-
Liczba zawartości
1 270 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
Estka's Achievements
-
Mam kurteczkę kupioną kilkanaście lat temu. Opisana jako "waterproof", "oddychająca" i żadnych dodatkowych cyfr. Kolekcja "żeglarska" z Decathlona. Biorę ją na każdy wypad w góry, poza nartami zjazdowymi, czyli kilka razy w roku. Chroni mnie przed deszczem podczas wędrówek i spacerów, a kiedy jestem na nartach biegowych, to przed śniegiem i śniegiem z deszczem. Ponieważ lubię mieć czyste ubrania, a kurteczka jest biała, piorę ją po każdym wypadzie, na którym została chociaż raz założona, czyli prawie po każdym wypadzie w góry. Piorę ją w pralce, w zimnej lub letniej wodzie, z dodatkiem płynu do odzieży sportowej (takim, jaki akurat mam w domu). Wiruję na maxa, bo inaczej kapie. Suszę na wieszaku. Kiedy zakładam podczas kolejnego deszczu - dalej nie przemaka (chociaż pewnie chroni gorzej niż kiedy była nowa).
-
Wiedziałam, że młode chłopaki w doktora, nie wiedziałam, że dorosłe chłopy w... psychiatrę. 😁
-
Oho, widzę, że kolejny specjalista będzie mnie diagnozował. 😉
-
Podzielę się z Wami jeszcze jednym przemyśleniem. Cierpię, kiedy widzę koślawo ubrane dzieci. Współczuję maluchom, które noszą czapki z pomponami tak wielkimi, że nie mogą patrzeć prosto przed siebie, tylko muszą zadzierać głowy do góry. Do tego ogromny szal z wielkim węzłem pod szyją, do którego przyczepia się śnieg. A jakby tego było mało - czapka jest zawiązana na cienki sznurek, który wrzyna się pod brodą. Koszmar. Kiedy siedziałam w karczmie (bo tak ostatnio "nartowałam"), to co chwilę, ktoś koło mnie ubierał dziecko na narty: kominiarka (lub czapka - wiadomo), kask, gogle, spodnie, jakieś polary, itd. Wielokrotnie miałam ochotę zabrać tego dzieciaka (zwłaszcza dziewczynkę z długimi włosami), uczesać, założyć kominiarkę tak, aby przez dziurę wystawały tylko oczy, nos i usta, a nie włosy i pół ucha, potem założyć kask symetrycznie i równiutko, a potem zapiąć ten kask porządnie. Poprawiłabym polary w spodniach. Odwróciłbym poprzekręcane szelki. Zdjęła wiszące szaliki. Ale najpierw nie pozwoliłabym rzucać ubrań gdzie popadnie, najczęściej na mokrą podłogę. Kilka razy widziałam, jak rodzic nawet nie patrzył na dziecko, któremu zakładał kominiarkę i kask. Siedziałam naprzeciwko i czułam, że swędzi mnie całe ciało na ten widok.
-
Nie w tym kontekście pisałam, ale coś w tym jest. Myślę, że umiałbym zorganizować "takie" spotkanie bez zostawiania śladów. Za to w w odwrotną stronę...no cóż... jednym z wielu czułych określeń, jakich mój mąż używa w stosunku do mnie jest... Mosad. 😁 Ale, że w przyrodzie musi być równowaga, to mój mąż ma doskonałą orientację w terenie, a ja kosz-mar-ną. Mój syn, jak był mały, to śmiał się, że mama potrafi zjeżdżać na nartach pod górę, bo tak się gubi w terenie. Więc nieraz mówiłam mężowi, że dawno bym od niego odeszła, gdybym tylko wiedziała, gdzie mam iść. 😁😁 Ps. Kilka razy już myślałam, że moje plecy całkiem ok, a potem gdzieś się schyliłam, albo postałam dłużej i jednak jeszcze nie.
-
Teraz wszyscy stawiają diagnozy, więc moruniek postanowił postawić i mi. Wygugluj, sprawdź jakie ustrojstwo kolega mi znalazł. Wystarczy, że kobieta powie: "proszę zrobić ładną kupkę z tych ciuchów", a już ma zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, jest zbyt sztywna i kontrolująca, i zaraz po powrocie powinna iść na terapię. A najlepiej w trakcie. 😁
-
Na wakacjach i innych wypoczynkach, kiedy do dyspozycji mamy 1 pomieszczenie, mikrodomek, czy inny namiot - zdecydowanie mam taką przypadłość 😁. Na dodatek nieuleczalną. W bajzlu nie odpoczywam. Za to bardzo szybko potrafię zorganizować i uporządkować przestrzeń wokół siebie. I nie ma znaczenia, czy to wypasiony hotel, chatka z piecem, namiot wędkarski, czy pokój w cudzym mieszkaniu.
-
Wszyscy, którzy byli ze mną na nartach i dzielili ze mną wspólny pokój lub domek, czyli mąż, syn oraz jakieś pożyczone lub podrzucone dzieci wiedzą, że jest jeden temat, na który lepiej ze mną nie żartować. To zrobienie odpowiedniej kupki. Przez każdego i po każdym powrocie z nart. Odpowiednia kupka składa się ze spodni, bielizny termicznej, skarpet i całej reszty odzieży jednego narciarza. Wszystkie elementy muszą być równo poskładane i położone w wyznaczonym miejscu. Jeżeli jakiś element odzieży jest mokry, należy go wysuszyć, a po wysuszeniu dołożyć do kupki. Jeżeli jakiś element jest nienadający się do ponownego założenia, należy go dać do worka z brudami. Jeżeli narciarz jest zmęczony i chce sobie odpocząć, to nie ma zmiłuj, najpierw musi zrobić odpowiednią kupkę. No chyba, że uprosi innego narciarza, aby go wyręczył. A jak wyglądają Wasze kupki narciarskie? Równe i ładne, czy jak to kiedyś mój kolega powiedział o pokoju swojego syna po powrocie z treningu: "Zostawia te mokre ciuchy byle gdzie i robi sobie kompostownik"? 😉
-
Jan dobrze godo. Jo żech se wzięła gorola i poszła żech za nim ze Ślonska.
-
Jeżeli "gadasz" to znaczy, że jeszcze trochę czasu musisz z nimi spędzić. 😁
-
Ja, ino wyszła żech za chopa z inkszyj części Polski. 😊
-
A wiesz, że na nartach biegowych nowicjusza rozpoznasz po samym wyglądzie? 😉 Kiedy byłam pierwszy raz na biegówkach, też popełniłam ten sam błąd, co każdy nieświadomy na początku - ubrałam się, jak na narty. Przy pierwszym mikrowzniesieniu zrozumiałam, że tu ubieramy się, jak na biegi, a nie jak na narty. Tego dnia, prosto z nart pojechaliśmy do sklepu i całą rodziną zaopatrzyliśmy się w odpowiednie zestawy odzieży.
-
To akurat nie są narciarki, tylko gwiazdy. I nie przyjechały na stok, ino na chyt.
-
A nie mówiłam? 😄 Widziałam całe rodziny w takich zestawach. Co ciekawe, jak jest czapka - raczej nie ma kijków. I drugie spostrzeżenie - jeżeli pani, oprócz czapki, ma również szalik (nie komin), prawdopodobnie jeździ z torebką. Ileż ciekawych rzeczy można zauważyć z okna karczmy przez kilka dni! 😊
-
Ona nie jest cienka. Wodą możesz mnie lać z wiadra. Byle nie zimną. 😁
