Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Kochani tematem nie jest jaki ma być Wasz i tylko Wasz idealny instruktor tylko doświadczenia Wasze z nauczania własnych podopiecznych. !!! Co Wy jako osoby jeżdżące robiliście aby Wasze dzieciaki załapały temat - lenistwo i nieudacznictwo nikogo nie interesuje...chyba???
-
Cze Adaś, mój młody tylko raz jeździł w szelkach, jak po 2 dniach nauki w Kozińcu pojechaliśmy do Austrii. W Bad Klein była taka mgła, że bałem się, że go zgubię, mimo iż trochę znałem ośrodek, to w tej mgle i tak nie wiedziałem, gdzie jestem zbytnio. Tylko dlatego kupiłem szelki prewencyjnie zaraz przed wyjazdem, bo jeździł na popierdółce, a Alpy to inna bajka. Tak czy siak zgubiłem go na "chwilkę" 2 dni później w pełnym słońcu 🙂. Cymbał jechał za mną i wyskoczył pod flandrami na zmuldzoną trasę. Ja byłem osrany, jak można zgubić dziecko na 200m odcinku. Na szczęście co pewien czas pojawiał się kask w muldach. W sumie raz się przydały. Już więcej ich nie założył. pozdro
-
Michał Jasiczek spędził dzisiaj 25s na trasie slalomu. To jego trzeci DNF z rzędu na olimpiadzie. Po co tacy ludzie się tam pchają? Czytałem trochę jak rodzice/trenerzy tych sportowców się kłócili pomiędzy sobą o to miejsce na olimpiadzie. Żenujące kłótnie, strasznie słaby występ.
-
No i bardzo ciekawie się robi?? Nie gniewaj się ale twój wpis przeczytałem jako pierwszy. Fantastyczna sprawa i mega prosta - zrzucanie odpowiedzialności...oj mega mi się to podoba zwłaszcza iż tego właśnie doświadczyłem w rakcie ostatniego wyjazdu szkoleniowego.
-
Bardzo ciekawy wątek się pojawił i bardzo Ci @Jan za to zdjęcie dziękuję. Oczywiście fotka jest wycięta z pewnego kontekstu jazdy i można się nad nią "onanizować" ale czy Waszym zdaniem jazda/nauczanie "na szelkach" się sprawdza. Moim zdaniem absolutnie NIE bo: 1. brak elementu naśladownictwa 2. brak elementu nauki jazdy po łuku - dzieciaki w naturze mają parcie do przodu 3. w większości przypadków przez nieumiejętne używanie (jak widać na załączonym obrazku) prowadzi do sylwetki odchylonej. 4. zrzucenie procesu decyzyjnego w kontekście planowania zjazdu na osobę kompletnie do tego nie przygotowaną 5. Tu taki nie precyzyjny wpis - zapłóżanie, zapizzowanie - podopieczny skupia się jedynie na hamowaniu a nie na jeździe. 6. Lenistwo uczącego i bezpośrednie przełożenie na lenistwo uczonego. Generalnie kompletnie odradzam. Kiedy szelki mogą wg. mnie być stosowane - jedynie jako asekuracja dla świadomie jeżdżącego narciarza i to kompletnie na luźnej "linie", czy są świadome swojej jazdy 4-5 latki - tak.
-
Jeżeli powstanie "to coś" to Panie nie ma bata....a jak idą za tym umiejętności to już nie ma o czym pisać
-
No ja właśnie jestem na etapie gdzie na mroźnej planecie Hoth mroczny rycerz Darth Dino toczy epicki bój z będącym po jasnej stronie mocy Miśkiem Skywalkerem.
-
Puchar czy medale to jest akurat znany standard postępowania z dziećmi. Drobne nagroda, wielki efekt. Natomiast to czy instruktor był kumaty czy nie, to była dla mnie loteria. Wybrałem wyjazd dla dzieci, instruktor to była niewiadoma. Miałem dużo szczęścia w historii nauczania swojej córki. W całej jej historii zdarzył mi się tylko jeden słaby instruktor, w Szczyrku.
- Dzisiaj
-
Ten puchar to była bardzo ważna rzecz i dobry kumaty instruktor.
-
Wpadaj śmiało. Ja już skończyłem.
-
Dziś wiatr pozamiatał Chopok o 12 wczoraj o 13☝️ Polecam 🤣🤣🤣 PS. nie no spoko Lučki, Biela Put i inne dupowożenia jeździły 💪
-
jak z jednego jaja, to nie ma znaczenia, który bliźniak.
-
Taki qmentarz wczoraj na Eurosport:
-
Wpadnę chyba na wieczorne. Będziesz jeszcze? 🙂
-
@Mitek jak widzisz wyżej a ty wyłapałeś tylko „miły” z calosci🤷♂️ także tak możemy dyskutować kto co wyłapie dla siebie interesującego do dalszej dyskusji 😉 pozdro
-
Instruktor na początkowym etapie dziecka, to bardzo ważny wybór. Ponieważ na samym początku jest ustawienie pozycji narciarskiej, jest dawanie kijów, jest jazda na talerzyku. Jeśli to się źle zrobi, to zostaje to na lata, zostają błędy postawy, mogą być złe albo dobre wspomnienia. Np. u mojej córki zostało wspomnienie pucharu za pierwszy slalom i ją to bardzo motywowało do następnych wyjazdów. No i została dobra postawa nadana przez instruktora który ze wszystkim dziećmi jeździł tyłem a pot lał mu się litrami.
-
Cześć Dziękuję. Jak widać da się. To jest bardzo konkretna i dobra porada, w której chciałem podkreślić podstawowy przekaz. 1. Wybór instruktora, tak jak kafelkarza czy lekarza to pewien proces, który można usystematyzować i badając rynek oraz traktując sprawę poważnie dokonać sensownego wyboru. 2. I drugi bardzo ważny aspekt w kwestii szkolenia dzieci. Piszecie o tym dużo a traktujecie to hasłowo. A koleżanka po prostu to zrobiła. Stworzyła w prosty sposób sytuację w której to młody człowiek dokonywał wyboru. Bardzo dziękuję za ten post. Szacun dla Estki, Estko! Pozdro
-
To ja zapytam o Wasze doświadczenia właśnie o instruktorów, którzy nie gadają po polsku? Jak dzieciaki reagują, na ile ma to sens? Póki co córka miała instruktorów Polaków, lub Słowaka który też mówił po polsku. Córka uczy się angielskiego i w szkole i poza nią, ale mimo jest to bardzo wczesny etap, więc nie wiem czy coś z tego wyniesie w razie czego.
-
Co więcej Jan pogardliwie wypowiada się o górkach, jakby tylko zjazd z k2 uczył czegoś, cóż nie on jeden prezentuje geocentryczną wróć egocentryczną teorię wszechświata narciarskiego, a dróg jest wiele, nie wszystkie prowadzą na manowce, cudne manowce;-) pamiętam sagę z Niko gdy Fred objezdzony alpejsko też dezawuował sudeckie górki, a Niko niejedną osobę nauczył na tychże górkach porządnej jazdy, nadmienię, że to z Fredem zdarzyło mi się jeździć, a nie z Niko.
-
Mirek. Jaja sobie robisz. To jest światowy top. Wiedzę na temat różnic mają w Polsce chyba tylko ludzie z najbliższego otoczenia Maryny. Reszcie, nawet dobrym trenerom może się jedynie wydawać, że wiedzą. Popatrz na Szafrańskiego. Przecież gość o nartach wie "wszystko" a jak często myli się w ocenie.
-
Andrzej, nie jest to zgodne z prawdą. To, że go stać, to nikomu tego nie ukradł, tylko na to zapracował. A że ma na to obecnie czas, więc jeździ. Irytujące jest tylko to, że jedyna rada jaka potrafi sklecić, to jedź w Alpy i naucz się jeździć, tak jakby tego nie dało się zrealizować w PL. Wyjazd w Alpy jest zasadny, jeśli już coś potrafimy i będziemy się mogli z tego cieszyć. Koszty nie są małe i nie ma sensu takich wyjazdów realizować, jeśli obciąży to znacznie czyjś budżet, a wrażenia z wyjazdu będą słabe. Bo trafimy na niepogodą, czy też ośrodek o zbyt trudnych trasach vs nasze umiejętności, albo jedno i drugie, pojawi się frustracja i zniechęcenie. Nie każdy ma taką możliwość, więc realizuje to na swój sposób, który akurat jest możliwy do wykonania. Byłeś chyba ostatnio z wnukami w Kasinie podczas ferii. Dość niedawno. Czemuś z nimi w Alpy nie pojechał? Stać Cię a i czasu masz sporo, a na popierdółkach jeździsz i to dobitych po sufit - bo w ferie. pozdro
-
Jeśli nie o pedofilach. Ręce może i dobre ale dotyk zły?
-
Lepsza przedszkolanka niż psychopata - a tych wśród sportowców niestety sporo. Ciekawe czy są psychotesty choćby takie jak na kierowcę jak się chce wozić ludzi?
-
Kamieńsk kręci…
-
Nie tyle z nizin co z dużych miast lub tych z pobliża dużych miast. Ci z gór to margines i nawet nie ma co sobie nimi zawracać głowy. Ja mogę powiedzieć o sytuacji mojej rodziny/znajomych w Krakowie, Warszawie, Gdańsku i trochę w Poznaniu. I wszędzie wygląda podobnie. Mam na myśli szkolenie dzieci. Szkolenie podstawowe, tzw. pierwsze kroki, u miłych pań/panów, potem już stałe lub okresowe szkolenie w klubach lub, czasem zagranicznych, instruktorów. Niestety narciarstwo, szkolenie i wszystko to co z tym jest związane, wymaga dużo kasy. Taki rodzinny wyjazd na tydzień z klubem i szkoleniem to b. duży wydatek. Na tyle duży, że można sobie postawić pytanie czy warto. Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć.
