Skocz do zawartości

a_senior

Members
  • Liczba zawartości

    3 003
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    39

Ostatnia wygrana a_senior w dniu 3 Lutego

Użytkownicy przyznają a_senior punkty reputacji!

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

a_senior's Achievements

Grand Master

Grand Master (14/14)

  • Very Popular Rare
  • Dedicated
  • Reacting Well
  • First Post
  • Posting Machine Rare

Recent Badges

2,4tys.

Reputacja

  1. A Ty przypomniałas mi 🙂, że mój 4-letni syn przed pierwszym wyjazdem na narty do Bukowiny też chodził po pokoju, nawet z założonymi nartami (mimo wszystko po dywanie :)) wykrzykując, że już umie jeździć na nartach. Rzeczywistość (pierwsze zdjęcie z mojego postu o uczeniu dzieci) szybko pokazała co i jak. A 3-letnia córka chodziła na polu (tak mówimy w Krakowie 🙂) w butach narciarskich, ale na nartach nie chciała jeździć. Ale już za rok chciała.
  2. W Twoim przypadku tak. 🙂 Naraziłeś się ludziom... nartami. Za dużo jeździsz na nich, za dużo fajnych ośrodków odwiedzasz i w ogóle za dużo jest nart w Twoim życiu. Do tego te irytujące zdjęcia. No i jeszcze dodać należy, że masz na narty czas, nawet za dużo czasu i stać Cię na nie. Tego ludzie nie lubią bo są jacy są. Bardzo ludzcy. 🙂
  3. Adam wyraźnie napisał w pierwszym wpisie: "Temat bardzo luźny. Cel przekazanie własnych doświadczeń, wniosków, zaleceń, "sztuczek", "myków"....".
  4. To ja dopiszę jak szkoliłem/szkolono moje dzieci, dziś stare chłopy i baby. 🙂 Jeżdżą dobrze, więc metoda okazała sie skuteczna. I najważniejsze, uwielbiają narciarstwo zjazdowe i przekazują tę miłość swoim dzieciom. Syna zacząłem sam uczyć jako 4-latka. W Bukowinie Tatrzańskiej. O Białce wtedy (1984) nikt nie słyszał, ale w Bukowinie były co najmniej 2 wyciągi orczykowe. Początki były słabe, ale szybko nastąpił progres. Nie pamiętam co i jak go uczyłem. Na pewno był pług i jego pochodne, ale pod koniec tygodniowego pobytu potrafił już skręcać mieszanym stylem równoległo-oporowym, czyli z domieszką pługu. Przez kolejne lata dalej go uczyłem na wspólnych wyjazdach. Wiele z tego uczenia to była po prostu jazda za mną. Od 13-14 roku życia zapisałem go do kolejnych klubów narciarskich w Krakowie. Córka, też jako 4-latka, pierwsze "kroki" stawiała w małej francuskiej stacji narciarskiej. Od razu poszła pod opiekę pani. Rodzice mieli zakaz pokazywania sie dziecku przez cały dzień. Bardzo szybko złapała o co chodzi. Pod koniec dnia zjeżdżała w grupie maluchów czerwoną trasą i sama! wyjeżdżała wyciągiem orczykowym. Szkolenie u pani trwało 2-3 dni, potem już jeździła z nami. Przez kilka kolejnych lat starałem się ja uczyć na naszych rodzinnych wyjazdach. Np. szybko nauczyłem ją smigu, który opanowała nadzwyczaj łatwo. A w wieku bodajże 12 lat (może wcześniej, nie pamiętam dobrze), podobnie jak syn, poszła do klubu, z którym "trenowała" przez kilka lat. Kilka zdjęć z ich początków.
  5. Czyżby wnusia Cię tak mocno przerosła? 😉 Tylko nie to. 😉 Najciekawsze są własnie te pobocza.
  6. Dla mnie bomba. Cudny facet. Nie dziwota, że najbardziej ulubioną przez Polaków nacją na świecie są Włosi. 🙂 Adrian, w tym przypadku zgadzam się z Mitkiem. Te dzieci nie były specjalnie szkolone, to widać, słychać i czuć. 🙂 One wchłonęły narciarstwo naturalnie, samo do nich przyszło. Chciałoby się powiedzieć wyssały go z mlekiem matki. Mieszkając tam gdzie mieszkają pewnie więcej jeździli na nartach niż chodzili. Ojciec też nie jest instruktorem zapewne. Opisywałem tu kiedyś przypadek pewnej dziewczyny z okolic Rabki, która sama nauczyła się świetnie jeździć podpatrując innych. Drugą taką poznałem w Alpach, Szwajcarkę, góralkę. Gdy ją poznałem miała ok. 30-ki. Znakomicie jeździła na nartach. Miało sie wrażenie, że lepiej i pewniej na nich jeździ niż chodzi na nogach. Nikt jej nigdy nie uczył na nich jeździć, ale od dziecka, z rodzicami a później sama jeździła co niemiara. Ale to nie dotyczy nas, naszych dzieci i wnuków ani nawet tego Adamowego wątku. To są specjalne przypadki, głównie autochtonów mieszkających w górach w pobliżu stacji narciarskich, nie mieszczuchów takich jak Ty czy ja.
  7. Nie tyle ze mną co z młodymi instruktorami filmu, który niedawno pokazałem: https://youtu.be/2_cgM-hqau4?t=467 Faktem jest że starszy emerytowany instruktor kasku nie nosi.
  8. W hotelu prowadzonym przez rodziców. Alta Badia. Całkiem ładnie tam mają. https://www.ustariaposta.it
  9. W tym filmiku o instruktorach francuskich, który niedawno zapodałem, pada pytanie o kaski. Czy instruktor francuski musi jeździć w kasku w trakcie szkolenia? Nie, nie ma takiego obowiązku. Ciekaw jestem jak z tym jest w Polsce, BTW. Ale prawie zawsze zakłada. Dlaczego? By dać dobry przykład kursantom i dla własnego bezpieczeństwa bo kursanci wiele mogą... zaszkodzić 🙂 - pada odpowiedź.
  10. Bardzo fajnie. Ktoś w komentarzu napisał celnie: "This is anthology... pure happiness. Nothing else today...". Do tego ładnie zmontowane.
  11. a_senior

    Val Thorens

    Starszy. Hmm... co ja mam powiedzieć. 🙂 Nie ma co krytykować bo b. dobra jazda w tych warunkach. Jedno co mnie wku... Ja już tak (chyba?) nie pojadę. 🙂
  12. Jeszcze raz wracam do tego co odpowiedziałem. Fakt, widziałem ten reportaż, ale pomyliłem go z innym, też interesujacym. "Wielka historia narciarstwa". Niestety chyba tylko po francusku, choć pewnie jest i w wersji niemieckiej (Die Ski Saga) bo produkcja ARTE.
  13. Nie męczy, ale nostalgicznie intryguje. Oglądam dużo TV francuskiej (mam antenę i "nielegalny" tuner) i właśnie takich filmów jak ten o instruktorów.
  14. Ogladałem już niedawno. Trochę za mało o najnowszych czasach. Ale dobry materiał.
  15. Tytuł YT: "W codziennym życiu instruktorów narciarstwa, dalekim od pocztówkowego wizerunku". Intresujący reportaż. Można włączyć polskie napisy AI. Nie są złe, choć czasami jest niezła wtopa. Opowiada o życiu trzech instruktorów narciarstwa w stacji Orciere 1850 w Południowych Alpach. Sebastian - instruktor narciarstwa i snowboardu, który skończył studia prawnicze, ale zawód prawnika mu nie pasuje. Alizee - młoda istruktora, była mistrzyni Francji w skicrossie i 71-letni ojciec Sebastiana - Gerard, emerytowany instruktor, który czasami, gdy brakuje instruktorów, przychodzi z pomocą i uczy. Reportaż opowiada o ich codzienności, ale są i powroty do przeszłości, trochę o technice, bezpieczeństwie, nauczaniu dzieci, o genepi - specjalnym likierze ziołowym produkowanym w Alpach, który tata Sebastiana chomikuje w kijku narciarskim, itd. Kilka moich zapamiętań. Bardzo trudno zostać pełnoprawnym instruktorem narciarskim we Francji. Cały cykl podzielony jest na 10 staży i trwa 3-3.5 roku. By zacząć szkolenie trzeba przejść test i uzyskać niezły czas w slalomie. Po pierwszym 2-tygodniowym stażu jest drugi test - gigant, który też trzeba nieźle przejechać by móc pójść dalej. Każdy instruktor musi też nieźle opanować snowboard, choć później nie ma obowiązku uczenia go innych. Trochę o technice mówi Sebastian. Tu niestety AI się wykłada. Np. mówi o naszym NW (extension pivote, w filmie 13.14), które AI fatalnie tłumaczy jako przedłużenie obrotowe. 🙂 Opowiadają o małym sekrecie ojca trzymanym w uchwycie kijka. 🙂 4.14 w filmie. Instruktor jako podrywacz. Podobno czerwony kombinezon tak działa. 🙂 Sebastian jest poza - małżonek, ojciec dzieciom. O produkcji genepi i sklepiku, którym zajmuje sie drugi syn Gerarda. Bardzo fajne sceny z nauczania maluchów w wieku od 3 do 4 lat przez Sebastiana. Płacz, pocieszania, "rozmowy". Maluchy opowiadaja o wszystki co sie dzieje w ich domach, w tym co się dzieje między rodzicami. 🙂 Instruktor nie zarabia fortuny. Zależy od sezonu i stacji. Sezon trwa od połowy grudnia do połowy kwietnia i poza tym coś trzeba robić. Np. Sebastian jest fotografem i filmowcem poza sezonem narciarskim. https://youtu.be/2_cgM-hqau4?si=7punhpuZMzzxwpaR
×
×
  • Dodaj nową pozycję...