Jump to content

MarioJ

Members
  • Posts

    1,835
  • Joined

  • Last visited

Posts posted by MarioJ

  1. 4 godziny temu, star napisał:

    Miałeś tu nie pisać. Twierdziłeś, ze szambo, wiec trzymaj się z daleka aby ci czasami perfum się nie zmasakrował. Teraz gówno z kolei. Same kloaczne skojarzenia. Ciekawe.

    Posłuchaj starku.

    Nie muszę być spójny i konsekwentny, bo to moja wolność.

    Odp.... się waść.

     

    • Haha 1
    • Confused 2
    • Sad 1
  2. takie zupelnie niewinne pytanie: od czego Ty zaczal bys szkolenie lawinowe?

    od zapobiegania czy  technik ratowania?

     

    dla mnie jest to oczywiste: dzialajac w rejonie lawinowym, 99% przeciez to zapobieganie!!!!!!

     

     

    znacznie latwiej i bardziej "sexy" jest powloczenie sie w terenie niz  posiadanie i umiejetne przekazywanie wiedzy nt bezpieczenstwa, zeby nie dopuscic do zabrania przez lawine....to jest tak oczywiscte,ze nie rozumiem, dlaczego to do ludzi nie trafia....

     

    PS: czy ktos ma linki do tej lawiny w Karkonoszach? - to takie skrzywienie zawodowe, bo analizy lawin sledza od kilkunadstu lat... 

     

     

    jak miałbym brać przewodnika w Tatry to od razu postawiłbym mu taki cel: nauka oceny zagrożenia w terenie lawinowym,

    ja się całkowicie zgadzam że zapobieganie jest najważniejsze, natomiast takich rzeczy nie uczy się w jeden dzień,

    takie doświadczenie zdobywa się latami

     

    przypominam Ci że w pół dnia nie robi się szkolenia lawinowego, na wycieczce 1-dniowej nie robi się szkolenia lawinowego,

    ofiary wcześnie przeszły pełne szkolenie lawinowe, tak wynika z zeznań i obserwacji,

    w jeden dzień można zrobić ćwiczenia powtórzeniowe, korektę błędów w małym zakresie

     

    mnie na szkoleniu lawinowym uczono metody Muntera, która przy stopniu >= 2 zwykle nie pozwala wejść w stromsze stoki,

    gdyby członkowie wycieczki ją zastosowali, to powinni zostać na dole, albo wybrać łagodne zbocza do 30st. przy tak słabej pogodzie

     

    myślę teraz na ten temat sporo i czytam to co piszecie tutaj i ludzie na innych forach - to wszystko skłania mnie do refleksji,

    że po standardowym szkoleniu lawinowym (2 dni po 10-12h różnych zajęć) ludzie dostają bardzo dużo wiedzy lawinowej, ale ona jest bardzo złożona,

    przepraktykowanie tego wszystkiego trwa klika lat,

    na szkoleniu w Polsce ja bardzo dużo uczyłem się o prewencji, ale na slajdach, tej wiedzy dostaję się ogrom i nie sposób tego dobrze przyswoić w dwa dni

     

    po szkoleniu człowiek dostaje z prostych rzeczy jedynie dwa narzędzia: obsługę ABC i metodę Muntera,

    ABC to wiadomo, a Munter pozwala się bezpiecznie poruszać ale w fajnych warunkach zwykle nie puszcza w góry (np. świeży opad),

    generalnie po szkoleniu człowiek się dowiaduje czego jeszcze nie umie i nie powinien się samodzielnie lub jako lider grupy poruszać w terenie lawinowym,

    czy to nie jest właśnie przypadek z Kopy ?

     

    po szkoleniu lawinowym jesteś gotowy, aby zacząć utrwalać i przetrawiać wiedzę w terenie oraz praktykować prewencje pod okiem bardziej doświadczonych

  3. Mario - nie rozumiem, jaka relacje?

    Jan odpowiada glupoty na konkretne pytania (Jak sprawdzl slabsze ustawienia) lub zarzuty (Co sie stalo z waga dodatkowego elementu).
    Mimo wszystko nie zycze mu zle a problem jest dosc istotny.
    Ustawianie za mocno wiazan by byc jak Pro to czesta praktyka, a po co to dodatkowe ryzyko? Pomijam zjazdy, gdzie nie mozna sie przewrocic. Tych jest mniejszosc.
    Wszyscy jezdzimy tez poza trasa spokojnie. Jan nie jest tu wyjatkiem.(Wrzucal kiedys film) Zeby szalec trzeba byc mlodym zawodnikiem a nie amatorem.
    To wlasnie dla takich zawodnikow powstaja koncepcje typu cast. Dla nas to zdecydowana przesada.

     

    Chodzi o relacje między ludźmi.

    Nie chcę wchodzić w Waszą kłótnie, tylko Ci zwrócić delikatnie uwagę.

     

    Merytorycznie nie masz wiedzy lub doświadczenia jeśli chodzi o wiązania AT w stylu alpejskim vs piny.

    Można się doszukać przypadków jazdy amatora, gdzie piny mogą nadmiernie "puszczać" i to nie są tylko dropy.

    I z tej swojej niewiedzy przechodzisz na emocjonalne ataki drugiej osoby (np. zdanie "Cała reszta kupuje ten sprzęt dla lansu").

    Jak kogoś atakujesz, to powinieneś być pewien swojej racji na 110%, a najlepiej mieć własne doświadczenie w temacie.

     

    Jak chcesz uzupełnić swoją wiedzę to poczytaj Blister i Wildsnow.

  4.  

    Zaczalem ten temat (to juz nie do Ciebie, Spiochu - tak ogolnie) , bo jest to w sumie ciekawe rozwiazanie, pozwalajace na foczenie na  OGRANICZONYM dystansie i pozwalajace  na zaufanie do wiazania w jezdzie w dol ZBLIZONE  do zaufania, jakie mamy do wiazan zjazdowych..

     

    Dotychczas jedynym takim rozwiazaniem byly Duke'i - ale , oczywiscie, diabelnie ciezkie.

     

     

    Nie pisz bzdur.

    Takim rozwiązaniem jest Salomon Shift / Atomic - od dwóch lat na rynku.

     

     

    Ale pomyślałem i rozumiem dlaczego Marker skopiował pomysł i wprowadził analogiczny, ale trochę gorszy sprzęt.

    Marker zobaczył że klienci zaczęli uciekać z Kingpina właśnie na Shifta i podejrzewam że masowo.

    W sumie to normalne że klient idzie do sklepu który sprzedaje trójcę: Volkl / Marker / Dalbello i sprzedawca może mu zaoferować dowolne rozwiązanie freeturowe.

    I o to chodzi, żeby klient nie musiał iść do Salomona po wiązanie tylko kupił zestaw w stajni Volkl / Marker.

  5. cons:

    - droższe niż inne porównywalne wiązanie

    - cięższe niż inne porównywalne wiązanie

    - komplikacja z rozbieranym przodem (Convertible toe)

    - nie widzę żadnych zalet w stosunku do konkurencji *

     

    Duke PT 12 to tak słaby produkt (w stosunku do konkurencji), że aż przykro na niego patrzeć.

    * Jedyny sens ma wersja Duke PT 16, jak ktoś potrzebuje aż tak wysokiego DIN.

     

    inne porównywalne wiązanie = Salomon Shift

  6. Kończę moją przygodę z tym forum. Fajnie było tutaj się od Was czegoś nauczyć.

    Wychodzi że byłem 13 lat na grupie.

     

    Ogłaszam że przestaję tutaj pisać. Czasami poczytam, może czasami wrzucę info o jakimś nowym materiale na moim serwisie.

    Ale kończę z dyskusjami.

     

    Offpiściaki zaglądajcie czasami na ski.priv.pl

    Szykuję tam nowe artykuły, niebawem się pojawią

     

    Osoby z Dolnego Śląska zapraszam na grupę facebookową Skiturowe Sudety, tam się zgadujemy na wspólne wyjazdy

     

     

    P.S. Mój pierwszy wyjazd z ludźmi z tej grupy był około 10 lat temu, to było Praz sur Arly i Megeve. Było to dość przypadkowe, ludzie byli fajni, pierwszy raz zobaczyłem Mont Blanc. Jeździłem wtedy wyłącznie po trasach, ale był chłopak ze Szczyrku który ostro parł na offpiste. Patrzyłem na niego bardzo dziwnie. Nie rozumiałem po co się pchać tam gdzie jest nierówno i nieprzyjemnie, jeśli tutaj są dziesiątki kilometrów przyjemnych tras. Pamiętam że w jeden dzień wspólnie lokalną komunikacją pojechaliśmy do sąsiedniego Chamonix, trasowo jeździliśmy po Argentiere, było to dla mnie oszałamiające. Kolega singlowo pojechał na Vallee Blanche, podczepił się pod jakąś grupę z przewodnikiem i zjechał za nimi, był zachwycony. Dopiero pod koniec wyjazdu zacząłem załapywać jego emocje i coś tam mi w głowie zostało, ale nie była to jeszcze zajawka offpiste. Dzisiaj jak wiecie, jest do dla mnie podstawa narciarskiego życia.

     

     

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich których tutaj znam  :)

  7. W Beskidach istnieją. Na Pilsku masz nawet kilka km. Tłoku zwykle nie ma a nawet jak jest kolejka to przepustowość jest mała i da się jeździć.

    Nie ma niczego podobnego w Sudetach? Czyli fajne trasy + orczyki? Niedawno się przeprowadziłem do Wrocka i nie znam okolicy.

     

    u nas po prostu nie ma takiego zacofania jak na Pilsku ;-)

    wszystkie większe ośrodki z lepszymi trasami są trochę bardziej nowoczesne, kanapy etc.

    mówię głównie o Karkonoszach czeskich

     

    ale polecam Ci Kralicak i Dolni Morava w Masywie Śnieżnika

     

    widzę właśnie że nie działa strona Kralicak, mam nadzieję że to nie oznacza że ośrodek pada ....

    mapa jest tutaj https://www.holidayi...anomap/kralicak

     

    Kralicak - trasa czerwona nr 1 z krzesłem dwójką, miód,

    trójka to taka niebiesko-czerwona

    jest jeszcze 8 czarna, wygląda fajnie, ale nieczynne było jak ja byłem

    stare klimaty, brak nowoczesności, niskie ceny w barach,

    warto nie jechać tam w Spyderach coby się nie rzucać w oczy :-)

     

    Dolni Morava - poszukaj sobie w archiwum, jest dużo relacji stamtąd, nawet moje :-)

  8. W listopadzie i wczesnym grudniu jedzie się tam gdzie otworzą cokolwiek.

    Ludzi mało wtedy jest na stokach.

    Patrzysz na długość otwartych tras i jedziesz tam gdzie jest najwięcej w danej chwili.

    Obecnie prowadzą Ci którzy mają więcej armatek. 

    Ośrodki zostały wymienione.

     

    Mlyn pod pieczą TMR spadł z roli lidera, otwiera się 1-2 tygodnie przed świętami i nie zależy im na byciu pierwszym.

  9. Stary ten Bidden jak cholera, wiecie że miał pod górkę w życiu? Wypadek żony z córką, rak syna, nie żyją.
    Gość jest silny, niech działa.
    Jednego debila mniej u władzy, to już jest wystarczająco pozytywne.
  10. "Nie jak profesorka, tylko jak kobieta powiem: jebać i wypierdalać"
    Pani profesor, dlaczego tak wulgarnie?

    Słyszę pełne obłudy wypowiedzi, że można przecież inaczej. Mówią to ci, którzy są bezpośrednio odpowiedzialni za eksplozję bomby społecznej w środku pandemii, ale też osoby przeciwne decyzji Trybunału Konstytucyjnego, które jednak chciałyby, żeby protestować jakoś kulturalniej. Nie można inaczej, bo inaczej już było. Wychodziłyśmy na ulice z transparentami "Prawa kobiet prawami człowieka", a potem wołałyśmy "Mamy dość!"- nie dotarło. Jakbyśmy mówiły za cicho albo w jakimś nieznanym rządzących, trudnym języku.

    Dopiero to "wulgarne" wypowiedzenie jest traktowane przez władzę jako niebezpieczne. Mówi się nam, że zrywamy jakieś pakty. Tylko że paktów nigdy nie było. Nie było nigdy dialogu. Po drugiej stronie nikt nie odbierał naszych argumentów. W związku z tym paradoksalnie właśnie wulgaryzmy dają możliwość prowadzenia jakiejkolwiek rozmowy.

    Wiele osób popiera, ale dostaję również rady, że powinnam się powściągać. Chciałabym jednak powtórzyć dobitnie, ze świadomością ryzykowności tej analogii: to jest taka sytuacja, gdy stojąc w kolejce na egzekucję strofowalibyśmy się nawzajem w sprawie dobrych manier. Kieruję te słowa do "neutralnych" koleżanek akademiczek i kolegów akademików. Uważam, że skłonność do uległości, do serwilizmu, milczenia, jest teraz nieskuteczna. Wiele osób sądzi, że broni w ten sposób swoich badań, pozycji uniwersyteckiej, a wcale tak nie musi być, bo tępy nóż rządzących odcina w nieoczekiwanych miejscach. Kiedy nasi studenci są na ulicy, nie udawajmy, że mamy w tym czasie artykuły do napisania. Nie brońmy abstrakcji godnego dialogu.

    Inga Iwasiów - profesorka literaturoznawstwa, poetka, pisarka, krytyczka literacka, kieruje Zakładem Literatury Polskiej XX i XXI w. w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego
×
×
  • Create New...