Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Ja też, Loara to taki ersatz. Ale są czasem jakieś zwykłe burgundy choć i te tanie nie są. Co do tychże degustacji to najtrudniej było wbić się pierwszym razem, przy słabej znajomości francuskiego ciężko było się wykłócać. Potem znałem już organizatora. Aubert de Villaine już od 2022 nie doradza w DRC. Czy nadal są te degustacje w Grains Nobles tego nie wiem? Polecam nie tylko tym co lubią wina ten artykuł napisany przez mego przyjaciela. Poetę. Miedzy innymi z nim dzieliłem winną pasję http://www.sstarwines.pl/drupal-6.10/node/322
-
To tutaj mamy drobną różnicę, bo ja jednak jestem za tym żeby nie inwestować niepotrzebnie w sprzęt, który może okazać się nie trafiony, bo albo nie mamy techniki, albo nie będzie chęci na doszkalanie się. Zawsze można kupić coś tańszego, albo używkę i chwilę pojeździć czy pograć, po złapaniu bakcyla będzie już łatwiej o korektę. Myślę, że ludzie którzy zaczynają grać/jeździć na jakimś poziomie też szukają odpowiedniego sprzętu dla siebie, w pinglu to jest trudne, bo trzeba złapać odpowiednie czucie, a to niestety nie jest mierzalne. felgi były lakierowane, bo to tańszy proces i łatwiej dobrać kolor, tylko niestety wtedy każde drobne otarcie jest widoczne, a akurat żona czasem mi bierze, więc stąd efekt. Na początku się wkurzałem, ale już mi przeszło :). Wow, aż się nie chce wierzyć, że ktoś spróbował Romanee Conti, które od 20 lat nie są dostępne nawet dla wielu dziennikarzy, nazwisko Bettane robi swoje - gratulacje. Niestety dzisiaj burgundia jest tak droga, że praktycznie dałem sobie spokój z wyższymi winami, choć coś tam jeszcze w piwniczce mam 🙂
-
Ja w liceum też trafiłem na wyjadacza który w klubie (Legionowo Skierniewice) został na dłużej niż ja w podstawówce i rotacje jakie nam oferował były z innej bajki, rakietkę i okładziny takoż. Nie pamiętam aby nam dawał nimi pograć. Z Dryszelem grał Kucharski, później z Grubbą.
-
Ja z winami totalnie na bakier. Lubię jak mi smakują i tyle. Białe latem a czerwone zimą 🙂 Tenis stołowy to co innego. Kiedyś grywałem dużo. Lata "70 mieszkałem w Gliwicach i w tamtejszym AZS grał, kolega Stefan Dryszel. Czesława Noworyta była wśród Pań w Polsce absolutnie najlepsza. Każdy weekend spędzony na widowni ligowego meczu. Grała w klubie z nimi moja koleżanka ze szkoły Ania Dziubla. Udawała, że daje radę ze mną od bidy trenować po swoich klubowych treningach ale jak "przycisnęła" to mogłem zdobyć punkty jedynie z jej błędów albo jakiegoś szaleńczego ataku🙂
-
Ortodoksi szurają. Carving to nowa religia. Rewolucja. Znaczy nowa świecka tradycja. ps a odpowiadając Mirkowi zsuwał się też Bargiel i to nie była przypadkowa technika, to a propos zsuwania;-)
-
Nie no narciarskim ortodoksem który uznaje tylko cięty skręt jako jedyny słuszny to ja nie jestem 😀 Ale faktycznie słowo "zsuwanie" może być w tym wypadku trafniejsze.
-
Bardzo fajna relacja. Tym bardziej, że w młodości grałem w tenisa stołowego w klubie, choć serwować uczyłem się podpatrując w telewizji z ławą dostawioną do ściany, plus tysiące powtórzeń. Rotacja odwrotna wracała. Więc jedynie serwis miał jakiś sens. Z winem też trafiłeś. Miałem fazę gdy w PL znało się na nim około 20 osób, wtedy startowałem znaczy chwilę później niż większość skupiona wokół forum wino na gazecie wyborczej. Potem przyszedł czas własnego portalu, dużo zaangażowania, w końcu mi przeszło. Jak to rzekł Filip z Wilczej, francuz handlujący winem, na dnie butelki Lamborghini nie znajdziesz i to dobrze podsumowuje poszukiwania świętego graaala. Bywało, że korzystając z wyjazdów do Francji załapywałem się na degustację Romanee Conti z Michelem Bettanem głównym krytykiem fr oraz producentem Aubertem de Villaine. Degustacje z roku na rok coraz droższe, chętnych przybywało. Ilości mikro. A problem z winami z Burgundii jest taki, że jak to na wsi, najlepiej byłoby wypić całą ubutelkę, bo wina to zazwyczaj lekkie, przyjemne do picia, nie degustacji. W PL zdarzało się pić z Bieńczykiem, degustować z Bońkowskim, natenczas oni nadawali ton. Pisali przewodnik. Tak czy owak. Miło było wirtualnie poznać kogoś o podobnych pasjach, jak alter ego. PS. Co do nart to nie ma co aż tak się przejmować sprzętem. Ja pierwsze sezony po powrocie spędziłem na przykrótkich paździerzach w za dużych butach ale ambicją i siłą nóg (co nawet Fredo docenił) nadrabiałem braki techniczne i ganiałem za co lepszym narciarzem, czasem doklejając się na kanapie i miło gaworząc. Siła nóg z tenisa, ale też z koszykówki, która jedynie amatorsko w liceum, ale w dużych dawkach. Potem wspinaczka. Dodam, że te pierwsze sezony po powrocie (bo za dziecka narty miałem) to były 60 dni/sezon. I dopiero za namową forumowiczów kupiłem po takich dwóch sezonach master gs rossignola, który użytkuje po dziś dzień. Przykrótkie, na wzrost, damskie. Potem dodałem 5cm do męskości;-) prawdziwa wykuwała się na skiturach.
-
W samo sedno sprawy. A potem wychodzi, że zamiast w komforcie jeździć cały dzień zostaje knajpa na resztę nartowania np. po 2 godz. jazdy
-
Cześć Padł tekst o szuraniu i rozumiem, że to odnosi się do zsuwania - czyli jakiegokolwiek zjechania z górki przypadkową techniką. Bo często szuranie jest stosowane jako synonim jazdy ślizgowej w przeciwieństwie do ciętej - w domyśle jedynej słusznej a to już jest narciarski kryminał ale skoro to to pierwsze to OK - dzięki za wyjaśnienia. Pozdro
-
W przypadku GK to należy by się cieszyć, że w ogóle jest otwarte 😄
-
Ale co tu szerzej komentować? Jedni szukają czegoś by się pozsuwać, często myśląc, że ich problemy biorą się ze sprzętu i po prostu wystarczy wymienić go na lepszy a jazda stanie się przyjemniejsza a drudzy chcą się uczyć i ten lepszy sprzęt i to umożliwia. Ci pierwsi zazwyczaj mają dobrane przez "doradcę" w sklepie mięciutkie wygodne buty i krótkie narty by dało się na nich jeździć siłowo i ciężko jest kogoś takiego przekonać, że potrzebuję długich nart i sztywnych butów.
-
Sorry że nie o nartach, ale felga w tym maserati taka zniszczona, czy tylko brudna? 😁
- Dzisiaj
-
Brawo ty 😀. Kupiłeś u Fińczyka?
-
Cześć "Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt" - i w nartach jest podobnie tzn. nie ma sensu zmienianie sprzętu i żonglowanie nim jak nie umiesz jeździć bo to nic nie da. Natomiast ja osobiście często powtarzam: Kup sobie najlepsze narty na jakie Cię stać i ucz się jeździć. Te dwa stwierdzenia wcale nie są ze sobą sprzeczne. Tak jest w nartach. A co do tenisa stołowego to dla mnie rotacja w tej grze jest zupełnie nieczytelna. W tenisie ziemnym rotacja dla mnie jest/była całkowicie czytelna i wiem a jaki sposób piłka się odbije i jak na to reagować. Tutaj zupełnie tego nie widać - dla takiego laika jak ja. Zawsze mnie to w pewien sposób dołowało. Na nartach potrafię praktycznie zawsze określić poziom jeżdżącego po tym jak stoi czy chodzi w butach narciarskich, nawet nie musi jeździć. Narty, czy dobre czy takie sobie - to od razu widać, po sposobie wykończenia czy pewnych technicznych niuansach - pewnie masz tak z rakietkami - i to jest realna widza wynikająca z doświadczenia. Liczby i literki są dla laików choć w znakomitej większości nie maja pojęcia jak to przełożyć na odczucia. Wiesz ja mam taki prywatny sprawdzający się praktycznie w 100% system diagnostyczny - im ktoś cytuje więcej literek i modeli - tym gorzej jeździ. Sprawdza się. Pozdro
-
Tutaj to mógłbym elaborat napisać ;). Postaram się to skrócić do pewnych ogólnych stwierdzeń. Po pierwsze większość ludzi kompletnie nie rozumie tenisa stołowego w sensie rotacji. Przeciętny zawodnik ligowy potrafi nadawać takie rotacje szczególnie przy serwie, że taki przeciętny świetlicowy gracz kompletnie nie będzie wiedział co z tym zrobić. W takich przypadkach mógłbym napisać, że sprzęt jest kompletnie nieistotny, bo i tak nie wykorzystasz go nawet w minimalnym stopniu. Ja zawsze amatorom doradzam jak najwolniejszy sprzęt, zasada jest prosta im wolniejszy sprzęt tym lepsza kontrola i mniejsza wrażliwość na przychodzącą rotację. Cena nie gra roli, w zasadzie rakietka za 300zł spokojnie daje radę, nawet jeśli się uprzesz i wydasz 3tys to i tak nie odczujesz różnicy. Zabawa dopiero się zaczyna gdy zaczniesz dużo grać, złapiesz czucie sprzętu i trochę techniki. Wtedy jeśli weźmiesz inny sprzęt do ręki to od razu po kilku piłkach odczujesz różnicę, co oczywiście nie oznacza, że musisz wydawać majątek na sprzęt. Amatorskie granie, czyli powiedzmy tak nawet 4 i 5 liga w tenisie stołowym nie oznacza, że musisz dużo inwestować w sprzęt, bo to po prostu nie wiele pomoże. Podstawa to regularny trening i technika, jak opanujesz technikę prawidłowo to możesz inwestować w sprzęt, zaczniesz odczuwać, ze brakuje Ci mocy w uderzeniach, ale z drugiej strony jeśli weźmiesz bardziej ofensywny zestaw to stracisz trochę na kontroli (blok, podcięcie) i rakietka będzie bardziej wrażliwa na przychodzącą rotację. To będzie oznaczało, że rozumiesz o co chodzi i możesz próbować różnych zestawów. Droższy sprzęt, szczególnie okładziny będą miały na pewno więcej rotacji, z kolei deska będzie lepiej wyważona, ale to oczywiście indywidualne podejście. Zawodowcy to już zupełnie inna bajka, tam najdroższe są okładziny, które oni zmieniają co miesiąc, jedna kosztuje prawie 400zł. Deska to przynajmniej 1000zł, ale w zasadzie masz ją na stałe. To tak po krótce, w każdym razie chodzi o to, że w amatorskim graniu cena sprzętu jest praktycznie nieistotna pod warunkiem, że będzie dobrze dobrany. Zajmuję się też winami, 20 lat spotkałem hydraulika w Paryżu w hotelu i zagadnąłem w temacie win, że u nich w sklepach można kupić wino za 5 euro i jest naprawdę niezłe. On mi na to odpowiedział "nie kupuj tych win, bo one niczym się nie różnią od tych za 2 euro... chyba że się znasz". To było absolutnie genialne stwierdzenie, widzisz w winach podobnie jak w pinglu, jakość rośnie do pewnego poziomu, a potem to naprawdę trzeba w tym siedzieć, żeby dostrzec pewne niuanse. Myślałem, że w nartach jest podobnie, ale jak widać się myliłem 🙂
-
Absolutnie nie pogoda to te cymbały ze Skiforum doradzili jej za długą nartę 😕
-
Tata ma mambę.. mama ma mambę- mam i ja.. 😉
-
Nie pogoda idealna do zjazdu.
-
a to pogoda winna że gwiazda się wywaliła ? Pamiętam dawno temu na FISie w Szczyrku, mistrzostwa Polski i Maciej Ciaptak się wywalił zawody natychmiast odwołano a chłopakom od ratraka skreślili premię za zła przygotowanie trasy
-
Tak nie będzie.. zawsze jest więcej bydła niż pasterzy
-
Cześć To jest normalne zachowanie człowieka na poziomie a jako manię mogą poczytywać to tylko durnie i Ci co śmiecą. Ja Andrzeju przez dobrych parę sezonów w Tatrach zajmowałem się zbieraniem śmieci na szlakach. Nie masz pojęcia ile śmieci znajdowaliśmy np. na takiej Orlej Perci, gdzie, wydawałoby się, chodzą tylko turyści a nie hołota. Od Zawratu dawało radę dojść najwyżej do Kulczyńskiego i trzeba było schodzić bo worki ważyły po 40 kg. Życie Andrzej. Dlatego zawsze piszę, że przyroda powinna być ściśle reglamentowana tylko dla tych co dorośli a reszta niech siedzi w domu. Pozdro serdeczne
-
Cześć Swoją drogą, tak sobie dzisiaj myślałem: Jak oceniasz rolę sprzętu w tenisie stołowym, od jakiego poziomu gry taki sprzęt rzeczywiście daje dużo itd. Możesz coś napisać na ten temat? Ja w tenisa stołowego gram wyjątkowo słabo - choć grałem dług w tenisa a w badmintona jeszcze z 10 lat temu potrafiłem solidnie pograć z 20 lat młodszymi ale to zupełnie inne gry niż tenis stołowy w sensie ruchu i techniki. Swego czasu, jeszcze na studiach, byłe w reprezentacji UW w gałkę i był w drużynie chłopak, który trenował tenisa stołowego i grał jako zawodnik ligowy. Wszystkich bez wyjątku golił lewą ręką (był zdecydowanie prawostronny) natomiast większość ogrywał grają samą dłonią... Dla mnie był to kosmos. Pozdro
-
Prosiłbym o szerszy komentarz tego jakże odkrywczego stwierdzenia. Pozdro
-
Cześć Chciałem cię trochę potrzymać w niepewności... 😉 Było tak: Zamiast SG puścili dzisiaj zjazd po jednym treningu. Pogoda - jak to w Szwajcarii - gówniana i widoczność słaba. Z pierwszych pięciu zawodniczek dojechały dwie. Ortlieb w siatkach ale Ok, Monsen zabrał helikopter a Vonn - bo to widziałem - źle wymierzyła przedskok i lądowała daleko na jedną nogę po czym ją obróciło i leżąc uderzyła w siatki. Trochę tam leżała po czym sie podniosła i zjechała na metę. W międzyczasie jury odwołało konkurencję co spotkało się z bardzo różnymi reakcjami zawodniczek - no zwłaszcza tych, które zjechały. Szef zawodów w wypowiedzi podkreślił, że upadki wynikały z błędów własnych zawodniczek ale z dbałości o zdrowie tychże itd. Vonn rzeczywiście trzymała się za to "zdrowe" kolano a po zjechaniu zabrał ją helikopter do szpitala na badania. Svindal milczy. Padły jakieś stwierdzenia o kontuzji stopy... Ja dla mnie to krucho to wygląda bo chyba leżąc wiedziała, że coś jest nie tak - ma praktykę to wie. Zobaczymy ale ja niestety nie wróżę dobrze obu dziewczynom. Cóż Szwajcarzy z Crans M. znani są - zwłaszcza ostatnio z ryzykownych zabaw... Pozdro
-
Tutaj koledzy doradzają narty do jazdy, Ty natomiast z tego co piszesz to szukasz nart do szurania więc stąd te wszystkie "rozbieżności" w dyskusji.
