaniu zimnych butów (Fischer RC4 Carv 130) a Ty się ze mnie pośmiewałeś pytąjac: "jak to się nie da?". 🙂 Masz za swoje. 🙂
Staram się zakładać buty ciepłe a i tak nie jest to banalne. Ale zdarzało mi się kilka razy, z konieczności, zakładać zimne. Mój patent to wciskanie na siłę stopy odchylonej do wewnątrz, oczywiście po uprzednim odchyleniu powłok dolnych skorupy na zewnątrz na ile się da, i jednocześnie naciskanie palcami rąk tyłów stopy od góry. Trochę stękania i wchodzi.
-
1
-
-
1 minutę temu, Jan napisał:
a jakie były Twoje początki - po ilu dniach szkolenia stanąłeś na krawędzi Kotła Goryczkowego ?
Coś tam umiałem, typu zjazd w dół i prymitywny skręt stop + jazda pługiem. Tyle wyuczył mnie ojciec. I jako taki nieopierzony 13-latek zjeżdżałem po raz pierwszy z poważnej góry. I to do Kotła Gąsienicowego, który w górnej części jest b. stromy. Tyle, że to były inne czasy. Połowa lat 60. W Polsce było tylko kilka kolejek i wyciagów. Kasprowy: kolejka i wyciąg na Gąsienicowej (na Goryczkowej dopiero w 1968), Gubałówka, Szczyrk z krzesełkiem na Skrzyczne i kolejka na Górę Parkową w Krynicy. Może cos jeszcze w Sudetach. Niekiedy jakaś spontaniczna wyrwirączka. I to by było na tyle.
-
1
-
-
2 godziny temu, PawelJask napisał:
Mi się już odechciało czytać tego tematu. Pierwsze kilka postów jak najbardziej w porządku (wrócić do podstaw nauki podstaw, bez tego ani rusz), ale później to już jakaś masakra.
Pawle, nie bierz sobie do serca tych wszystkich wpisów. Taka jest specyfika tego i zapewne innych forów, które i tak tracą pole do FB, Tiktoków nie wspominając. Do tego wątki się rozwadniaja i schodzą na... manowce. Ludzie są różni, ale z reguły dobrze Ci życzą. Podobno w realu są jeszcze lepsi. 🙂
Jesteś początkującym narciarzem. W skali 1-7 z filmiku jaki ktoś podał, dałbym Ci 2. Zjeżdżasz, skręcasz w miarę równolegle. Z błędami, ale jednak. Najlepszą radę dał Ci Chertan na początku. Szkolenie z dobrym instruktorem. Kilkudniowy kurs. Pokaże, poprawi, napomni. Potem ćwieczenie w samotności i znowu za jakis czas szkolenie z instruktorem. I dobrze będzie. 🙂
-
5
-
-
16 godzin temu, Chertan napisał:
I że niby jako dziecko nigdy się nie wywaliłeś na nartach czy rowerze w trakcie nauki? Zero siniaków czy otarć? Średnio w to wierzę.
Pełno ich było, siniaków i otarć. Na rowerze w pierwszym dniu jeżdżenia, gdy mama uczyła mnie jechać podtrzymując kijkiem wystającym za siodełkiem (nie widzę tego rozwiązania dziś). Na nartach, gdy po raz pierwszy w wieku 13 lat zjeżdżałem z Kasprowego i na największej stromiźnie Kotła Gąsienicowego przewróciłem się i bezradnie zjeżdżałem na tyłku w dół. Niezłego stracha ojcu napędziłem. A potem było wiele upadków, głównie na Kaprowym, gdzie regularnie jeździłem w dzieciństwie. I wszystkie te upadki, jak Michał podsumowal, wspominam cieplutko. Los oszczędził poważniejszych szkód. Fajne przygody miałem. 🙂
Ale ja co innego chciałem podkreślić myśląc o "bólu, łzach i krwi" na nartach. Nie o upadkach i otarciach, ale o samym procesie uczenia. W ogóle, ale zwłaszcza na nartach, gdzie ruchy są nienaturalne z punktu widzenia naszej anatomii i biologicznego przygotowania do życia. Natura przygotowała nas do chodzenia i biegania na swobodnych, nieskrępowanych jakimiś kłodami nogach. 🙂 Gdy zaczynasz w wieku dorosłym, uczenie jest żmudnym procesem. Musisz długo, i nudnie, uczyć się poszczególnych ewolucji, powtarzać ćwiczenia, poprawiać to i owo, wściekać się, że ci coś nie wychodzi. A jako dziecko łykasz to bezwiednie, z bananem na ustach, nawet wtedy gdy wykonasz pięknego orła. Umiejętności same szybko wchodzą a nawyki się zakorzeniają na całe życie. Jak raz nauczona jazda na rowerze. BTW, miałem kolegę, który zaczął jeździc na rowerze dopiero wieku 20 lat. To dopiero był ból, łzy i krew.
I dlatego zachęcam wszystkich rodziców (i dziadków) do szkolenia dzieciaków. Najlepiej w klubach, gdzie prócz fachowej instruktorskiej opieki, jest rywalizacja i zabawa z innymi dziaciakami. Nawet jeśli potem na lata przestaną jeździć to powrót do narciarstwa będzie szybki i łatwy. Jak powrót do języka nauczonego w dzieciństwie i nieużywanego przez lata (przypadek mojej amerykańskiej krewnej).
-
4
-
-
3 godziny temu, Chertan napisał:
No tak, pokoloruj drwala... Adam przerysował, ale do umiejętności dochodzi się przez pot, a czasem i tę resztę, niech pierwszy rzuci kamieniem, kto bólu, łez i krwi na śniegu nawet raz nie zaznał.
Ja. 🙂 Chcesz uniknąć znoju zacznij wcześnie. I wtedy wchodzisz w dyscyplinę przez zabawę i dziecięcą radochę. Nabierasz odruchów, które zostają ci na całe życie. Tak jak jazda na rowerze czy pływanie. Dlatego tak ważne jest by uczyć dzieci narciarstwa zjazdowego, jazdy na rowerze i pływania wcześnie i stosunkowo dużo.
-
1
-
-
22 godziny temu, Jan napisał:
Janie, to nie moja bajka. Ale Zakopane ma u mnie szczególne miejsce. Tu brałem jedyny w swoim życiu ślub z kobietą mojego zycia. 🙂 Cywilny i kościelny (w Kapliczce na Jaszczurówce). Dawno temu. Nie powiem kiedy, ale za rok stuknie 50-ka. 🙂
-
3
-
-
23 godziny temu, bubol.T napisał:
Andrzej a jakiś fajny hotel, pensjonat z dobrym jedzeniem i dowozem do stoku gdzie w kraju? To też dobra opcja, nie musisz jezdzic samochodem, gotować. Jakiś basen, grota solna,kapela góralska etc. To odmładza mentalnie. Moim rodzicom tez sie nie chciało, a kiedyś pojechali z nami na takie ferie i do dzisiaj wspominają.
To troche nie dla nas te kapele czy groty solne. Ale sam pomysł wyjazdu na tydzień do polskiego ośrodka rozważam. Np. okolice Jaworzyny Kryniskiej. W razie czego bliżej do mojego szpitala. 🙂
-
21 godzin temu, herbi napisał:
Ze względu na to, że na forum jazda carvingowa to nie jest jazda, przedstawiam: Tadeo i ja, w krótkim skręcie, przedostatni dzień szkolenia.
Dla mnie b. dobrze. Na klasykach miałbyś problem, ale to normalne. Nawet ja stary, który na długich klasykach 210 cm przejeździł pół życia (a może i dłuży, cytując klasyka :)) miałbym teraz problem. Inaczej się na tym jeździ (Mitek wstawił ostatnio filmik z dwoma gosciami śmigujacymi na takich nartach). Kiedyś, gdy jeździłem już od dobrych kilku lat na nartach carvingowych, przesiadłem się na chwilę na wymagąjace Volkl SL 200 cm (moje ostatnie klasyczne narty). Cóz, łatwo nie było oględnie mówiąc. 🙂
-
2
-
2
-
-
19 minut temu, Jan napisał:
no ale teraz rzut beretem od domu masz świetne warunki
Ale starość mnie dopadła. 🙂 Nie chce mi się jechać na krótki jednodniowy wypad. Gdy pomyślę o wyjazdowych i przyjazdowych korkach to mi sie odniechciewa. Mógłbym rozważyć tydzień np. w okolicy Krynicy, ale zdecydowanie wolę tydzień w Alpach.
-
2
-

Szkolenie/nauczanie dzieci
in Nauka jazdy
Posted · Edited by a_senior
Tak, masz rację. Trochę zależy od wieku początkującego dzieciaka. Dla małych 4-5-latków ma być ktoś miły, ciepły. I to wystarczy na początek. Lepsza pani, ale może być ktoś taki jak ten z francuskiego filmiku. Dla starszych to trochę inna bajka. Tylko jak się dowiedzieć, że ten czy tamten osobnik/osobniczka jest dobrym instruktorem. Metodą prób i błędów? Z internetu, z forum? 🙂 Najczęściej nie masz wpływu na wybór i zdajesz sie na los. Nie ma sensu roztrząsać punkty wartościujące poszczególnych instruktorów bo i tak przeważnie nie wiesz na kogo trafisz. Trochę tak jak nauczyciele w szkole. Oczywiście są lepsi i gorsi, niektórzy nawet fatalni, ale przeważnie nie mamy na to wpływu jako rodzic a tym bardziej uczeń. 🙂
Na szczęście moje wnuki jak dotąd dobrze trafiają. I jeszcze raz powtórzę. Jeśli tylko to możliwe oddajcie swoje dzieci do klubów. To najlepsze dla ich nauki. Instruktorzy + rywalizacja, podgladanie innych, itp. Oczywiście wcześniej warto sprawdzić co to za klub, ale przeważnie nie ma wtopy.
A tak zaczynał narciarstwo mój niespełna 3-letni wnuk. Sympatyczny austriacki instruktor.
https://photos.app.goo.gl/azoE2ShRJF8tccyt7