Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. PaVic

    Dlaczego kierowca to zabójca

    Gdzieś w międzyczasie twojego a mojego . W Belgii nie ma placu a egzamin to około 40min jazdy w mieście główne to kopertę sprawdzają , zawracanie plus reakcje zachowania przy dojeździe do ścieżki rowerowej ale też nikt nie egzaminuje z jazdy na autostradzie choć śmiało mógłby przez te 20 min sprawdzić czy kierowca ma pojęcie . pozdro
  3. Praca rąk? tu jest nieźle:
  4. zgoda, kierowcy rajdowi to inna liga. wystarczy na YT odszukać film, jak pracują stopami, i robi się wtedy grubo. akurat na tym nagraniu widać też pracę wału kardana na kolumnie kierownicy. to na mnie robi największe wrażenie:
  5. Cześć Andrzej Żubr??? No chyba że kupiłeś dla jaj. Pozdro
  6. Mitek

    Dlaczego kierowca to zabójca

    Cześć Cieszę się, że złapałeś sedno bo porobiłem literówek tyle, że nie da się tego czytać - bardzo przepraszam. Czyli kiedy wszedł ten placyk - dla mnie bardzo dobry pomysł swoją drogą, masz pojęcie? Pozdro
  7. PaVic

    Dlaczego kierowca to zabójca

    A to przepraszam za skuchę bo myślałem że niewiele się różnił od tych z lat 90’ a przynajmniej jego końca kiedy sam podchodziłem bo ten do dziś jest praktycznie taki sam no mniej placu teraz pozostało do zrobienia . Ja pierwszy swój też oblałem na placu właśnie na własne życzenie jak to stwierdził egzaminator bo nie dałem kierunku przy cofaniu z skośnego , łuk zrobiłem patrząc się przez prawe ramię 💪 stara szkoła 😏 gdzie już wymagali niby przez patrzenie w lusterka a kopertę bezbłędnie . Po nim wyjechałem z kraju i po jakimś dłuższym czasie ponownie przystąpiłem do egzaminu niestety łuk oblałem 😂 zatrzymując się za daleko o 5cm od linii 😤 z linijką mierzył takie czasy były - qwa tak się wku… że trzeci już był bezbłędny plac i co najważniejsze miasto a zdawałem w LBN . pozdro
  8. Mitek

    Dlaczego kierowca to zabójca

    Cześć Marek, może dogadajmy się jakoś bo po grzyba mamy 2 razy pisać to samo? Głupio mi po prostu żerować na Twojej pracowitości, poważnie. Dodam tylko, że też chyba nigdy nie miałem okresu zachłyśnięcia się swoja samochodową jazdą. Może dlatego, że nigdy nie miałem w tym pierwotnym okresie porządnego samochodu a może dlatego, że jeszcze w pierwszej połowie lat 90, dość przypadkowo zresztą znalazłem się w środowisku polskich rajdowców i obserwowałem oraz brałem udział w pewnym sensie w powstawaniu tzw. "złotego okresu polskich rajdów". Szybko zobaczyłem co to znaczy porządne jazda samochodem z absolutnie pełną kontrolą w każdych warunkach. Ile to kosztuje pracy i jak wiele zależy od konfiguracji samochodu aby być pewnym. Ale przede wszystkim miałem okazję jeździć jako z najlepszymi polskimi kierowcami tamtych czasów Krszyśkiem Hołowczycem, Januszem Kuligiem, Leszkiem Kuzajem, Tomkiem Kucharem, Stecami, Fryczem itd. i tak rajdówkami czy treningówkami w trakcie treningów czy pokazówek ale przede wszystkim w normalnym ruchu drogowym normalnymi samochodami ale i rajdówkami. Miałem okazje również uczestniczyć w paru solidnych wypadkach rajdowych i to nie do końca jako obserwator. Zapewniam, że po takich doświadczeniach, jeżeli tylko ktoś jest normalny szybko wietrzeje z głowy ślizganie się w normalnym drogowym ruchu, palenie gumy na światłach czy inne wymysły spod znaku robionego Civica czy kitowanego Golfa. To tak samo jak na nartach - chcesz zapierdalać - zapisz się na kurs jazdy GS, później może... dojrzejesz do SL. A samochodem: zapisz się do klubu postartuj w KJS, przekonaj się jak nie umiesz hamować albo znaleźć się między paroma pachołkami. Pojedź na płytę i przekonaj sie co wiesz o wychodzeniu z poślizgu itd. A jak chcesz sobie pozapierdalać... to płać - im więcej tym lepiej. Pozdro
  9. Mitek

    Dlaczego kierowca to zabójca

    Cześć No tu akurat zmieniło się bardzo dużo Paweł. Teoria - odpowiedzi na pytania mieli wszyscy w formie półoficjalnej ściągawki. Nie było żadnego placyku a jeździłem dosłownie tak: wyjazd z miejsca parkingowego wzdłuż, 20m, skręt w lewo w drogę dwupasmową z pierwszeństwem, 200m skrę t prawo lewo skos, 100m (po taki łuku (Plac Inwalidów w Warszawie, kto był ten wie), włączenie się na tą samą drogę i zaraz zawrotka, 300m, skręt w lewo w drogę z której pierwotnie wyjechałem i parkowanie w tym samym miejscu w ciągu pojazdów. Dziękuję zdał Pan... Pan, chyba zdawałem gdzieś w okolicach 17 urodzin. Obecny egzamin, gdzie niektórzy zdają po 10 razy, jeżdżą godzinę itd. to jest inna bajka - wiem bo zdawałem i nie zdałem. 🙂 Pozdro
  10. Dzisiaj
  11. PaVic

    Dlaczego kierowca to zabójca

    To co w 80’ brzmiało jak science fiction dziś jest codziennością praktycznie w każdej sferze naszego życia 😉 a egzamin cóż jak był taki jest, jakby czas stał w miejscu 🤷‍♂️
  12. Bo nie było Teleranka 😭
  13. Piotrek, a skąd wiesz że to była niedziela? W tamtych czasach kalendarz nie ustalał dni tygodnia, tylko sugerował 🙂 Pewnie ONI wiedzieli, że Witek będzie wojskowym, mimo iż Witek jeszcze o tym nie wiedział. Aparat władzy był wszechmocny i wszechwiedzący, dlatego Bóg im nie pasował - niezdrowa konkurencja 😉 . pozdro
  14. Andrzej, a co i kto wyznacza standard bezpiecznej jazdy? Czyli Ty jadąc z kolegą jako pasażer, który jeździ podobnie do Ciebie, gremialnie stwierdzisz że jeździ dobrze, jadąc ze mną jako pasażer, ze jeżdżę za szybko a co za tym w myśl zasady niebezpiecznie, ja znowóż będąc pasażerem jadąc z Tobą dojdę do konkluzji, że jeździsz na zasadzie w całym kawałku z punku A do B potrafisz dojechać, a ja jadąc z np. Grimsonem dojdziemy do wniosku, że obaj potrafimy jeździć i to dobrze. Gdzie leży prawda i co jest wyznacznikiem owej bezpiecznej jazdy? No przecież nie przepisy, Lublin pokazał, że da się supernowoczesną drogę obwarowaniami spierdolić, nie mówiąc już o komplikacji interpretacji znaków przez kierowcę. Czy ramy prawne tworzone przez super specjalistów od ruchu drogowego takich jak Jarek co ukradł księżyc są wyznacznikiem? Ten co przemierzył setki km w foteliku na tylnym siedzeniu jest opiniotwórczy? Toczysz boje z Mitkiem, narciarskie, że nie da się w 100% bezpiecznie jeździć na nartach, bo zawsze ktoś w Ciebie może wjechać i tam chyba przytoczyłeś przykład (tu z pamięci - a ta jest zawodna) jak chyba w Twoją Żonę (nomen omen doświadczoną narciarkę) wjechał narciarz. Czy można było tego uniknąć, no oczywiście że tak. Ale to następny level umiejętności narciarskich. Widocznie jeszcze tej umiejętności w tamtym czasie nie posiadała. Teraz pewnie już jest mądrzejsza. Reasumując, wiem, że są osoby które potrafią jeździć o kilka poziomów lepiej ode mnie, ale skoro udało mi się przejechać myślę grubo ponad 2mln km w jednym kawałku z oględna znajomością przepisów, to coś tam musze jednak umieć i cos tam muszę o poruszaniu się po drogach wiedzieć. pozdro
  15. Ja zdawałem zaraz jak skończyłem 17 lat, w 1992 można było zacząć kurs nie mając jeszcze 17 lat. Marek, 13.12.1981 to była niedziela, za wiele nie pamiętam z tego czasu, ale to akurat tak. pozdro
  16. Wtedy byłem w drugiej klasie technikum kolejowego. Dokładnej daty egzaminu już nie pamiętam, ale prawo jazdy wydali mi trzy miesiące po egzaminie, więc mogło to być 17 grudnia. Kurs rozpocząłem 3 września, nie miałem wtedy skończonych 16 lat. Wówczas kurs można było robić w wieku 16 lat i wymagana była pisemna zgoda rodziców. Ja skończyłem 16 lat kilka dni po rozpoczęciu kursu, kierownik kursu przymknął oko na te kilka dni.
  17. Eee, to się nie liczy, jako wojskowy to pewnie dostałeś z urzędu. Nie gadaj że to było 13.12.1981 😉 pozdro
  18. Cze Dlatego napisałem - dość późno, skoro to tak dobrze pamiętasz, pewnie na studiach, ja jeszcze w szkole średniej. No chyba że dość długo kiblowałeś 🙂 . pozdro
  19. Ja to dobrze pamiętam bo byłem już wtedy dojrzały, chyba 23 lata. 😁 Z wielu 18 też bardzo mało pamiętam. A robienie prawa jazdy we Wrocławiu to było przeżycie.
  20. Ja w grudniu 81'. W noc w przeddzień egzaminu spadł śnieg. Moje pierwsze doświadczenie z jazdy na śniegu maluchem na egzaminie. Udało się za pierwszym podejściem.
  21. A gdzie ta Kalabria - my w okolicy Amantei byliśmy…
  22. Mitek

    Dlaczego kierowca to zabójca

    Cześć Ja zdawałem na prawo jazdy w 1982 roku. Egzamin był po prostu śmieszny - dlatego dobrze go pamiętam. Całość - piszę o praktyce bo teoria zawsze była śmieszna - trwała dokładnie 3min 2 sek. Pozdro
  23. Sorry Mario Tak odczytałem Twoją wypowiedź, ja niestety nic z całości nie pamiętam, ponieważ to nie jedyny egzamin który miałem, a że go nie pamiętam, znaczy się był łatwy. BTW też robiłem w latach 90-tych, a dokładnie 1990. A o wyborze instruktora najlepszego z możliwych nie myślałem, mając 18 lat bo wówczas wszystko było proste. Natomiast pamiętam szkolenie, bo główną pomocą instruktora była .... szmata. Czyli jak przejechałeś jakiś znak, trzeba było zaparkować, wyjść i wyczyścić szmatą znak, bo chyba był brudny 🙂 . Ludzie patrzyli na ciebie wówczas jak na pojeba. Parę pucowań i już człowiek nic nie przeoczył. No skuteczne to było. Syn mówił, że matura była trudna, no moja była łatwa przecież 😉 . pozdro
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×
×
  • Dodaj nową pozycję...