Skocz do zawartości

Mitek

Members
  • Liczba zawartości

    18 134
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    270

Odpowiedzi dodane przez Mitek

  1. Cześć

    Na takich i tak dobranych nartach poprawna jazda jest niełatwa. To narta dla dziewczyny w okolicach 165 cm wzrostu max lekkiej, jeżdżącej przeciętnie (5-6 sezonów lajtowej jazdy amatorskiej).

    Jeżeli spełniasz te założenia nie powinno być źle.

    Pozdrowienia

  2. Coz mam powiedziec. W sklepie zarowno sprzedawca, jak i ja dalismy ciala. Coz, kazdemu zdarzaja sie bledy. Nie jestem profesjonalista. 

    Wiem, o czym pisze, jednak slowo "personalizacja"  mozna (jak widac w tym watku) rozumiec na kilka sposobow. Dla mnie dopasowanie buta metoda termiczna, wkladki Sidas jest juz personalizacja.

    O buty do FR pytalem nie ze wzgledu na same zjazdy, ale wlasnie pod katem ulatwien (3 klamry, duza rozpietosc nachylenia, tryb chodzenia). Wszyscy wiemy, ze aby znalezc ciekawy zjazd - trzeba sie troche nachodzic. 

     

    Nie upieram sie, by kontynuowac watek. Generalnie duzo z niego wynioslem.

     

    Mam pytanie odnosnie samych sklepow:

    Gdzie w Warszawie jest najwiekszy wybor z dobrze przeszkolonym personelem?

    Cześć

    Nie wyobrażam sobie, żeby planować FR nie umiejąc sobie dobrać butów. Co na ten temat może widzieć sprzedawca w porównaniu z doświadczonym narciarzem. Zupełnie nie rozumiem tego co piszesz. Jestem z Warszawy mogę pomóc ale bądź poważny. Pozdrowienia

  3. Cześć

    Znam paru gości, którzy delikatnie rzecz ujmując radzą sobie poza trasą i nie myślę o lesie wzdłuż Puchatka. Robią to w absolutnie normalnych butach zjazdowych, chyba, że telemark (ale nie o tym temat).

    I teraz czegoś nie rozumiem Burdoror. Rozmowa o zaawansowanej jeździe poza trasą a pytanie o to jak dobrać buty??

    Dobrze rozumiem skoro te, które masz dobrałeś źle?

    Dobór buta to podstawa i trochę się kłóci z tematem...

    Pozdrowienia

     

  4. Jasne ................moze glowe amputowac tez.......

    zwykle jak woze, mam je w  ski tubes, chyba, ze lece w lokalne gory --zwykle wtedy max 2 osoby - narty leza  na dole bagaznika z walnietym tylnym siedzeniem - w czasie wypadku najwyzej wejda pod siedzenie....

    w sumie, jak masz kombi i wypelniony bagaznik, ciezki plecak moze ci walnac w glowe tak samo skutecznie, czy nie? chyba ze masz krate miedzy...

    Cześć

    Nie nie, ... źle myślisz Kuba. Pierwsze co Ci się może zdarzyć to wypadek (który zazwyczaj nie zdarzył się przez ostatnie 15 lat).

    Tak, że poprawność, ubezpieczenie, wożenie w pancernych kasach nawet kewlarowych rękawiczek itd.

    Pozdrowionka ;)

    PS

    A tak w ogóle to lepiej nigdzie nie jeździć - po co się narażać. :)

    Pozdro

  5. Zacytowałem ten fragment bo dla mnie "nowa fala" wygląda już trochę inaczej. W górach bardziej postrzegam ją tak jak Kurtyka czyli obecnie są to wyczyny Ueli Stecka i podobnych. Czyli dawne, trudne i wielodniowe drogi robione solo, bez asekuracji i ze stoperem w kieszeni. To już nie jest poziom do którego chciałbym dążyć. To jest level na tyle abstrakcyjny, że rozsądek podpowiada mi, by trzymać się od tego z dala.

    Gdy zacząłem się wspinać jakoś po 2000 roku. VI.5 już dawno było poprowadzone. Wtedy obowiązywało chyba VI.7, czyli siedem stopni powyżej tych "skrajnie trudnych" dróg ;)

    Dla mnie było oczywistym, że są ludzie, ganiający w za ciasnych butach z "magiczną" gumą, po idealnie gładkich ścianach. Nigdy nie interesowały mnie skałki same w sobie a na ściany miałem z słabą psychę. Jednak zaczynając na panelu AKG w Łodzi, chcą nie chąc spotykałem ówczesną (i w sumie aktualną) czołówkę wspinaczy. Czasem nawet próbowlaiśmy z kolegami robić podobne buldery. Od początku myślałem jednak o górach wysokich. W książkach wyczytałem, że zanim pojedzie się w Himalaje, należy przebyć wieloletnią drogę od skałek, przez Tatry latem i zimą aż moze pojedzie się w Alpy czy Kaukaz. Według tych sprawozdań, już wyjazd w Alpy  był czymś nieosiągalnym nie mówiąc o dalaszych celach.

    Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Wystarczyło trochę funduszy i dostęp do netu i można było podłączyć się pod dowolny wyjazd. Zatem wszystko potoczyło się szybko a patrząc z perspektywy czasu to nawet za szybko.  Mając 17 lat, nie pojechałem na letni obóz w skały ze starszymi kolegami z KW. Wybrałem się natomiast w Alpy. Jak to w dzisiejszych czasach bywa, to oczywiście na Blanca i do tego jeszcze w zime. Miałem skończony jedynie kurs skałkowy, rok wczesniej i przed samym wyjazdem, kurs turystyki zmiowej w Tatrach. Ekipę też trafiłęm doborową, gdyż był to Extrek, który zasłynął później w mediach z wypadków śmiertelnych na Uszbie i Matternhornie. Jak łatwo się domyśleć na szczyt nie wszedłem, mało też brakowało do zrobienia sobie krzywdy no i oczywiście załatwiła mnie wysokość. Te doświadczenia mnie jednak nie zniechęciły i kilka mies. póżniej, już latem ponownie "atakowąłem" Blancka. Tym razem był to wyjazd solowy i też bez sukcesu ale już w miarę kontrolowałem sytuację. Na kolejny miesiąc wakacji, Extrek planował wypad na Elbrus (tanio) więc nie mogłem zmarnować okazji. Nie bardzo chcieli mnie wziąć ale jakoś udało się ich namówić a na miejscu już bez większych przygód zdobyć, najwyższy szczyt Kaukazu.  Na kolejny rok trzeba było już myśleć o czymś dalej...

    Jako że była to klasa maturalna to w szkole nie trzeba było się zbyt częśto pojawiać ;) Sezon zimowy upłynął pod znakiem nart, zaczałem też myśleć jak połaćzyć góry z nartami.

    Pod koniec sezonu zakupiłem pierwszy sprzęt turowy i wybrałem się na kurs ski-turowy. Mając tak "solidne" przygotowanie poza trasowe zdecydowałem, że mogę wybrać się z nartami na Muztagh Ata czyli siedmiotysięcznik w górach Pamir czy Kun-Lun, w zależności od opinii grografów.  Na szczyt co prawda nie udało się wejść ale zjazd z wysokości ok. 7200m to nadal mój narciarski rekord. Na tym też zakończyło się "wznoszenie" W kolejnym roku był jeszcze zjazd z Piku Lenina a rok póżnie rewanż na Blancu i próba wejscia na Cho Oyu, którą również zakończyłem na mniej więcej 7200m. Na Leninie w czasie zjazdu zaliczyłem spory lot, który tylko cudem skończył się bez obrażeń i pojawiło się myślenie, że jeśli chciałbym zjeżdżać z jeszcze wyższych i trudniejszych szczytów to najpewniej skończy się to śmiercią. Z racji, że po wyprawie na Cho Oyu, skończyły mi się również  fundusze to wielkich dylematów nie było. Od tamtej pory w góry jeżdżę już tylko na narty lub rekreacyjnie pochodzić. Nabawiłem się również awersji do ryzyka. Nie zjeżdzam w nieznanym terenie czy przy dużym zagrożeniu lawinowym (już przy 2-ce nie wszędzie a przy 3-ce w zasadzie wcale) A ogólnie to rzadko opuszczam trasy przygotowane.

     

     

    Tylko każdy wspina się inaczej, więc trudno by ten schemat przygotować.

    Znam taką drogę VI.1 która według mnie jest bardzo łatwa. Same klamy, jedynie dalekie ruchy i lekkie przewieszenie.

    Natomiast moja koleżanka nie była w stanie jej zrobić mimo, że wspina się ode mnie lepiej. Zazwyczaj potrafi balansować na nogach i trzymać się mikro krawądek ale nie da rady pocisnąć z łapy. U mnie jest raczej odwrotnie.

    Cześć

    Jako, że historię o Leninie opowiadałeś mi swego czasu ze szczegółami to wypada lekko naprostować Twoją wrodzona lakoniczność i stwierdzić, że nie chodziło o uniknięcie cudem obrażeń ale o przeżycie na dzikim farcie.

    Szczerze mówiąc to uwielbiam ten Twój styl - nazwałbym go romantycznym - jest mi duszą bardzo bliski. Aczkolwiek nikomu go nie polecam to umiejętności realizacji pasji natychmiast za wszelką cenę szczerze Ci zawsze zazdrościłem i zazdrościł będę a różni teoretycy górscy niech mają świadomość, że to do czego oni latami dążą analizując sprzętowe za i przeciw Ty miałeś za sobą już przed maturą.

    Z mojego/naszego punktu widzenia rozpatrywanie różnicy pomiędzy VI.5 a VI.7 jest bez sensu bo równie dobrze można by zająć się analizą chodzenia po sufitach. Poziom takich gości jak Ondra czy Sharma (żeby wybrać tych najbardziej spektakularnych jest tak niebotyczny, że wydaje się niemożliwym otwieranie kolejnych stopni a jednak to się dzieje. Jak ??? Nie wiem..

    Pozdrowienia serdeczne

    Serdeczne pozdrowienia

  6. Może to część narciarzy denerwuje, ale fajnie usłyszeć na takim forum że ktoś się wspina lub jest "wodniakiem" mamy przynajmniej odskocznie :P
    Kocham sporty które dają "poczucie" wolności.. pierwszym był windsurfing, potem góry, potem skitury i wspinaczka (najkrócej). Każdy z tych sportów jest niesamowity! i polecam je każdemu :)

    Nie jestem dobrym wspinaczem tylko średniakiem bo na wędkę mogę zrobić drogę VI+/VI.1-, ale idąc od dołu już jest całkiem inaczej... kto tego nie zaznał to ciężko mu to opisać jak zmienia się myślenie, a za tym trudność idąc po tej samej drodze. Co wyjazd to zaskakuje mnie ocena dróg... przykład z wczorajszego wypadu do Kobyańskiej na Szeroką i Dziurawą Turnię:

    1. Przez trawki wprost V+ (tutaj trudność na dole to tylko 2-3 przechwyty, w środkowej części znaleźć klamę no i może w górnej części dobrze rozejrzeć się za stopniami) dałbym tej drodze V lub nawet V-

    2. Prawa Szeroka V+ (start... masakra! z dziurki na dwa palce i niepewnego drugiego chwytu trzeba podejść nogami - lewą do dziurki, a prawa na mikrokrawądce i dynamicznie ze skrętu wyjść do klamy na jedną rękę, wyżej też droga trzyma chociaż jest już ciut lepiej, ale praktycznie na całej długości trzeba się pilnować) dałbym jej VI+!

     

    No i jak to jest? niby takie same drogi... a tak na prawdę tak "odległe od siebie"

     

    Inny przykład to wycena drogi  Komin Gosławskiego VI- gdzie początek sprawia tylko trudność, ale.... wyjście z dziurki na "fakera" a druga ręka ledwo się trzyma krawądki, nogami wyżej podejść, a w tym momencie faker prawie urywany :) i znowu dynamiczne wyjście ze skrętu do klamy na jedną rękę.

     

    Inny ciekawy przykład to droga na Łutowcu Miodzio VI+, gdzie wisząc na klamce metr nad ringiem trzeba podejść nogami i zrobić metrowy strzał do małej klamki/oczka na ścisk dwoma palcami.

     

    Jednym słowem można się przejechać na wycenach, pytanie skąd tak rozbieżne wyceny i dlaczego nie sa poprawiane jeżeli przejdzie 100 wspinaczy i powiedzą że sorry... ale to nie jest V+ tylko V-, a w drugą stronę sorry to nie jest VI+ tylko VI.1?

     

    Pozdrawiam

    Tomek

    Cześć

    Myslę, że to w dużej mierze kwestia "owspinania" i techniki. Znasz Kobylańską więc powinieneś znać Rysę Zagajewskiego chyba VI+, którą się przechodzi czy Cygaro VI+ (znaczy ja przechodziłem) a na nijakim Filarku Weneryków wisiałem wielokrotnie i nie mogłem znaleźć patentu choć w/g wycen jest chyba o prawie stopień łatwiejszy. Po prostu jesteśmy za kiepscy żeby dokonać dobrej wyceny (ja tak myślę).

    Dawno już nie byłem w skałkach i mam taki pomysł żeby się wybrać z dziećmi ale...

    Pozdrowienia

  7. Zanim przesiedliśmy się na Petzla, swoją uprząż robiliśmy z taśmy rurowej. Jankesi pokazali nam jak je wiązać by były bezpieczne i w miarę wygodne. Po przycięciu długości odpowiadającej sylwetce, samo wiązanie zajmowało mniej czasu niż zakładanie i dociąganie gotowych uprzęży. Miały niestety jedną wadę, strasznie się wżynały w tyłek przy dłuższym operowaniu :) za to taśmę można było schować w kieszeń lub użyć jako pasek. 

    Cześć

    Umiejętność sklecenia uprzęży z liny czy taśmy była swego czasu wpajana na kursach dla początkujących wszystkim adeptom. Nie wiem jak jest teraz ale warto takie rzeczy wiedzieć bo wszystko może się zdarzyć w górach.

    Pozdrowienia

  8. Cześć

    Aby nie zaśmiecać tomalowego wątku pozwoliłem sobie przenieść post Dk 10 zakładając nowy temat bo traktuje o sprawach pewnie niejednego na tym forum pasjonujących.

     

    Witam!

     

    Raczej nie błądzę. Chociaż pamięć nie ta. Wszystko się zawsze zaczynało od wspinania się. Po drzewach(ja), po kamieniach. Dzieci to lubią. Teraz są mikrościanki w szkołach.  Wspaniała gimnastyka z myśleniem. Wspinamy się głową, a nie ciałem, to nam powtarzano. Dlatego dawniej środowisko wspinaczy to była "inteligencja" - studenci, po studiach. W Alpach może to wyglądało inaczej, bo miejscowi, by zarabiać dutki na bogatych Anglikach musieli się nauczyć wspinać od tych samych Anglików. Inaczej zostawało  im bydełko do przeżycia.

     

    Dupowspor, to dupowspornik, deseczka na której siedział wspinacz, by nie męczyć ciągle nóg na drabinkach, przy  technice podciągowej. Stosowana także przy myciu okien na wysokich budynkach przez wspinaczy. Kurtyka też latał po skałkach. Pamiętam jak raz kolega w dolinie Kobylańskiej powiedział do mnie. Był tu w zeszłą niedzielę Kurtyka(nie wiedziałem kto to, bo raczej interesowali mnie ci co po lodowcach). Obleciał samotnie wszystkie  ważniejsze drogi. No! Nie ! Ostry facet!  A my się tu pocimy we dwójkę. To była u niego przygrywka, trening do wyższych gór. Ale niektórzy na tym kończą. Syn siostry zaczął od skał. Potem próbował wyżej. Chcieli zrobić w pewnym momencie filar Freneya na Mont Blanc, ale się wycofali z powodu pogody. I chyba mu po tym przeszło. Tylko skała i tylko lato. Prostowanie dróg na Kazalnicy w lecie. Co chwilę słyszę- Robert w Maroku, Hiszpanii. Robi na wysokościach i potem jedzie z kumplami szukać dróg "nie do przejścia"

     

    Wspinaczka typowo skalna jest też bardzo ciekawa. Można biegać po świecie i szukać ciągle ciekawych "nie do przejścia pionów". Jest się kimś w małym środowisku. Ale trzeba też uważać na młodych ludzi. Kiedyś przyszła do mnie koleżanka. Syn - szesnaście lat - z kolegami łaził sobie po skałach na Zakrzówku w Krakowie. Mówię do niej. To jest cholernie niebezpieczna zabawa. Ja chce się wspinać, bo to go ciągnie, zapisz go na kurs do Klubu Wysokogórskiego. Co roku na wiosnę są kursy skałkowe. To nie może być nauka od kolegi. Trzeba poznać zasady, nauczyć się zabezpieczać liną, asekurować itd. Zabawę we wspinanie można zacząć też na sztucznych ściankach. Ale "żywa skała" to coś zupełnie innego.

     

    Pozdrawiam

    Pisząc o błądzeniu miałem na myśli moje wrażenie po przeczytaniu Twojego wpisu jakobyś niezbyt szanował wspinaczy skalnych czy tez wspinaczy nowej fali (nie w rozumieniu Korczaka). Jak widać po powyższym było to jedynie moje wrażenie i jak widać błędne.

    Dupowspór z tego co pamiętam rozszerzył swoje znaczenie po spopularyzowaniu się uprzęży jednoczęściowych. Sam nawet parę takich uszyłem i (trochę się chwaląc oczywiście) ani ja ani nikt kto z nich korzystał żadnej kontuzji przez nie nie odniósł. Ale to były trochę inne czasy i liczyło się co innego niż atesty, metki i kolorki.

    Ja w pewnym momencie musiałem zrezygnować ze wspinania bo się po prostu zacząłem bardzo bać. To były skutki wypadku, o którym kiedyś pisałem. Bałem się tak, że uznałem się za zbyt niepewnego partnera - stąd decyzja. No i zostały skałki jako zabawa.

    Zawsze podziwiałem niesamowite zdolności czołówki wspinaczy skalnych. Bliska jest  mi właśnie sama idea pozwalająca stosować sprzęt tylko do asekuracji bo gdy weszły do użycia nity ich stosowanie jako sztucznego ułatwienia moim zdaniem wypacza sens.

    Z drugiej strony wspinaczka widać musiała przejść przez taki etap rozwoju aby ludzie zrozumieli, że to w ogóle jest  możliwe a później narodzili się wizjonerzy w rodzaju Ryśka Malczyka, którzy stwierdzili, że to może być możliwe klasycznie. Wędka jako element odciążający psychicznie wspinacza odegrała w rozwoju wspinaczki również niebagatelna rolę podobnie jak rozwój technik asekuracji dynamicznej bo pokonywanie najtrudniejszych dróg nieodłącznie wiąże się z lotami i wieloma próbami.

    Miałem okazję widzieć w akcji większość naszej skałkowej czołówki lat 80/90 ale niestety Wojciecha Kurtyki nie widziałem w skałach nigdy a to mój absolutny idol jako wspinacz i jako człowiek.

    Pozdrowienia serdeczne

  9. Witam!

     

    Jak wyleciał z dupowspora, to łoił podciągiem. Podciąg przeszedł już do historii. Po cholerę drabinki, to kompletne rzemiosło, jak się rozpowszechniły   spity i super wiertarki akumulatorowe. Amerykanie eksperymentowali z klejeniem. Wszystko jest do przejścia in to superdiretissimą. Czyste rzemiosło. Wiercić, wbijać spity, jak skała jest absolutnie gładka. I wieszać drabinki  i  po szczebelkach w górę. Ale skała to przecież coś nadzwyczajnego. Więc potrzebny jest artysta nie rzemiocha, który lekko z uczuciem posuwa się  do góry. Jak pierwszy włoji(jak to pisać?) To staje się chwilowym bohaterem w bardzo zamkniętym środowisku łojarzy.

     

    Kiedyś w dyskusji ze szwagrem - odpadniecie jest niebezpieczne! Co ty, teraz się lata. Lina dynamiczna. Pochłonie wszystko. Więc się lata. I kosi, łoi i nie wiem jaki teraz żargon. Szóstka(VI) to było coś. Dlaczego nie wymyślono siódemki i  ósemki... Tylko ciągle szóstka z dodatkami coraz ciekawszymi. Plus już nie wystarczył. Powód może w słownictwie-skrajnie trudna. Co może być poza skrajnością? Za skrajnością(krańcem) jest nicość. Nicości nie da się klasyfikować. To czarna dziura wspinaczki. Pochłania wszystko. Przekroczywszy skraj-horyzont zdarzeń znika się ostatecznie. Może pojawia w nowym świecie, ale jeszcze nie ma na to dowodu. Nowa droga jest chrzczona przez  tego, co ją pognębił. Ale trzeba być bardzo ostrożnym, by się nie narazić na śmieszność. Wcześniej musi się tu odbyć mityng czołówki. Aby ograniczyć "latanie", to na wędkę, albo z góry. Metoda w nieco wyższe ściany niż w skałkach trudna do zastosowania.

     

    Życie się posuwa do przodu  i jest coraz ciekawsze. Jak trafię na jakiś odpowiednio duży kamień, to spróbuję "boulderingu". Włoję jakiś trawersik metr na ziemią, pod warunkiem, że nie przekroczy czwórki(IV). Trzeba iść do przodu, mimo upływu lat.

     

    Pozdrawiam

    Cześć

    Trudno mi to ziterpretować Gienku ale chyba błądzisz o ile to nie cytaty dla zgrywy....

    Długosz też  był obrazoburcą....?

    Artystą gór jest Kurtyka - reszta to zabawa.

    Pozdrowienia serdeczne

  10. Autorem tego powiedzenia jest Ryszard Kosacz:

    Cześć

    Fajnie, że czuwasz Piotrze i przywołałeś zapomnianego już nieco autora słów z podpisu Maniaqa.

    Proszę o wybaczenie za kontynuację dygresji przytaczam jedne z niewielu tekstów gdzie osoba RK się pojawia. Nie jest to tekst narciarski ale jest górski, jest świetny, pisał go nie byle kto a styl doceni każdy więc pozwalam sobie dać link:

    http://www.goryonlin...TEX,1321,i.html

    Pozdrwienia serdeczne

  11. Cześć

     

    .....
    Nie ma co sie oszukiwać Mitek i tak kupi Scotta :)


    Mitek weź tego Aspecta jak masz go w dobrej cenie. Polatasz rok czasu i sam stwierdzisz czy jest dla Ciebie odpowiedni.
    W razie co w przyszłym roku sprzedasz za 1600 pln, w międzyczasie może uda Ci sie dosiąść coś innego i jakieś wnioski sam wyciągniesz.
    Albo polecam wypożyczalnie i testy - na pewno są różne rowery dostępne do wypozyczenia w Świeradowie. Polecam również tamtejsze single.
    Wypożyczalnie masz również w Rychlebach to już jest w Czechach- mają kilka modeli rowerów o różnych skokach i zastosowaniach. Tamtejsze ścieżki również polecam jako super zabawę.
    Z Nysy jest tam jakieś 30 km. Miejscówka jest obowiązkowo do zaliczenia przy okazji wyjazdu gdzieś na południe.

    Jesteś prorokiem! Rower kupiony. Jeszcze raz dzięki. Pozdrowienia

  12. Cześć

    Dzięki serdeczne za taka kupę wiedzy. Co do filmików z jazdy to pierwsze filmy Jarka to to co robię. Kolejne po skałach - zdarzało się choć wolno i ostrożnie. Na zjazdach szybko nie pojadę bo pękam. Na podjazdach po głazach nie wskoczę ale rower stalowy wniosę. Opony zawsze miałem tanie ale za to grube i odporne. Raz zdarzyło mi się wracać na kapciu przez las z synem w nosidełku więc teraz się pilnuje i zapasy zawsze posiadam. Jak patrze na współczesne opony z bokiem z "papieru" to rzeczywiście problem być może z trwałością. Łańcucha nie zerwałem nigdy co być może świadczy o wyższej niż sobie przypisuję znajomości techniki pedałowania i zmiany biegów bo depnięcie w nogach mam z pewnością.

    Przechodzę do analizy wiedzy i procesu decyzyjnego.

    Jeszcze raz dzięki serdeczne.

    Pozdrowienia

  13. Witam!

     

    Czy aby jeździć na nartach(a może oszacować, czy już zaraz poleci lawina?) trzeba mieć teodolit i być "skoczybruzdą". Tak nazywano na AGH studentów geodezji. A może wystarczą kijki zmodyfikowane, tzn. zaopatrzone we znaki i każdy z  "wasserwagą", z innym płynem niż woda,  bo zamarznie. W razie produkcji takowych proszę mnie uwzględnić, że to mój pomysł.

     

    Pozdrawiam

    Cześć

    To ogólnie znane i niezwykle lubiane określenie geodety. :)

    Pozdrowienia

  14. Kończąc wywody w temacie doboru roweru dla Mitka podrzucam jeszcze link do artykułu odnośnie geometrii i tych innych bzdetów. Może się komuś przyda trochę teorii i zechce wypróbować to w praktyce :)
    http://www.1enduro.p...ia-progresywna/
    http://www.1enduro.p...rednia-krajowa/

     

    I cytując za autorem artykułów

    chive-tuesday-28.jpg
    "Na trudnych trasach, zarówno hardtail, jak i kiepski full, da Ci szansę zostania gwiazdą YouTube :)"

    Cześć

    A może wkleicie jakieś filmiki z Waszymi rowerami i tym co na nich robicie bo widzę, że nie bardzo w ogóle wiem o co chodzi w jeździe na rowerze?

    Pozdrowienia

  15. Trudno znaleźć (przynajmniej w Polsce) alpinistę, który by nie zaczynał w skałkach. Także praktycznie wszyscy częściej lub rzadziej trenują w hali na sztucznej ściance. A przecież skałki to tylko namiastka prawdziwych gór, a sztuczna ścianka to namiastka namiastki.

     

    Halę narciarską porównał bym do skałek, a taśmę do sztucznej ścianki. Wiem, wszelkie analogie nie są do końca rozsądne. Wspinaczka nawet na sztucznej ściance jest wspinaczką. Jazda na taśmie nie do końca jest jazdą na nartach.

     

    Mimo tych zastrzeżeń, uważam, że jazda w hali na śniegu w sposób oczywisty pomaga w opanowaniu, poprawieniu czy przypomnieniu techniki. I to nie tylko na poziomie początkującego jak napisał Alfred, ale także nawet na poziomie PŚ.

     

    W hali jeździłem, na taśmie nie.

    Ale z filmów Jaczz wynika, że nawet na taśmie można się sporo nauczyć. Na razie nie wiemy tylko, czy to była nauka jazdy tylko na taśmie, czy jazdy na nartach (na śniegu)... :)  mimo że bez śniegu i góry.

    Nie wiem czy jasno napisałem...

    Inaczej - Jaczz, czy to czego nauczyłeś się na taśmie, potem umiałeś na śniegu??? Napisz coś na ten temat.

    Tadek

    Cześć

    Gadałeś na ten temat a Szymkiem - Equipe, bo nie pamiętam czy byłeś akurat w tym momencie?

    Pozdrowienia

  16. Cześć

    Dzięki wszystkim. Ilość przemyśleń i przekazanej wiedzy mnie po prostu zabiła więc wybaczcie ale najpierw muszę w ogóle zrozumieć o co chodzi. Mam zresztą wrażenie, że trzeba będzie zdać się na los szczęścia. Przy rowerze na którym spędziłem ostatnie lata każdy będzie zachowywał się jak Ferrari przy Poldku. (Zresztą wiedząc ile różnych informacji potraficie napisać o tak prymitywnym przy rowerze sprzęcie jak narty mogłem się tego spodziewać ;)).

    Rodzaj jazdy:

    po mieście na barowe eskapady ale i np. grań Gór Świętokrzyskich. Bez karkołomnych zjazdów raczej, bo tu ani techniki ani psychy nie ma.

    Co dla mnie jest ważne...

    - żeby był pancerny i nie rozpadł się w ciągu najbliższej dekady

    - żeby miał hamulce - obojętnie jakie byle sprawne

    - żeby przerzutki chodziły w miarę lekko i nie trzeba było trzymać dwoma rękami dźwigienki przez pięć sekund aby weszła duża tarcza z przodu na przykład

    - żeby bez względu na rodzaj jazdy kół nie trzeba było co chwila centrować, dętek wymieniać a obręczy prostować

    - żeby łańcuch nie zerwał się nigdy.

    Tak mniej więcej było z moim starym rowerem, poza hamulcami, które były iluzja ale nauczyłem się jakoś z tym jeździć i tylko czasami kończyło się efektownymi glebami lub wjazdami w krzaki pod stok. :)

     

     

    ....Takze napisz drogi Mitku co planujesz na tym rowerze robić :)

    Jeżeli jeździć z małżonką po wałach wiślańskich tudzież przy okazji wizyty w Krakowie objechać sobie Błonie i zaliczyć leśne szuterki to te propozycje będą bardzo ok.
    Jeżeli zaś masz chęć przy okazji pobytu latem na Skrzycznym zjechać z Koziej to na tych rowerach będzie to mordęga i raczej zejście niż nawet wolny zjazd :)
    ......

    Niestety ale moja żona nie należy do lansowanego na forach obrazu żony typu łajzowatej paniusi i żeby za nią na rowerze nadążyć trzeba się nieźle napocić. Jeździ na rowerze codziennie do pracy niezlaeżnie od pory roku i pogody a przestaje tylko wtedy gdy jacyś debile wpadną na pomysł aby posolić ścieżki bo żal jej sprzętu. Rower jest mi niezbędny właśnie po to żeby z nią próbować nadążyć i dlatego musi być solidny w miarę szybki i się nie psuć bo na dupków nie czeka.

     

    Bardzo poważnie zacząłem rozważać możliwość kuna używki choć pojawiła się tez możliwość kupienia któregoś Aspecta w świetnej cenie (poniżej 2000) z przedłużonym szerokim serwisem w cenie na 3 lata i to może być bardzo dobra opcja.

    Pozdrowienia

  17. Mitek, na jesieni byla u nas wyprzedaz Bulls´a rowery tak ze 30% w dol, - tu masz oferte sam kupilem Sharptaila 3 29" za niecale 700€, ale 26" i 27,5" byly w tej jesiennej promocji o 100€ tansze.

     

    Dlaczego wybralem Bulls´a ? Waze ca. 100kg wiec MUSI byc solidny a ze do tego jestem "niskopodwoziowy" to jeszcze rama musialabyc nisko :-D

    Sharptail - idealnie sie wpasowal, do tego jest lekki i ma niezly osprzet. Testowalem kilka modeli Bullsa, Scotta i KTM. Bulls mi najlepiej podpasowal.

    Swoj kupilem TU, ale to spoldzielnia kupiecka http://www.zeg.com/wiec oferta i ceny sa w kazdym sklepie lokalnym i internetowym takie same.

    pozdroofka

    Cześć

    Dzięki za propozycję. Dla mnie ta marka jest zupełnie nieznana (to raczej + niż minus) i nie mam pojęcia gdzie szukać jakichś egzemplarzy żeby się przejechać czy coś. Do tej pory to olewałem bo rower miałem ale teraz gdy przychodzi do zakupu to żona naocznie pokazała mi, że jednak geometria ramy, jej wielkość i odległości maja duże znaczenie w jeździe. Stąd pytania, choć znając życie kupię to co będzie mi się podobało w dobrej cenie i będzie w miarę pancerne. Nie zamierzam co drugi wyjazd ślęczeć nad zerwanym łańcuchem czy inną bzdurą.

     

    Kubo przymierzałem się do 29 i nie leży mi. Oczywiście może to być kwestia objeżdżenia itd. Druga sprawa, że proporcje 29 po prostu mi się nie podobają. Trzecia to, że mam wprawdzie 180 wzrostu i jakieś 95 kg ale budowy nie mam wzorcowej. Ja to nazywam budową narciarską - krótkie masywne nogi, duża tyłek, nisko środek ciężkości. Do goryla brakuje tylko przydługich rąk i przeciwstawnych paluchów. ;) Poza tym mam jednak wrażenie, że na 29 siedzi się wyżej a ja lubię mieć kontakt z podłożem.

    26 jest za mały a 27,5 mi leży jak jeździłem wiec stąd wybór.

    Jest jeszcze jedna opcja - fatbike. Brat żony, który jest takim trochę półprofi (maratony, drużyna, sponsor itd.) kupił niedawno taki sprzęt i jest to ciekawa opcaj aczkolwiek u nas jeszcze dość droga. Jeździ się na tym jak mówi świetnie. Tej zimy podróżował w pełnym śniegu na Skrzyczne i inne góry w rejonie i mówił, że idzie to bajkowo. No i  wszyscy się gapią, zatrzymują na ulicy, robią sobie zdjęcia itd.

    Pozdrowienia 

  18. Dwóch znajomych ma te koła w wersji karbonowej. Jeden naparza na nich ostro w dól na BMC Trailfox 29 cali - żadnych problemów a jeżdzi naprawdę ostro wszedzie i po wszystkim. Mówię o takim bardziej enduro niż xc.
    Nie wiem jaką ma szerokość ale obstawiam że mniej niż 30 mm nie ma.
    Ja siebie w 27.5 też mam wewnętrzna 29 mm innego producenta i póki co fajnie to działa.
     
    WTB to bardzo dobry stosunek jakości do ceny - w swojej kategori cenowo-wagowej raczej nie ma konkurencji.
    Z tymi snejkami to bym nie szalał - jedynie mleko ratuje sytuacje.
    Snejki przy dętkach i niskim ciśnieniu to niestety codzienność. Jedynie więcej powietrza ratuje sytuacje ale wtedy już nie ma takiego gripa.
     

    Mitek co na tym rowerze chcesz robić ? Gdzie jeździć ?
    Nie znam oferty Scotta i nie wiem co ma być w nim lepszego skoro rower to zbieranina części różnych producentów sygnowana logiem firmy która to pozbierała do kupy i która przeważnie nie jest nawet producentem ramy...
    Ze wzgledu na drogi i kosztowny proces sygnowania obstawiam że tajwańskich ram napisem Scott, nic ciekawego w tej cenie u tego producenta nie znajdziesz.
    Podrzucam jedną dosyć fajną propozycję
    Co prawda nie jest to Scott ale i jest troszeczkę droższy ale jak zagadasz to wydrapiesz spokojnie te 10-12 procent rabatu.
    Nie wiem jak z dostępnością ale warto napisać i zapytać na kiedy przewidują dostawę.
    Fajne geo które również w górach nie będzie przeszkadzało i da więcej zabawy na ścieżkach i nie tylko.

    http://7anna.pl/prod...ntage-27-5.html

    Cześć

    Dzięki Jarek. Ze Scottem sprawa specyficzna - żona lubi tę firmę i ma tam pewne sponsorsko, rabatowe układy.

    Propozycja przekracza budżet o 25 % minimum. Poza tym... nie podoba mi się rama - nie wygląda solidnie ale to oczywiście wrażenie dyletanta.

    Pozdrowienia

  19. Cześć

    Podpinam się pod temat. Poszukuje roweru ze względu na fakt iż mój dotychczasowy odmówił posłuszeństwa konkretnie i nie chcę mi się go reanimować. Założenia:

    27,5, amortyzowany przód, pancerna konstrukcja (wytrzymałość kosztem wagi wchodzi w rachubę zdecydowanie), trwałość osprzętu (i znowu trwałość kosztem bajeranctwa wskazana), rower powinien dawać radę w trudnych warunkach pogodowych (woda, błoto, śnieg itd.), niewygórowana cena 2500pln max, może być używka.

    Z pewnych względów zdecydowanie preferuję firmę Scott. Jakieś pomysły?

    Pozdrowienia

  20. CZYLI TE FRAGMENTY KALSYFIKACJI MOZNA O.......luft roztrzasnac, bo sa nieprecyzyjne - zgadzamy sie? nie chce  gledzic, ale , skoro doszlismy do wniosku, ze ekspozycja jest odczuciem indywidualnym, ladowanie jej jako wyznacznika trudnosci, jest co najmniej nieprecyzyjne

    jak nizej

     

    żleby i zbocza o nachyleniu do 40-45st, jeżeli ekspozycja nie jest zbyt wielka, lub 35-40st jeżeli ekspozycja jest duża

    S5 : żleby o nachyleniu 45-50st, lub powyżej 40-45st jeżeli ekspozycja jest duża

     

    CBDU

    Cześć

    Myślę, że to nie jest takie proste. Informacja o ekspozycji mówi, że ona występuje a jej oszacowanie w formie skali jest zawsze pewnym przybliżeniem. Jeżeli jesteś doświadczony w materii wiesz mniej więcej jaka ekspozycja odpowiada jakiemu stopniowi w skali natomiast to jak Ty to odbierasz pozostaje cecha indywidualną. Dla jednego powiedzmy ekspozycja na poziomie 3 to luzik na dla drugiego to droga/zjazd, którego nie jest w stanie podjąć.

    jedno z drugim się nie kłóci bo wycena jest w miarę obiektywna (z tego w miarę każdy zorientowany zdaje sobie sprawę).

    To tak jak we wspinaniu. Jak się sporo wspinasz to wiesz ile to jest V ile VI a ile VI.2 a nawet widzisz różnicę pomiędzy VI.2 a VI.2+ choć na przykład dla kogoś innego to jest bliżej VI.3. Często jest tak, że wyceny są weryfikowane po paru przejściach i nie jest to niczym dziwnym.

    Pozdrowienia

  21. Ja nie wspinacz, ja dawny turysta tatrzański co trochę pochodził (znawcą nie jestem, ale trochę w Tatrach polskich przeszedłem, prawie wszystko po szlakach no i troszkę poza :ph34r: , z elementami wspinaczki :rolleyes: ). Ekspozycja w moim przypadku dotyczy raczej letnich szlaków turystycznych, bo na nartach w porządnej ekspozycji nie byłem. No właśnie, napisałem: "w ekspozycji nie byłem". Tak się wtedy mówiło (nie wiem jak teraz). Bycie w ekspozycji dla jednych znaczyło "nie patrz w dół", dla innych "przestań szpanować przed dziewczynami i skup się na chwilę". Eksponowane szlaki, bycie w ekspozycji, to były oczywiste określenia, których nikt nie definiował, a jak ktoś nie wiedział o co chodzi, to się dowiadywał jak wlazł w ekspozycję. Być może "bycie w ekspozycji" wspinaczkowej, turystycznej czy narciarskiej się różnią, pewnie tak. "Bycie w ekspozycji" jest dla mnie ozywistym określeniem, ale czy ktoś czuje, że już jest w ekspozycji, czy jeśzcze nie, to już nie jest taka prosta sprawa dla turysty (wspinaczom chyba łatwiej).

    To tak nawiasem do Twojego nawiasu.

    Pzdr

    tatmak

    Cześć

    Uświadomiłeś mi, że (jeżeli już zagłębiamy się w semantykę) to określenie "ekspozycja" jest dla mnie nijako oficjalne, literackie, że tak powiem.
    W praniu mówiło się o lufie, lufcie, powietrzu, zazwyczaj z dodatkiem określnika stopniującego w stylu "że ja p......e" jeżeli ekspozycja była naprawdę spora. ;)

    Pozdrowienia

  22. dziekuje za wszystkie wyjasnienia - tak to tez rozumiem.

    Czego nigdzie nie ma , to gradacja ekspozycji -  mowi sie o wiekszej czy mniejszej, co  instykt dyktuje

    Ale skalli  ekspozycji nie ma - wiec z jakiej racji w klasyfikacji uzywa sie slow wieksza/mniejsza? przeciez to zupelnie subiektywne

    w nachyleniu sa stopnie.......................wytlumaczenie, ze ekspozycja jest lub jej nie ma jest.....................nieprecyzyjne.....

    Cześć

    Myślę, Kuba, że z założenia takiej gradacji być nie może ze względu na bardzo subiektywne poczucie ekspozycji na dodatek - pisał o tym Gienek DK10 - zmieniające się w różny sposób w czasie, wraz z przyzwyczajeniem do ekspozycji, wiekiem, doświadczeniem itd.

    Np.: Swego czasu miałem dość poważny wypadek w górach, który całkowicie zmienił moje poczucie tego co jest akceptowalna ekspozycją i praktycznie blokował mnie psychicznie. Z tego względu miedzy innymi zaprzestałem wspinania poza skałkami bo psychika czyniła mnie niebezpiecznym nie tylko dla siebie ale (przede wszystkim) dla partnera.

    Pozdrowienia

  23. Wchodząc na bloga miałem mieszane uczucia, :huh: podejrzewałem że pewnie kolejna przemycona reklama, jakich wiele na tym forum. Jestem mile zaskoczony, nawet jeżeli liczba postów ma nabić licznik odwiedzających blog, to po przeczytaniu całości chce się odwiedzić to miejsce, dzięki.   :D

    Cześć

    A co to jest innego jak nie reklama?

    Pozdro

  24. To nie ja pytałem, więcej uwagi. :)
     

    Całkiem sprawny jestem, to i chętnie się ruszam, a do obcojęzycznej, bo to kawałek dalej. Choć pozornie większy dystans przebyć trzeba. Elektronicznie. ;) Bardzo wyraźnie skierowałem swojego posta do jana kovala, a spowodowane tym oburzenie Mitka i Twoje jest niedorzeczne.

     

    Wskaż proszę, w jaki sposób wprowadzam kogokolwiek w błąd. Jeśli gdzieś moje rozumienie jest niewłaściwe, chętnie temu zaradzę, tylko wyjaśnij, gdzie błądzę. :)

     

    Tak nawiasem mówiąc, w wypowiedzi fredowskiego pojawiło się wyrażenie „być w ekspozycji”, czy można tak w ogóle powiedzieć po polsku? Mnie to zupełnie nie brzmi – może niesłusznie. Bo „na ekspozycji” mogą z pewnością być manekiny, ale czy wspinacz może „być w ekspozycji”, dla mnie naturalniej byłoby powiedzieć „w miejscu o wysokiej ekspozycji”. Pytam, nie krytykuję.

     

    ---------------------------------------------------

     

    DK10, piękne wspomnienia (niekoniecznie upadku ;) ), dzięki.

    Cześć

    To z pewnością nie oburzenie tylko taka uwaga.

    Pozdrowienia

×
×
  • Dodaj nową pozycję...