Skocz do zawartości



wojtek pw

Rejestracja: 26 mar 2008
Dostępny Ostatnio: dziś, 18:22
-----

Moje posty

W temacie: koronawirus a marcowe wyjazdy do Austrii, Francji, Szwajcarii

dziś, 10:37

Czyli co, puścić na żywioł, niech sobie infekcja szaleje, kilkaset tysięcy ludzi w Europie umrze bo nikt nawet nic nie próbował zrobić? W tym może rodzice i dziadkowie ludzi z tego forum. W przypadku SARS czy MERS jakoś się udało, przyczyn jest kilka, ale ludzi zmarło mało. Nie wiemy jakie będą potencjalne skutki dla świata tej infekcji, ktoś próbuje działać zakładając zły scenariusz, bo tylko tak można wyprzedzić nieznaną epidemię. Rozumiem, że jako eksperci świetnie znacie skuteczność procedur sanitarnych, przeżyliście wiele epidemii i świetnie wiecie jak działać, kiedy coś robić a kiedy odpuścić. Wasze kontrakty i umowy będą nic nie warte jak się rozleje panika i poznikają łańcuchy dostaw. Przestanie działać transport. Na całym świecie na dźwięk słowa bomba ludzie uciekają, a Polak jeszcze dziecko podniesie, żeby lepiej widziało. Procedury sanitarne są wprowadzane na zimno, media sieją panikę i nakręcają opinie.

Póki co szaleje strach i histeryczne zachowania rządów i ludności w poszczególnych krajach.

 

Już to pisałem na tym forum. Za mało wiemy aby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, bo wiemy tylko tyle ile "oni" chcą abyśmy wiedzieli. Oni czyli ci wszyscy którzy nami rządzą i nie chodzi tu o rządy sensu stricto.

 

Oczywiście wcześniej  był SARS, MERS, grypa świńska, ptasia itp.

Ofiar było zawsze mniej niż w przypadku tzw. zwyczajnej grypa sezonowej. Wiadomo, że i na tą grypę i na te pięknie nazwane umierają ludzie z osłabionym systemem immunologicznym a więc najczęściej ludzie chorzy na inne choroby lub starzy ze współistniejącymi chorobami przewlekłymi.

 

Oczywiście każda próba racjonalnego wyjaśnienia danego zjawiska we współczesnych czasach spotyka się z atakiem i przyklejeniem epitetu "spiskowa teoria dziejów".

Całe szczęście starożytni Rzymianie nie znali tego pojęcia i stosowali w swoim postępowaniu karnym podstawową zasadę dowodową sprowadzającą się do powszechnie znanej paremii: "Is fecit, cui prodest" czyli ten to uczynił kto miał z tego korzyść.

 

Kto faktycznie będzie miął z tego zamieszania korzyści dowiemy się za jakiś czas. Na razie możemy tylko próbować przewidywać jakieś kierunki.

 

A teraz na spokojnie poszukajmy kto może mieć z tego korzyści.

 

Po pierwsze. Przemysł farmaceutyczny który jest najbardziej rentowną gałęzią działalności przemysłowej. Oni cały czas dążą do 100% tzw. "wyszczepialności" a w PL jak chodzi o grypę sezonową to tylko 4,5%. A są kraje gdzie wyszczepialność dochodzi do 60% (np. Wielka Brytania) a państwo to wszystko refunduje. Na pewno pamiętacie jak pani Kopacz będąc ministrem od zdrowia czy może już premierem podjęła decyzje że Polska nie kupi szczepionki i nie zaszczepi obywateli na jakąś poprzednią wersję "śmiercionośnej" grypy. Byliśmy chyba jedynym państwem w UE które tego nie zrobiło. Media wieszczyły armagedon. I co ? Państwo zaoszczędziło trochę pieniędzy.

 

Po drugie gospodarka. Zobaczymy kto na koronawirusie straci a kto zyska ? W czasach wojen handlowych gdy wszyscy walczą ze wszystkimi. Zwłaszcza pewne upadające imperium ze wschodzącym imperium. Na razie trudno coś powiedzieć. Jedno jest pewne nadszedł cudowny okres dla inwestorów giełdowych, indeksy się ruszyły zdecydowanie. Czas na "golenie leszczy" i mnożenie zysków.

 

Zobaczymy kto zyska kto straci i wtedy przypomnijcie sobie starą zasadę: Is fecit, cui prodest.


W temacie: Subiektywny przegląd nart slalomowych (sklepowe SL)

dziś, 09:21

Nie rozumiecie :P

Biniu stosuje starą sokratejską metodę dochodzenia prawdy.

 

Potrzebne jest małe wyjaśnienie w "krainie" zdominowanej przez inżynierów  ;).

Sokrates bowiem poszukując prawdy miał w zwyczaju udawanie człowieka nie znającego się na rzeczy, prymitywa, prostaka (eironeia czyli ironia, „udawana skromność”), który od swojego rozmówcy stwarzającego pozory wiedzy i wykształcenia (alazoneia, “chełpliwa próżność”) oczekiwał pouczenia.

 

Na forum pełno próżnych i chełpiących się swoją wiedzą (faktyczną czy pozorowaną) dlatego metoda Sokratesa jak najbardziej wskazana.

Przyznaję bez wstydu, że sam czasami tą metodę stosowałem. Jest skuteczna, niewątpliwie.


W temacie: Subiektywny przegląd nart slalomowych (sklepowe SL)

wczoraj, 14:55

Cześć

Ad.2 Nieprawda. Narta typu Master - jak sama nazwa wskazuje - została stworzona do ścigania dla zawodników w klasie Master gdzie nie było wymogów FIS dotyczących minimalnego promienia skrętu w GS oraz jako alternatywa dla zawodników do ścigania się w zawodach gdzie nie obowiązywały normy FIS. Zwykli ludzie to już dalsze zainteresowanie modelem umiejętnie podsycane przez marketing.

Ad.3

Narta SL jest nartą trudną jeżeli chcemy na niej skręcać i cały czas ja kontrolować. Śmiem twierdzić, ze jest znacznie trudniejsza od GS na którym zwożenie się jest bezwysiłkowe.

Pozdrowienia

Zgiełk wojenny ucichł więc mogę spokojnie odpowiedzieć.

 

Wszyscy rzucili się na mnie jak psy gończe na zająca aby udowodnić to co jest niesporne, czego ja nie kwestionowałem i do czego nie odnosiłem się w żaden sposób (wzięcie pod swoje "opiekuńcze" skrzydła przez FIS zawodów Masters).

Natomiast Mitek pisze własna historię narciarstwa i cisza :(

Zastanawiające :rolleyes: .

 

Odnośnie sprawy pierwszej to stwierdzam, że fantazjujesz Mitek. Przykro mi. Przez grzeczność nie zapytam po czym takie fantazje przychodzą. To co napisałeś to jakaś historia alternatywna.

A było tak; Wiele lat temu Rossignol zbudował narty gigantowe dla dobrych amatorów w dobrej technologii ale o innej geometrii niż narty dopuszczone do zawodów przez  FIS gdzie dziadkowie na czele z G. Hujarą sfiksowali i stwierdzili, że do giganta można pojechać tylko na nartach bodajże 195 cm i R-35. Narty Rossignola odniosły wielki sukces komercyjny. I trudno się dziwić. Były dobre i zaspakajały potrzeby rynku dobrze jeżdżących amatorów. Sukces jak wiadomo ma naśladowców i inne firmy zaczęły powielać model Rossignola budując narty dla amatorów (podkreślam) o podobnej geometrii (ca. 185 cm, R-23). Na tych nartach rozgrywano zawody amatorskie dla młodych (np. różne zawody "branżowe") i starych (emerytów). Tego faktu nie mogła nie zauważyć federacja (która w tzw. międzyczasie zmieniła normy dot. długości i taliowania dla swoich zawodów) i wzięła pod skrzydła takie narty oraz zawody.  Ale jak tu już udowodniono niezbyt konkretnie określając parametry. Po prostu zauważyli zjawisko i tyle.

Reasumując kolejność fenomenu nart GS Master była taka:

-najpierw firma Rossignol,

-sukces komercyjny dzięki amatorom a nie zawodowcom bo te narty były dla nich do niczego (nie można używać do zawodów),

- później inne firmy i zawody amatorskie a

- na końcu zauważenie zjawiska przez FIS.

 

Odnośnie sprawy drugiej to mam  absolutnie przeciwne zdanie niż Ty. Narty slalomowe nie są nartami trudnymi i potwierdzają to tysiące amatorów na stokach, dają natomiast mnóstwo przyjemności. Przykro mi że nie nauczyłeś się na nich jeździć i czerpać z tego radość tylko zwozisz się na GS (bez urazy ale używam tylko Twoich pojęć). A zwozić się można i na SL równie łatwo a może i łatwiej :D.

 

Serdecznie pozdrawiam

Wojtek


W temacie: Subiektywny przegląd nart slalomowych (sklepowe SL)

25 luty 2020 - 13:10

FerraEnzo za dużo emocji. To tylko narty i nie ma potrzeby takiego rozedrgania emocjonalnego jakie zaprezentowałeś.

Po kolei odniosę się do Twoich koncepcji, zarzutów i domniemań:

 

Po pierwsze.

Przypomniałem wywiad (wspomnienia) Stenmarka nie po to aby podpierać się autorytetem tylko aby pokazać że koncepcja długich nart o małym promieniu skrętu już była i okazała się niewydolna tzn. narta kompletnie niesterowalna. Jeżeli będziemy tacy wrażliwi na wielkie nazwiska to co pomyśleć o Twoim nicku czy avatarze Mitka.

Tak na marginesie Stenmark obecnie jeździ na slalomkach Elana, kiedyś podawałem link do filmu (nie mam pojęcia sklepowe czy komórka)

 

Po drugie.

Sprawa Masters a GS. To kwestia tylko i aż przeznaczenia.

Masters został stworzony do jeżdżenia dla zwykłych (chociaż dobrych technicznie) amatorów po zwykłych stokach.

Natomiast narty w specyfikacji FIS-owskiej są jakimiś dziwnymi tworami fantazji dziadków z federacji pokroju słynnego Guntera Hujary stworzonymi do ścigania się dla zawodowców i to trzeba szczególnie podkreślić: na trasach gdzie są siatki a drzewa i słupy zabezpieczone są "materacami". To jest jednak zasadnicza różnica.

 

Po trzecie.

Popularność narty SL nie wiąże się z tym że jest trudna, wręcz przeciwnie jest popularna dlatego że jest łatwa :D Jakby Masters był łatwiejszy dla przeciętnego użytkownika stoku to było by pełno narciarzy na Mastersach albo przynajmniej na sklepowych GS. A jest na odwrót. Ludzie wiedzą co jest łatwe.

Oczywiście masz rację, ze wykorzystanie narty slalomowej zgodnie z jej parametrami i przeznaczeniem wymaga umiejętności i kondycji. Ale na Boga kto tak jeździ przez 8 godzin na dobę ? Ja nikogo nie znam. Ludzie zsuwają się na tych nartach bo są krótkie i łatwo nimi siłowo sterować. Instruktorzy w PL także ich używają bo łatwe. I tyle. 

Ale w Austrii np. to już nie koniecznie. Będąc w tym roku w SFL widziałem instruktorkę o wzroście ok 165 cm na nartach 183 cm. Jak ona pięknie i lekko demonstrowała ewolucje. To jest też zachęta dla uczących się że długość narty nie zabija, że można. Ale trzeba chcieć a może też i umieć.


W temacie: Subiektywny przegląd nart slalomowych (sklepowe SL)

25 luty 2020 - 11:00


Przywoływany Master ma taliowanie jak SL, a przedłużony promień wynika z długości.

To jest oczywista nieprawda.

Posiadam "slalomki" 175 cm długości które mają promień skrętu 14 m, przy długości 165 cm bodajże 12,5. Mogę sobie wyobrazić że przy 185 cm długości miałyby jakieś max 16-17 promienia skrętu.

Kiedyś czytałem wspomnienia Stenmarka z pierwszych prób nart taliowanych Elana który opisywał, że tamte narty (długie i o małym promieniu skrętu) były bardzo trudne do kontrolowania prędkości ponieważ nawet na stosunkowo płaskim stoku nabierały prędkości błyskawicznie właśnie z powodu połączenia długości i z dużym promieniem skrętu.

Mastery mają znacznie mniejszy promień skrętu niż slalomki.

 


Dziwię się Mitku, że Ty, osoba tak mocno deprecjonująca wpływ sprzętu na jazdę, stawiasz wyżej mastera niż rasowego SL. 

Rozwiń bo to ciekawa koncepcja.