Jump to content

Plus82

Members
  • Posts

    9
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Plus82's Achievements

Rookie

Rookie (2/14)

  • Dedicated
  • Week One Done
  • Reacting Well
  • First Post
  • Conversation Starter

Recent Badges

26

Reputation

  1. I o to chodzi. Jeździć coraz lepiej i lepiej. Co przede wszystkich znaczy coraz większą swobodę na stoku. Coraz trudniejszym stoku i śniegu. To gwarantuje długą jazdę w życiu, gdy sił będzie ubywać. Tu nie chodzi o szybkość zjazdu, tylko o swobodę regulacji tej szybkości. Co do skrętu NW ? Zasadniczo nie ma nic wspólnego z długością nart. Jest to tylko ruch ich odciążenia, by zapoczątkować skręt. Chociaż ? Stawiam się teraz(siedząc przy komputerze) na równym stoku, na nartach o różnej długości. Pierwsze to stoję w postawie narciarskiej nieruchomo. Obracam narty wysiłkiem stóp. Narty krótkie obrócę o pewien kąt bardzo łatwo. Czym dłuższe to będzie coraz trudniej. To jest powodem, że ludzie wybierają częściej krótkie narty. Na gładkim i niezbyt stromym stoku można tak łatwo skręcać już na początku nauki. I tak zresztą sam uczyłem pierwszych skrętów. Od tak prostego przekręcania trzeba się "odzwyczaić"(nie zapominając go!) na rzecz wyraźnego odciążenia nart. Co jest potrzebne już na większej stromiźnie. I to wyraźniejsze poczucie odciążenia dają dłuższe narty. Nie skręci się ich łatwo(albo tylko częściowo i pojadą prosto) samymi stopami. Zresztą ważne to co jest po odciążeniu? Po odciążeniu powinno się poczuć "aha ? jadę na zewnętrznej narcie". To poczucie powinno dominować w całym okresie nauki. To daje szybciej narta dłuższa. Na krótkich nartach to trudniej sobie to wyrobić, ponieważ będzie występować chęć do skrętu stopami i prawie jednakowego obciążania obu nart. . Czasem jeszcze pogłębiona skrętem tułowia w stronę stoku. Dłuższe narty wymagają też większej szybkości jazdy dla ułatwienia skrętów. Nie każdemu to odpowiada. Jakiś kompromis trzeba znaleść. Po pewnym zaawansowaniu dobierzemy narty sobie do własnych preferencji. A czy na slalomce można wykonać NW? Oczywiście. Nie odpowiedziałem tak na samym początku. Ponieważ można go wykonać na nartach od "big foot" do gigantów DH(zjazd). Tu chodzi o naukę a nie tylko o jeden element techniki.
  2. Dyskusja nad tym postem toczy się miesiąc. Przytaczam go, ponieważ mnie zintrygowała. Kolega według mnie bardzo zapalił się do nart. Poszukuje nart, by się doskonalić w "długich cietych skrętach". Jeździ od roku i ma ok. 30 dni jazdy na przypadkowych nartach, polecanych w wypożyczalni. Facet wypożyczający patrzył na niego i być może się pytał - jak jeździ i dawał narty rzędu 150 cm, ponieważ widział bardzo szczupłego gościa przez sobą. Dalej te 30 dni i ocena 4,5 świadczy, że tabelka ocen jest kompletnie bzdurna, ponieważ ja musiałbym mieć 10+. Ponieważ mam co najmniej za sobą 30X40 dni na najróżniejszych nartach i najróżniejszych śniegch i stokach. W dodatku analizowałem bez przerwy w życiu swoją jazdę. Dosłownie każdy skręt. No ale jest pytanie. Pierwsze to buty. To oczywiste. One gniotą i trzymają nartę. Narta, powinna być według mojej oceny gdzieś minus 5, 10 cm od wzrostu. Raczej minus 5. "Slalomka" sklepowa dla średnozawansowanych. Jeździ się po stokach, które rano są równe a potem coraz bardziej garbate i wypełnione tłumem narciarzy. Więc rano można sobie pozwolić na dłuższe i szybsze skręty. By potem być zmuszonym do wolniejszych i częstszych. Wyrzucić z pamięci doskonalenie "długich ciętych skrętów". To banał powtarzany co chwila. Jak się jest zapalonym do nart i młodym, to powinno się wyobrazić siebie za kilkadziesiąt lat na stokach. Choć życia nie znamy, to zawsze lepiej go planować. By jeździć długo w zyciu, oprócz dobrego zdrowia i dbania cały rok o kondycję, należy jak najlepiej opanować technikę zjazdu i to w możliwie urozmaiconym terenie. I to jest dla kolegi główne zadanie. Częste kontakty z dobrym instruktorem(można też uczyć się z książki, internetu). Nauka porządnego skrętu równoległego. Miękka, nie siłowa jazda. Jak się ma kasę to bardzo to jest ułatwione, szczególnie w krajach alpejskich. Na koniec dobra rada. Unikaj pułapki "długich ciętych skrętów". Długo tak nie pojeździsz. Naucz się częstszych skrętów równoległych(narty idealnie równoległe). Wtedy będziesz sobie mógł pozwolić na dowolnie długie cięte skręty. Na dowolne skręty. Ponieważ obok równych(ubitych stoków) są też te potem zryte i też te poza sznurkiem. To wszysko jest przed Tobą. I tak należy traktować tą piękną działalność jak zjazdy.
  3. Chąc się wypowiedzieć w temacie sprzętu, nauki siebie samego, innych, musiałbym, co najmniej: - mieć dziesięć lub więcej par nart, dedykowanych do różnych stoków i śniegów, - spędzić na śniegu w sezonie wiele dni na każdej z tych par, - nauczyć tysiące osób jeździć na nartach tak, aby potem powiedziały miałem, miałam jednego dobrego instruktora w swoim życiu. Ponieważ mi nieskończenie daleko od tego. Więc po blisko sześciesięciu latach ubijania stoków jestem totalnie zagubiony w sprawach doboru sprzętu i metod nauki. Zanim za chwilę siądę na rowerek stacjonarny(sezon) to zdradzę, jaki wg. mnie są dwa kluczowe elementy do dobrej jazdy: Pierwszy - to całkowita świadomość i opanowanie jazdy na zewnętrznej narcie. Co nie oznacza, że musi się na niej wyłącznie jechać. I nie oznacza, że nie może się jechać wyłącznie na wewnętrznej. Drugi to brak statyzmu w trzech podstawowych stawach: kostki, kolana, biodra. Czyli "zwijanie" ciała i jego "rozwijanie". To jest proces ciągły, w tak podstawowej ewolucji jaką jest skręt narciarski.
  4. W jego umiejętności nie wątpię. Pokazuje elementy techniki, które się powinno stosować na takim stoku. Ogólnie na muldach. Rozwój maszyn do ubijania stoków. Stoki coraz szersze spowodowały, że ludzie nie mieli potrzeby ćwiczyć jazdy po muldach. Które dawno temu były codziennością w Szczyrku, czy na Kasprowym. Jak się trafił osobnik, którego ambicją było jak nalepsze pokonywanie takich garbów do dochodził do pewnej biegłości. Ja miałem takie ambicje. Będąc w 1993 po raz pierwszy w Alpach, w Ziellertal i jeżdżąc min. na Hintertuxie już wtedy zauważyłem, że miejsca gdzie trasy były zmuldzone, to były puste. Tylko jakieś pojedyńcze osobniki próbowały tam sił. Taka jazda była uważana za coś wyższego. "Karwing" dalej to pogłębił. Jest bardzo trudno się tego nauczyć(w pewnym wieku nie ma szans), gdy rozpoczęło się naukę jazdy na równym stoku. I ciągle tą naukę się na takim stoku kontynuje. Zwracając uwagę tylko na "idealne" prowadzenie krawędzi. Co ciekawsze oglądałem nieraz przejazdy instruktorów na muldach(Internet, USA). Daleko im było do tego gościa z filmu. Sztuką jest tu trzymanie nart cały czas na śniegu. Przy szybkiej jeździe i coraz większych garbach jest to prawie niemożliwe. Jazda na muldach, strając się "wybierać" każdą nie równość uczy bardzo miękkości jazdy. Mikroruchów stopami, kolanami. Wyczuwania śniegu, nawet malutkich nierówności.
  5. To nie jest żaden cyrk! Tylko normalna jazda na takim stoku jak na filmie. Ciągła kontrola nart, wyczuwanie podłoża(śniegu). Żadnych skoków, uderzeń, ponieważ to wszystko dodatkowo męczy i ogranicza przejechany bez przerwy odcinek. Trzeba być bardzo szybkim w reakcjach, super szybkim. W dodatku narty tu są prowadzone bardzo płasko. W wydaniu "zawodniczym"(jazda po muldach) jest dla mnie osobiście nudna. Stąd być może dołożono skoki i akrobacje, by nie być znudzonym monotonią idealnych ruchów. Ale na rzeczywistym stoku nie jest nudno. Tym bardziej, że podłoże może być o różnej twardości i "kopce" mogą być o różnej wysokości. Nawet monstrualnych. Najgorzej mnie się jeździ, gdy są wysokie odsypy(kopce) i mocno wyślizgane doliny(muldy). Facet na filmie ma fajny stok. Niezbyt duże zróżnicowanie terenu(mulda, "kopiec"), miękki śnieg i sobie po tym pomyka, wykorzystując "przełęcze" między "kopcami". Taka jazda to coś zupełnie przeciwnego, niż typowy "karwing" na twardym sztruksie. "Wejście" na krawędź, długi łuk i spid. I jest o wiele trudniejsza do przynajmniej pobieżnego opanowania. Mogę służyć za instruktora. Jak kogoś to interesuje. Nawet z pokazem. Na pięć skrętów się może jeszcze zmobilizuję. Słowniczek, dla początkujących narciarzy - "kopiec", mikrogórka(odsyp) która powstaje na stoku na skutek obracania nart w skręcie, - mulda(dołek) miejsce, z którego narty, wydrapując śnieg, usypują "górkę". W rezultacie stok przypomina miniaturowe Beskidy. Dawniej opady śniegu, wiatr, odwilże niwelowały te góry. Dzisiaj czynią to maszyny.
  6. Co nam mówi kolor trasy ? Ja bym tak to ujął: - trudności zjazdu wynikające z konieczności kontroli nart(szybkość zjazdu, pewność wykonania ewolucji -np. skrętu), - zagrożenia przy ewentualnej utracie kontroli nad nartami(upadek, niewłaściwy kierunek ich ruchu). Ale to wszystko się dzieje, przy bardzo różnej, spotykanej w praktyce, powierzchni śniegu. W skrajnym przypadkach - raz to mogą być duże płaty lodu, innym razem bardzo tępy śnieg, przy którym nawet na czarnej trasie należałoby się odpychać kijkami. Jest też bardzo ważny psychologicznie profil trasy. Najtrudniejsze do zjazdu są długie, równomiernie pochylone strome odcinki. Jest łatwiej(i ja to osobiście lubię, gdy trasa(odcinki trasy) są jeszcze bardziej strome, ale te odcinki są przedzielane wypłaszczeniami. Szerokość trasy jest też bardzo ważna, ponieważ na stromych odcinkach wymaga to szybszych, dość krótkich skrętów, dla kontroli szybkości. Możnaby jeszcze sporo o tym pisać, jak choćby pochylenie trasy w bok i konieczności wykonania skrętu na trawersie. Jeśli chodzi Jurgów, to ta czarna trasa ma nachylenie godne czerni tylko na odcinku ok. 100 metrów. Miałem przyjemność zakończyć na niej poprzedni sezon. Zupełnie przypadkowo trafiłem na ustawiony na niej slalom. Ok. 25 bramek. Zacząłem po tym jeździć. Nikt nie pilnował, tylko czasem przejechało kilka osób. Chyba tych co ustawili te bramki. No cóż nie te lata, by nie wywoziło pod bramką. By nacisk na nartę był wystarczający do lepszego trzymania narty. Głównie na największej stromiźnie. Dobrze było się sprawdzić. I pięknie zakończyć sezon. Z Preseny też mamy z żoną fajne wspomnienia. Jeździliśmy sporo na trasie wzdłuż kolejki i na właściwym lodowcu z orczykami. Zawsze jazda na takich trasach polega na tym, by sobie założyć pewną graniczną szybkość, przy której swobodnie kontrolujemy skręt nart(jaką metodą wykonany to inna sprawa).
  7. "Czucie śniegu" ? Należy, na łagodnym bardzo, równym i pustym stoczku, zamknąć oczy. I wykonać kilka skrętów. Przekonamy się błyskawicznie w jakim stopniu czujemy śnieg. I że czujemy go tylko stopami. Stopy(podeszwy) informują mózg, co ma czynić z ciałem. To się wyrabia przez ciągłą jazdę. Czucie stopami to największa swoboda jazdy. Stopy w bucie narciarskim muszą być na tyle lużne(nie ścierpnięte), by czuć śnieg.
  8. Witam Czytałem też artykuł o Polsporcie w linku. Polsport upadł, ponieważ się otwarł "zachód" po roku 1990 r. Jeśli chodzi o Szaflary, to jeździłem na ich modelach. W sklepie nie stały. W moim biurze gość załatwiał nam narty bezpośrednio w Szaflarach. Zawsze to była niewiadoma, co przywiezie. Aczkolwiek podawało się preferowaną długość, czy model(np. 'epoxy"). Na compactach jeżdżono na stokach. Osobiście nie jeździłem, ponieważ jeździłem wtedy na deskach rzędu 2 m(wzrost 175 cm). Aż do roku 2002(?). Gdy "wsiadłem" na pierwsze karwing Atomic Beta Race -185 cm. Compact nie miał nic wspólnego z "karwingami"(sprężystość podłużna i poprzeczna). Deska krótsza, szersza w środku niż "zwykłe" wówczas deski. Łatwiej się skręcało początkującym, tak sądzę. Ale na ówczesnych stokach(Kasprowy, Szczyrk) na muldach, przy większej szybkości, to nie było to. Po kilku latach moda na compacty minęła. Dlaczego jeszcze Szaflary upadły. Narty z tej wytwórni nie były może takie denne. Ale się od zimna nie rozklejały. To bzdura. Niemniej nie była to jakość nart z zachodu. Na które polowali lepsi narciarze. Sam próbowałem kupić nieraz w Rotundzie(giełda w Krakowie) jakiś przechodzony model po zawodniku. Nigdy mi się nie udało. Były totalnie wyklepane, z połatanymi ślizgami. Przełom nastąpił po 1991 roku. Raz, że nowa ekipa zaczęła rządzić i to otwarcie na zachód. Jeszcze jedna ciekawostka. W tym okresie był dwie fatalne zimy w Alpach. Wiem, bo pracując przez dwa lata w Tunezji jako wykładowca, oglądałem telewizję francuską. Był mróz, ale Alpy były bez śniegu. Wtedy też zaczęły się rozwijać gwałtownie "armaty". No i było bardzo dużo wyprodukowanego sprzętu narciarskiego. Możliwość przywozu do Polski, ceny, wybór, jakość. Szaflary błyskawicznie padły. Ale w końcu dopadłem "compactu" Mój nazywa się Dynastar SL -165 cm. I już przy nim pozostanę. Pozdrawiam
  9. Plus82

    Zaczynam

    Drogie koleżanki i koledzy. To Wasz stary znajomy od lat. Zgubiłem po raz kolejny hasło do forum. Więc się rejestruję od nowa. Zresztą moje pseudo jest bardziej aktualne. Pozdrawiam Plus80
×
×
  • Create New...