Kumpel swego czasu wbił do klubu studenckiego we Wrocławiu w roku bodajże 1997. W klubie 4 studentów i jeden gitarzysta na pudle, który brzdąkał tak dobrze, że wzbudził zainteresowanie podpitych studentów.
Po zakończeniu grania, z mikrofonu obsługa powiedziała „Carlos Santana dziękuję za wysłuchanie”. Koledze szczęka spadła.