papa_zuk
Members-
Liczba zawartości
44 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez papa_zuk
-
Przy czym zwykle z nartami jeżdżącymi w World Cup mają tyle wspólnego, że też są dwie. To nazwa marketingowa.
-
Lepsze fis punkty to lepszy numer startowy. Z numerem na końcu stawki w PŚ są małe szanse na jego poprawę jeśli nie jesteś Larą Colturi, albo Emmą Eicher. Tj. nie poprawisz punktów tak długo jak nie wjedziesz w "30" i nie skończysz z małą stratą do lidera/liderki. Masz mnóstwo zawodniczek, które uparcie cisną PŚ i zawsze mają numer 50+ i zupełnie nic z tego nie wynika (patrz np. Ekaterina Tkachenko). Z kolei jak przejrzysz sobie listy startowe PE czy niektórych FIS to zobaczysz, że na prawdę duże nazwiska też tam jeżdżą. Nie top 15, ale dalsze jak najbardziej. Jechanie z 70. numerem nie jest konkurowaniem z najlepszymi. Są też aspekty psychologiczne, takie jak pewność siebie. Tak samo zarządza się tym na poziomie juniorskim. Nie jesteś w stanie wjechać w "30" na MPP to odbudowujesz się w MOZNach, czy Lidze Śląskiej. Niedawno słuchałem wywiadu z Filipem Rzepeckim, byłym menedżerem ds. narciarstwa alpejskiego w PZN i byłym zawodnikiem. Powiedział, ze na tym poziomie każdy umie jeździć na nartach. Wynik to kwestia głowy i numeru startowego. Ani jednego, ani drugiego nie zbudujesz grzejąc ogony w najwyższej lidze.
-
Victor Muffat Jeandet w związku z tym, że nie załapał się na IO pojechał sobie na free-ride do Japonii. Z tego co widzę na jego IG, gdy my spaliśmy dziś w nocy, on został zaproszony jako vorlaufer na jakieś lokalne zawody dla dzieci. Jak napisał pojechał na pożyczonych nartach (na pewno jesteś w stanie kupić takie <1000PLN, Salomony SL na oko sezon 2020/21), w dwa numery za dużych free-rideowych butach itd. No dobrze szedł piecem... Normalnie ludzie tak nie jeżdżą😀
-
Zgadza się. Ten sam...
-
Wszyscy znajomi kupowali od dystrybutora. To była ta sama firma, która wówczas dystrybuowała Briko. Zawinęła się kilka lat temu
-
No to parę osób na Carpani już jeździ🙂 Od dawna. Nawet kiedyś była dystrybucja w PL. Jakieś 13 lat temu. Ale tak czy inaczej to rzadka sprawa (chciaż w ten weekend byłam na Podhalu z gościem, który miał dwie pary). Gratuluję zakupu
-
Kiedy to było?
-
Dalej często jeździ, aby jak mówi wyczyścić głowę. Obserwuję ją od bardzo dawna - pewnie gdzieś od 8-10 lat. Ktoś mi kiedyś podrzucił jej profil na zasadzie "zobacz jak jeżdżą dzieci". Wówczas na jej profilu było równie dużo relacji z lodowiska jak z nart. Postawiła wszystko na narty jakieś 5-6 lat temu.
-
Lara Colturi jako dziecko była w topce najlepszych łyżwiarek figurowych. Była m.in medalistką otwartych mistrzostw Francji
-
Jest spora szansa na halę w centrum Polski PS W czołówce PŚ jest dwóch Belgów. Jeden mieszka na stałe we Francji, drugi w Zell am See. Żaden z nich nie jest wytworem belgijskiej "myśli szkoleniowej". Sam Maes trenuje w ramach Global Racing Team - komercyjnego międzynarodowego teamu narciarskiego, do którego należy wielu przyzwoitych narciarzy z nienarciarskich krajów. Nie jarajmy się flagami, bo później ktoś uwierzy, że Brazylia i Albania mają jakiś zajebisty system szkolenia młodzieży.
-
Chodziło mi raczej o to, że gości, którzy na IO (na których poziom jest deczko niższy niż w PŚ) są w stanie wjechać w 30 jest pewnie w Polsce co najmniej kilku. Taki dajmy na to Drukarov (22. miejsce) ma 37 pkt aktualnie. Gości, którzy mają takie lub niższe punkty jest w Polsce ośmiu.
-
Ale Polska nie jest tak znowu bardzo egzotycznym krajem. Chyba nasz najlepszy pierwszoroczny junior (przy okazji syn olimpijczyka z Turynu) ma duuużo lepsze punkty w SL niż gość, który był dziś 35. My mamy na prawdę kilku zawodników, którzy na papierze powinni spokojnie wejść do "30", mimo braku sukcesów w PŚ
-
Hej, mój syn stawiał pierwsze kroki w austriackiej szkółce. Wówczas jeszcze słabo w ogóle mówił. Pani, która prowadziła zapisy powiedziała mi, że język nie stanowi przeszkody i na tym etapie chyba rzeczywiście nie stanowiło - tym bardziej, że instruktorka, starsza Pani ewidentnie zjadła na tym zęby. Tyle jeśli chodzi o pierwsze kroki w typowym narciarskim przedszkolu, gdzie główne hasło to "pizza, pizza". Wydaje mi się, że im dalej w las tym bardziej jednak może to przeszkadzać. Jeśli jednak chcesz jechać z dzieckiem za granicę, to z perspektywy późniejszych doświadczeń chyba jednak polecałbym pojechać z renomowaną szkołą/biurem/klubem z Polski. To nie są (podobnie jak lokalna szkółka w Alpach) tanie rzeczy, ale dzieci zwykle są zadowolone. A dlaczego? Jeśli chcesz, aby szkolenie miało kontynuację to powody, które podałem powyżej mogą sprawę komplikować. Dziecko może nie wiedzieć jak po niemiecku jest "angulacja"🤣
-
Było dodatkowe kryterium, że punkty mają być zbite w określonych krajach, tak aby nie było robienia ich w lokalizacjach "egzotycznych", typu Korea. Co ciekawe kryteria te tworzył Filip Rzepecki jako menedżer ds. narciarstwa alpejskiego, który najlepsze punkty w karierze zjeżdżał bodaj w Chile. Ale być może na tej właśnie podstawie uznał, że są to punkty "łatwiejsze", ale wymagające większych zasobów finansowych.
-
Tak realnie to nie wiem jakie Aniela miała szanse na Pekin. Wówczas była w szerokiej kadrze juniorek. Ale o ile rozumiem kontuzja z owej kadry ją wypchnęła, a bez finansowania to raczej startujesz i trenujesz tam gdzie dasz radę, a nie tam gdzie byś chciał. Zresztą one teraz ma swój "prime". Na koniec poprzedniego sezonu dopiero dobiła to tych ~30 punktów. Dopóty dopóki kontuzji nie złapała Magda Łuczak to ona była pewniaczką taką jak Maryna. Z drugiej strony Maryna pierwsze punkty PŚ zdobyła w wieku 24 lat - tylko rok mniej niż ma teraz Aniela. Zdobywanie punktów jako nastolatka gwarantuje imię Lara (3/3) 😉, a Mikaela jest jedna
-
Aniela po kontuzji miała problem z przebiciem się do kadry i tym samym uzyskania finansowania. Do kadry została włączona dopiero od tego sezonu i jest to całkiem normalne, że w pierwszej kolejności zbijasz FIS-punkty w FISach i EC, bo jak widać startowanie w PŚ z numerem 60+ w tej materii nic nie daje (nie ma drugiego przejazdu - nie ma punktów), ciężko ten numer poprawić. Maryna i Magda przed regularnymi startami też długo jeżdziły w EC - zresztą z sukcesami. Sądzę, że w przypadku Anieli start w Szpindlu był środkiem, a nie celem. Bardzo jej kibicuję, bo to prawdziwa tytankaz niesamowitą etyką pracy. Polecam wywiad: https://open.spotify.com/episode/1KiTwn1nzI5dZ7wJH6SYYK?si=c4a92a7a458b4815
-
Luca ma już kilka lat więcej niż na tym filmie. Aktualnie jeździ w U16, ale przyznam, że nie wiem jak mu idzie. Za to w piątek miliśmy kkazję spotkać na stoku tego jegomościa https://www.instagram.com/yuricolturi/reels/. Balonik chyba mniej napompowany niż w tym samym czasie w przypadku siostry, a Topolino już na koncie jest. Też dobry kocur.
-
Najsmutniejsze jest to, że jak rozmawiam z kolegami i koleżankami rodzicami, to tanich sportów prawie nie ma. Kluby to prawie wyłącznie biznesy.
-
Wynik może być na bardzo różnych poziomach. Mistrz świata jest zawsze tylko jeden. A umiejętność trenowania i orientacja na podnoszenie umiejętności to bardzo uniwersalna kompetencja w życiu. Fakt - w nartach to drogo wychodzi. Narty są jednak wyjątkowe pod wieloma względami - jest to sport, który w równym stopniu można uprawiać dla wyniku jak i bez, zawsze w pięknych okolicznościach przyrody (z takim na przykład pływaniem jest deczko inaczej) i zostaje na całe życie (ciężko mi wyobrazić sobie, że ktoś idzie porzucać młotem, albo pchać kulą dla przyjemności po zakończeniu kariery zawodniczej)
-
Zgadzam się pewnie we wszystkim. Koszty rosną wykładniczo i jest to pewnego rodzaju pułapka. One początkowo nie są zabójcze. Srogo robi się gdzieś w młodzikach, ale dla większości tych dzieciaków wówczas jest to już na prawdę świadoma pasja, której nie można ot tak odebrać i rodzice zaciskają zęby. Póki co nie mam dysonansu patrząc jak te dzieciaki rosną w sporcie, dbają o siebie, jaką mają wiedzę, motywację. Równolegle natomiast rozpoczynają ścieżki instruktorskie. Wiadomo, z całej stawki MPP, obecnych juniorów młodszych do FISow pewnie pójdzie z 10 osób. Jak pójdzie dobrze to ktoś ma szanse kiedyś na Puchar Europy, a może i świata (w sensie kombinację talentu i potencjału finansowego). Reszta zostanie z tą pasją na resztę życia jak Himilsbach z angielskim. Część pościga się w bardzo mocnej lidze akademickiej, może potem w mastersach, część będzie instruktorami. Być może zarażą swoją pasją kolejne osoby. To jest ogólnie drogi sport/sposób życia. Piszę to z Dolomitów mając świadomość, że za kasę wydaną tu mógłbym być gdzieś na Karaibach, ale i tak się nie zamienię😉
-
Prowizja w sprzęcie od wolumenu
-
Młody zawodnik przede wszystkim rośnie😅
-
Jeśli chodzi o warszawskie kluby w szczególności to dystrybutor Rossi/Dynastar też jest w Warszawie i dba od lat o współpracę. Race programy nie są aż tak dobre, ale są. Zdecydowanie lepsze są dla kadry trenerskiej i klubów jako takich (duże rabaty, kick-backi). Traktują ogólnie współpracę z klubami jako coś istotnego, chociaż jest to pewnie ułamek ich sprzedaży.
