Jump to content

Forma narciarska – jaka sprawność jest w rzeczywistości potrzebna?


bakkz
 Share

Recommended Posts

Kiepski ten temat i dlatego poszedl calkowicie w inna strone.

Cwalipiet nie brakuje.

Dobrze jakosciowo mozna dziennie w Alpach przejechac max 40-50 km.

Wszystko co powyzej przechodzi w ilosc.

Dlatego nie dziwie sie, ze nie ktorzy nasi koledzy przebywajacy przez ostatnie ca. 6 lat

po ok. 50 dni w roku na nartach tak kiepsko jezdza.

Wystarczy spojrzec w stopke ile to w sezonie przejechali i wiadomo, ze chodzi tylko o ilosc.

Tz. zaliczenia i juz temat do pokazania na forum gdzie bylem. Bo co robilem to latwo sobie wyobrazic.

Przez kilka lat obserwuje postepy znanych mi forumowych (i nie tylko) narciarzy i moge stwiedzic,

ze zamiast byc instruktorami narciarskimi (kilkunastu zostalo)mozolnie dochodza do narciarza zaawansowanego.

 

ps. co wazniejsze technika czy dlugosc.

Link to comment
Share on other sites

' – Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
– No, ubierasz się pan.
– W płaszcz – jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
– Fakt!'

reszte znacie lub wyszukacie (:
na narty mozna pojechac tez furmanka - albo mercedesem itd itd

wiadomo - jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma - ale nie porownujcie Polski do Alp (:
Link to comment
Share on other sites

A w temacie, to w Wyborczej chyba poczuli pismo nosem bo taki poradnik dziś się pojawił:
http://nanarty.sport....html?pelna=tak
:)

Ciekawe. I powiem szczerze, że tym podobne uskuteczniam. Bo ja tu występuję jako osoba z nadwagą i mięśniem piwnym, bez ambicji na sześciopak (plażowania nie lubiłem nawet jak piękny i młody byłem, a pod kurtką zimową i tak nie widać) i świętym przekonaniem, że czego jak czego, ale umiłowania jedzenia się nie wyrzeknę. OK, miażdżycy nie mam - jak siadam to sobie nie miażdżę (jeszcze), a buty ze skłonu dopnę (przy odrobinie szczęścia). Ale odkąd tego bakcyla na narty złapałem to przynajmniej o rusztowanie się troszczę i te wszystkie stawy i mięśnie staram się wzmocnić mając nadzieję, że na śniegu też zaprocentuje.
Pisali też gdzieś ostatnio, że 25 minut dziennie ćwiczeń aerobowych pozwala obniżyć ryzyko Parkinsona czy innego Alzhaimera :) Więc chyba warto. Z drugiej strony ludzie, którzy udzielają się na takich forach to chyba i tak to wiedzą.
Link to comment
Share on other sites

Kiepski ten temat i dlatego poszedl calkowicie w inna strone.
Cwalipiet nie brakuje.
Dobrze jakosciowo mozna dziennie w Alpach przejechac max 40-50 km.
Wszystko co powyzej przechodzi w ilosc.
Dlatego nie dziwie sie, ze nie ktorzy nasi koledzy przebywajacy przez ostatnie ca. 6 lat
po ok. 50 dni w roku na nartach tak kiepsko jezdza.
Wystarczy spojrzec w stopke ile to w sezonie przejechali i wiadomo, ze chodzi tylko o ilosc.
Tz. zaliczenia i juz temat do pokazania na forum gdzie bylem. Bo co robilem to latwo sobie wyobrazic.
Przez kilka lat obserwuje postepy znanych mi forumowych (i nie tylko) narciarzy i moge stwiedzic,
ze zamiast byc instruktorami narciarskimi (kilkunastu zostalo)mozolnie dochodza do narciarza zaawansowanego.

ps. co wazniejsze technika czy dlugosc.


Przez kilka lat obserwuje postepy znanych mi forumowych (i nie tylko) narciarzy i moge stwiedzic,
ze zamiast byc instruktorami narciarskimi (kilkunastu zostalo)mozolnie dochodza do narciarza zaawansowanego.

Fredo tutaj to same instructory :-) . A jeden to nawet przewodnik frirajdu:-)
Link to comment
Share on other sites

Przez kilka lat obserwuje postepy znanych mi forumowych (i nie tylko) narciarzy i moge stwiedzic, ze zamiast byc instruktorami narciarskimi (kilkunastu zostalo)mozolnie dochodza do narciarza zaawansowanego. Fredo tutaj to same instructory :-) . A jeden to nawet przewodnik frirajdu:-)

Skutecznie psujecie swoimi pierdami atmosferę w tym zakątku sieci, Ty i Fredo. Niedługo zostanie tutaj tylko garstka takich smrodzących.
Link to comment
Share on other sites

Skutecznie psujecie swoimi pierdami atmosferę w tym zakątku sieci, Ty i Fredo. Niedługo zostanie tutaj tylko garstka takich smrodzących.

Dobrze Panie Mario .Tak Masz rację .Jest jeszczę coś takiego jak żart , ale pan to chyba zbyt poważny .

 

Skutecznie psujecie swoimi pierdami atmosferę w tym zakątku sieci, Ty i Fredo. Niedługo zostanie tutaj tylko garstka takich smrodzących.

Link to comment
Share on other sites

Wracając do tematu,

 

osobiście czas jakiś temu wykorzystałem ćwiczenia takiej jednej instruktorki z internetu (Chodakowska się nazywa i niejeden z Kolegów ze SF wiem że też ją uskutecznia ;)). Z całej plejady ćwiczeń dobrałem sobie zestaw (trochę na nogi, grzbiet rozciąganie, przy okazji równowagę, ale generalnie ogólna zaprawa, 40 min), który powtarzam co jakiś czas i to pokazuje mi w jakiej jestem formie tak na już. Później dochodzi jeszcze siła na wybrane partie oraz oczywiście teren (wspinaczka, rower, narty). Ale doszedłem do wniosku, że samemu można spokojnie kontrolować swoje możliwości. Gdy wyczynowo uprawiałem sport, to nie był dylemat z wiadomych względów, ale obecnie fajnie się to sprawdza i można fajnie ogarnąć. Oczywiście to co jem ma też znaczenie.. życie ;) Takie domowe sposoby.. A minimalna forma? Zjechać 2 km na raz w dobrym stylu po czerwonej trasie.

 

pozdrawiam serdecznie ;)

Link to comment
Share on other sites

Dobrze Panie Mario .Tak Masz rację .Jest jeszczę coś takiego jak żart , ale pan to chyba zbyt poważny .

 

beknąłeś i chcesz powiedzieć przepraszam, ok przyjmuję

uśmiecham się pod nosem jak czytam Wasze wpisy  :)

ale czasami można walnąć kaskiem w stół

 

nie obawiaj się, obecnie mam dystans do forum, nie odbieram Was do siebie

 

napiszę łopatologicznie,

nie podoba mi się anonimowe najeżdżanie na innych,

macie coś do kogoś to napiszcie nicka i konkretnie o co chodzi,

a nie pierdolety w stylu "przewodnik frirajdu", "mozolnie dochodzący forumowicze"

Link to comment
Share on other sites

macie coś do kogoś to napiszcie nicka i konkretnie o co chodzi,

a nie pierdolety w stylu "przewodnik frirajdu", "mozolnie dochodzący forumowicze"

"Napisz babci w liscie".

Nie musiaz sie tego wstydzic, ze dochodzisz mozolnie do stopnia narciarza zaawansowanego.

Dla czytajacego forum jest to oczywiste.

Pracujesz, masz zone, dzieci, w gorach nie mieszkach, stresy itp.

Czarna Gora to za malo, do Czech juz daleko. Wyrwales sie 3 razy w Alpy nawet dobrze, ze ci sie udalo.

Bedac w twoim wieku sam bym sie pochwalil, ze bylem w Alpach az 3 razy.

 

ps. takie "serdeczne" wpisy lubisz prawda?

Link to comment
Share on other sites



Ja chyba nie dam rady ale jeśli już to ledwo-ledwo. Zwykle zatrzymuje się co najmniej co 1km.


Piotrek no tak :), w moim stwierdzeniu są dwie mocno elastyczne kwestie całego równania: "w dobrym stylu" i "czerwona trasa". Ja akurat pomyślałem sobie o Śnieżynce w Szklarskiej :), a o stylu się nie wypowiem ;)

Z Golden Piste z Hochzillertall zjeżdżałem z Żonką ze 20 min (ok chyba 5km), był płacz i wypinanie nart, pozwy rozwodowe werbalne co sto metrów, ale się udało i do dziś jestem dumny z Myszki. To był Jej w zasadzie z 15 dzień na nartach ;) Tym bardziej, że warunki pogodowe były wredne. Tu jednak forma psychiczna odgrywała raczej zasadniczą rolę.. ;) Ten wątek też ma znaczenie..

pozdrawiam



'fajny' temat … 'JA' króluje tu bezkompromisowo
skromność, wręcz wyje z bólu
a rzeczywistość ? …
ta topi się we własnych łzach …

Fred i Mitek mają rację … wystarczy poczytać
oglądanie to jedynie ból …

j.

Rozwiń temat proszę, bo chyba o to chodzi, by przedstawiać swoje doświadczenia, "JA" np. bardzo chętnie korzystam z porad innych, bardziej doświadczonych. Dzięki temu forum mam ku temu okazję. Pomijam oczywiście wszelkie osobiste wycieczki, bo to mnie nie interesuje , tak to już w internecie jest.

dziękuję za wyjaśnienie i pozdrawiam

Załączone miniatury

  • DSC00277.JPG

Użytkownik arky edytował ten post 05 grudzień 2015 - 06:58

Link to comment
Share on other sites

Witam

 

Niektórzy robią sobie chichoty z tematu. Chociaż temat jest może całkiem poważny.

 

Swego czasu otrzymywałem z OEAV, gdy byliśmy tam ubezpieczeni, program "imprez" tego związku na cały rok. Podobne materiały też otrzymywałem  z Francji. Imprezy to trekkingi w górach całego świata, łącznie też z wyjściami na szczyty pow. 7000 m. Ale też skitury w Alpach, wspinaczki itp. O bardzo różnorodnych trudnościach. Impreza był a zabezpieczona przez fachowych ludzi(przewodników), wszystko załatwione, transport, nocleg, sprzęt). Grupy niewielkie, poziom uczestników wyrównany, do 8-10 osób. Wpłacić i jechać.

 

Było jedno "ale". Ten poziom. Należało go samemu ocenić, a nie na miejscu, bo inaczej gość był odsyłany do domciu i się nieco kompromitował. Do oceny wytrzymałości na marsz i podejście służyły buciki(jeden, dwa, trzy - buciki). Do oceny sprawności na skale, śniegu, lodzie czekany(1, 2, trzy czekany). Podana była definicja co się rozumie, np. przez dwa buciki. I tak "każda wycieczka" miała przypisana takie symbole.

 

We Francji jest tak świetna tura Chamonix-Zermatt, tydzień. Zabezpieczone schroniska. Przewodnicy. Piękna rzecz. Podejścia i zjazdy przez przełęcze trzytysięczne. Zapewne też ma kreślone kryteria, by temu podołać, gdy się ktoś pisze.

 

Załączam przykładowe kryteria na tego typu wyrypy. A jest ich bardzo wiele i jak się ma kasę to można na świecie przeżyć piękną przygodę. Tylko ta forma!

 

Pozdrawiam

Załączone pliki

Link to comment
Share on other sites

Witam

 

Nie pominąłem celowo ostatniego stopnia, bo nie wiem gdzie go znaleźć w sieci. Na pewno jest, bo mi kiedyś  mignęły narty z czwórką. Zresztą można się domyśleć, co trzeba umieć. Jeszcze kilka stopni stromiej, lepsze umiejętności w posługiwaniu się rakami, czekanem, asekuracja na skale i lodzie. Dalej duże doświadczenie w orientacji na lodowcach, w rejonie szczelin, ocena możliwości przejazdu na ich stromej części, w rejonie przełamań itp.

 

Takie umiejętności są potrzebne, aby np. w towarzystwie bardziej jeszcze doświadczonych i znających dobrze teren(lub też zamawiając sobie miejscowego przewodnika) - wyjść(skiturowo, lub na rakach) na Mont Blanc i zjechać. A jest kilka możliwości zjazdu, różnymi trasami, którymi też się podchodzi i schodzi bez nart. I to wcale nie jakimś ekstremalnie nachylonym terenem, bo nieco strzelając  wszystkie mieszczą się w granicach do 40 stopni maksymalnego nachylenia. Mont Blanc od strony Chamonix to t taka duża lodowa "kopa". Na której na zdjęciach lub filmach widać ślady nart prawie wszędzie. Kiedyś, gdy oglądałem film w Krakowie z pierwszego zjazdu(zaraz po nim) była to ogromna sensacja i coś nieprawdopodobnego. Jak to wszystko się zdewaluowało!

 

Tak na marginesie temat jest narciarski, ale żeby uprawiać tego typu narciarstwo trzeba posiadać zupełnie inne umiejętności, niż wymagane na ubijanych stokach. Te stopnie wtajemniczenia to tylko umiejętność poruszania się bezpiecznego(na ile bezpiecznego?) w takim terenie jak wyżej. Jakim stylem to nie ważne. Ma być płynnie, bez zbytniej zwłoki i bez narażania partnera swoim zbyt  ryzykanckim postępowaniem na kłopoty.

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Witam

 

Może jeszcze ciekawostka z sieci. Dotycząca kwestii umiejętności. Załączam film ze zjazdu żlebem Gervasutti. Obok tego żlebu(i ściany szczytu Mont Blanc du Tacul) się przejeżdża jadąc z Aiguille du Midi trasą tzw. klasyczną. Różnica poziomów od startu u góry(piękny nawis) do wjechania na lodowiec Giganta ok. 800 m. Zjeżdża pod koniec maja trzech gości: jeden na nartach, drugi na monoski, trzeci telemarkiem. Jadą wolno i w taki sposób- odnoszę się tu tylko do narciarza, -że ten sposób jazdy można dość szybko opanować na jakichś bardzo stromych miejscach i w Polsce. Nie są specjalnie trudne takie przeskoki. Zjeżdżałem tak ładnych parę razy.

 

Na czym polega więc trudność takich zjazdów i jakie są wymagane umiejętności? Pierwsza to odwaga, zaryzykować. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdy zjeżdżający się wywrócił i ślizgając się na ubraniu zaczął przyspieszać w żlebie. Drugi element - trzeba ocenić stan śniegu(warunki lawinowe, jakieś zlodzenia, urwanie się nawisu, lecące w żlebie kamienie, gdy słońce nieco przygrzeje  itp.). Trzeba być absolutnie pewnym każdego skrętu, a to się wyrabia po tys...i to na różnych stokach i śniegach. I wreszcie trzeba mieć nieco szczęścia w życiu. Bo o tych, co się im nie udało nie robi się filmów.

 

Załączam jeszcze zdjęcie ściany wschodniej Mont Blanc du Tacul z wsp. żlebem(nr 16)

 

Pozdrawiam

 

https://www.yuotube....h?v=9ev3rL1AbJE

Załączone miniatury

  • Aiguille9j-du-midi-zjazd7b-MB du Tacul.jpg

Załączone pliki

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...