KubaR
Members-
Liczba zawartości
257 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
KubaR's Achievements
-
Hej, A ja znowu zapodam trochę martyrologii i przemyśleń. W dawnych latach, zwłaszcza podstawówkowo licealnych miewałem buty nieco za duże. Wynikało to głownie z tego, że człowiek rósł no i realiów lat 70-tych i 80-tych. Potem miałem już dobrze trzymające ale ciut większe - wynika to mojego kształtu stopy - jest raczej wąska ale bananowo wygięta i do tego z dużym palcem do przodu i w bok. udawało się złapać buta który był na tyle długi, że w tego palca nie napierdzielało ale za to na tyle wąski, że się stopa klinowała i obywałem się bez ingerencji w skorupę. Buty skiturowe miewałem nieco większe - mrozy i czasami konieczność przebywania w nich po kilkanaście godzin. Około 2000 lub 2001 roku wkurzony ciągłym dyskomfortem przy przesiadaniu się z sportowych butów zjazdowych w turowe porozdawałem cały sprzęt zjazdowy zakładając, ze jak będę jeździł tylko w turowych to się w końcu przyzwyczaję. I tak się poniekąd stało. Następne buty stricte zjazdowe kupiłem dopiero w styczniu 2020 (i resztę sprzetu takoż). Oczywiście buty skiturowe butom skiturowym nie równe i w stajni były nawet takie freerideowe o flexie 130. Ale przez pierwsze 3 sezony miałem stare Dynafity TLT 3 takie jak załączonym zdjęciu (zdjęcie ściągnięte z https://wildsnow.com/8668/dynafit-ski-boot-tech-1994-history/) tylko moje były niebiesko szare. W porównaniu z dzisiejszymi nawet ultralekkimi cudeńkami to te buty miały trzymanie ujemne. Klamra na śródstopiu miała tak, że poziom zaciśnięcia przekładał się głownie na ból w stopie bo zwiększenia trzymania nie zaobserwowałem. System przepinania z chodzenia do jazdy blokował buta tylko na odchylanie w tył, w ogóle nie blokował do przodu. Kapeć też był mocno kapciowaty (to ten opisany inner boot dynalite na skanie strony katalogu z podlinkowanej strony Wildsnow). Idąc tokiem myślenia "purystów" to się na takim sprzęcie (o nartach nawet nie pisze bo to były takie lekkie klepki) powinienem zabić. Tymczasem pojeździłem, zwiozłem iluś połamańców, ba nawet w jakichś organizacyjnych gigantach się startowało (i nawet nie byłem na końcu stawki). Mam nawet wrażenie, że ten czas był z pożytkiem - nabrałem znacznie większego wyczucia równowagi. Cóż każda próba oparcia się na butach kończyła się tragicznie, więc jak pisał klasyk "byt kształtuje świadomość".... O innym zdarzeniu związanym z próbą oparcia się opowiadałem w czasie tej krótkiej chwili w Halce w Zwardoniu ale to były jeszcze starsze buty: Tak jeszcze wracając do Dynafitów to a 'propos stromych stoków to dało się w nich zjechać z chyba najpiękniejszej narciarsko góry jaką znam (Königspitze): Oczywiście nie jestem zwolennikiem tezy, że buty mają być za duże. Sam obecnie nawet buty skiturowe mam dopasowane na maksa (ale skorupa jest mocno zmodyfikowana). Natomiast, tak jak pisałem wyżej, doświadczenie z niekoniecznie super trzymających nogę butów może wnieść dużo pozytywnego do rozwoju narciarza. Pewnie jest też druga strona medalu - te lata w sprzęcię "nie zjazdowym" trochę mi wypaczyły technikę, do tego obniżyło mi się zaufanie do sprzętu - po powrocie na sprzęt zjazdowy jeżdżę dużo wolniej i ostrożniej (nawet biorąc poprawkę na zmiany wynikające z peselu). Patrząc tak z boku to mam wrażenie, że znakomita większość, nawet dość dobrze jeżdżących "wisi na butach".... K.
-
To nie jest kwestia pitolenia. Ja tam nie narzekam osobiście na jazdę, ale wiem, że purystom się nie podoba. I czasami nachodzi mnie, żeby to poprawić. Co prawda zwykle po jakichś małych tyczkach albo jakimś stromym lesie z takowym purystą to mi przechodzi ale jednak. Nie uwierzysz ale nawet ostatnio przemyśliwałem coby się na jakiś kurs instruktorski nie wybrać.... Nic, tak jak pisałem trzeba obadać na żywym organizmie - może to jest kolejny powód coby się spotkać... No fakt. to jednak kilka solidnych treningów na tyczkach jest. Albo circa połowa butów po zniżkach. No to i zdanie chyba załatwia wszystko... Kuba
-
No brzmi ciekawie 😄 Tak się właśnie w tym roku zastanawiałem nad czymś co by motywowało. Cały czas cierpię na syndrom poczucia brzydkiej i mało technicznej jazdy. Moje narciarstwo było nastawione albo na zapierdalanie albo na elementy użyteczne (zjechać z worem na plecach po lesie w nocy), finezji w tym nie było żadnej. Trochę się tylko obawiam coby się gdzieś nie zagubiło (jak sam piszesz) "dzioby w dół i dzida" 😄 Trzeba by w realu zabadać i poobserwować co to ustrojstwo gada jak sam widzisz jadącego. A tak z ciekawości - czy Twoje przemyślenia co do jazdy syna (nawet nie wypowiadane) zgadzały się z tym co Carv na niego nagadał? K.
-
Marek, A jak z twoich doświadczeń wynika relacja tych punktów w Carvie w stosunku do realnej jazdy? Takiej konkretnej np. jakiegoś takiego mastersowego giganta? To się przekłąda czy raczej jest wycyzelowane w kierunku "wzorcowego karwingu/jeżdżenia" cokolwiek by to nie miało znaczyć? K.
-
Hej, Ja też żałuję, że dopiero teraz miałem możliwość pojawić się na jakimś grupowym spotkaniu. Niestety zima to dla mnie ciasny czas musze balansować pomiędzy zarabianiem na chleb, pracą związaną ze śniegiem i górami, a do tego rodzina plus czasem człek by na jakiś trening sam skoczył. No, nie 😉 mi akurat o Zwardoń najmniej chodziło.... Tutaj byłem praktycznie wyłącznie towarzysko. Ja troche narzekam boncały czas obracam sie po Spytkowicach, Białkach itp. Wczoraj byłem w Orawicach... Gdyby nie zagęszczenie to ten Rachowiec wychodził całkiem, całkiem w porównaniu. Z przyjemnością. Niestety pod względem spożyciowym jestem, podobnie jak narciarsko, na niejakiej emeryturze. To już nie te czasy, że mi się Niemiec na szyję parę lat później rzuca. Ale dobrze sie bawie mimo to... K.
-
Jeszcze raz hej, Teraz na spokojniej, wrociłem z nart z rodziną, warun był przedni, mimo, że jakoś ostatnio mam szczęście do wyrobów stokopodobnych.... Taka konstatacja mnie naszła, że patrząc na @Marcos73 i @jurek_h jadących razem to dla mnie najfajniejsze było jak rdzeń techniki od pewnego poziomu jest taki sam. Generalnie jak z obu chłopów zdejmiemy takie "dodatki" związane z indywidualnym stylem czy biomechaniką to byli jak bliźniacy. Fajne. Nie chce rozkminiać dalej, bo znowu zajdziemy w dyskusje i pojawi sie to słowo na "A" co to nie wiem co to jest.... K.
-
Cześć, Dzieki za te kilka godzin, szkoda, że nie mogłem dłużej. Ale zawsze dziadek sie pare razy ślizgnął 🙂 Fajnie Cie było zobaczyć! Naprawa czeka:) Kuba
-
To nie chodzi o Zwardoń, tylko czy sie cos nie wysra w ogólnie górach. K.
-
O dzięki. Ten miałem, i jes cze taki 600 coś. Wywal to z posta... Kuba
-
Kurde, Nie chcę zapeszać ale jak nie spadnie jakiś armagedon snieżny to 3 lub 4 może bym wpadł do Zwardonia. @Mitek ten Twój telefon co go mam to jest jeszcze aktualny? K.
-
Jurek ale ona ma jakies szerokie twintipy a nie slalomki 😄 K.
-
Które „loga” , „nazwy” firm narciarskich do Was przemawiają i dlaczego?
KubaR odpowiedział jurek_h → na temat → Dobór NART
Nie wiem jak dla Jurka ale dla mnie problem nie jest w nartach. Problem jest w sposobie prezentacji. Jak pogrzebiesz po stronie Kastla to znajdujesz bez problemu informację, że większość nart jest produkowana w Czechach (Nove Mesto), tam jest RD od nart biegowych ale, że kilka lat temu wrócili do starej fabryki w Austrii i tam produkują narty zawodnicze plus jest RD dla nart zjazdowych. W Dynamicu tej przejrzystości nie ma - z cała strona jest nakierowanie na przekonanie odbiorcy, że to firma która wstała z popiołów. Tam wyżej cytowałem zdanie które sugeruje, że są one nadal wytwarzane w warsztacie niedaleko tras z olimpiady w Grenoble. Inaczej bym się odnosił gdyby było jasno napisane, że zleciliśmy produkcję, że coś tam. Nie wiem ale po prostu poczułem się zrobiony w konia. K. -
Które „loga” , „nazwy” firm narciarskich do Was przemawiają i dlaczego?
KubaR odpowiedział jurek_h → na temat → Dobór NART
Hmm. Przyznam się, że aktualnie Dynamic jako taki to mnie ani ziębi ani grzeje. Kiedyś to był obiekt westchnień..... Ale jak zaczęliście dyskutować to się obecnemu Dynamicowi przyjrzałem. I powiem Ci, że trochę hasło "która jest dumna z historii Dynamic" to jest tak jakby mi żona umarła, ja bym sobie sprowadził rumunkę, kazał jej zmienić imię na Marta, ożenił się z nią i kazał jej mówić, że jest dumna z Marty tłumaczeń. Tu nie ma historii. Jest nowa firma. Być może nawet robi świetne narty (pewnie nawet na pewno) ale to nie jest Dynamic. To jest ktoś kto chce być postrzegany jak Ś.P. Dynamic. Mi się to nie podoba. Zwłaszcza, że jak przeczytamy na stronie (https://dynamic.ski/en/hier-et-aujourdhui/) to wygląda jakby to była ta sama firma: Since 1931, the soul of DYNAMIC has been passion and performance. Combining craftsmanship and innovation, the love of a job well done drove Paul Michal, Jean Berthet and their employees, making them the first true pioneers of technical development in skiing. An ideal combination of advanced craftsmanship and technical daring, the DYNAMIC workshops will produce the most demanding skis of their generation, enabling seasoned enthusiasts to enjoy unprecedented sensations. Located just a few kilometers from the slopes on which DYNAMIC would thrill the Olympic world in 1968, this modest workshop would produce the most innovative, high-performance skis ever made. Technically unbeatable, VR skis are sure to be a hit with the most committed skiers, and will soon be making their mark in top-level competitions and events. From the major technical innovations of modern skiing to the greatest competitions of the 20th century, rediscover the history of an extraordinary brand. To nie jest tylko, lekkie mrugnięcie do klienta, to robienie go w ciula na bezczelnego. Chociażby zdanie "Located just a few kilometers from the slopes on which DYNAMIC would thrill the Olympic world in 1968, this modest workshop would produce the most innovative, high-performance skis ever made." O ile ja dobrze kojarzę to zimowa olimpiada w 1968 roku była w Grenoble, a fabryka gdzie są robione narty blossom jest prawdopodobnie we Włoszech. Piszę prawdopodobnie bo namiary na PENZ SRL (tak się nazywa firma robiąca Blossomy) prowadzą do Włoch (Via al Piano, 38, 23020 Gordona SO, Włochy). Tak z ciekawości to próbowałem zobaczyć jak wygląda siedziba Dynamic, ze strony (https://dynamic.ski/mentions-legales/) wynika, że adres to: 145 Chemin de Rovagny – 74290 Talloires-Montmin – France. Zobaczcie sobie w google maps - okolica piękna, chałupka fajna... Wychodzi, że to po prostu jest jednosoobowa firma której jedynym kapitałem jest odkupiona marka, a całość roboty robi kto inny. Ciekawe tylko czy narty Dynamic się czymkolwiek od owych Blossomów różnią, czy tylko mają inne malowanie/oznakowanie. I być może jak piszesz to jest uznany model biznesowy ale dla prostego chłopa jak ja to po prostu czysty marketing. Jeszcze raz napiszę, nie mam nic do tych nart, może naprawdę są świetne, ale próba wyjechania na nazwie kultowej dla starszych narciarzy po prostu mi nie pasi. Szczerze mówiąc to przed tą dyskusją myślałem, że faktycznie nowy i stary Dynamic ma jakieś związki. A tu tylko 7 literek. Dobra koniec z tym offtopem.... -
Które „loga” , „nazwy” firm narciarskich do Was przemawiają i dlaczego?
KubaR odpowiedział jurek_h → na temat → Dobór NART
A jesteś pewien, że 1976? Po mojemu to chyba raczej pierwsza połowa lat 60. Jestem fanem gościa co je skonstruował Michel Arpin - pamietam numer Ski magazine tzw. Buyers Guide z 1982 roku gdzie była zarysowana jego postać w takim krótkim artykuliku. Było zdjęcie gościa siedzącego z cykliną i podpis w stylu "his one passion was the touch the ski". Takie linki bo Dynamic VR-17, Jean Claude Killy, Michel Arpin to faktycznie kultowe są postacie: https://www.skiinghistory.org/lives/michel-arpin https://www.skiinghistory.org/online-magazine/dynamic-reinvents-slalom-ski Edit: Ha! W internecie jest wszystko 😄 https://books.google.com.jm/books?id=cFpPKIWZpeYC&lpg=PP1&hl=pl&pg=PA38#v=onepage&q&f=true -
Które „loga” , „nazwy” firm narciarskich do Was przemawiają i dlaczego?
KubaR odpowiedział jurek_h → na temat → Dobór NART
Hmm, Temat ciekawy. Ja jakoś nie mam preferencji - generalnie nart nie rozróżniam, tzn. oczywiście widzę/czuję różnicę pomiędzy slalomką a gigantką czy nartą turową lub pozatrasowym snowboardem (który z jakichś powodów kupujemy w dwóch sztukach i przypinamy po jednym do nogi...). Najprawdopodobniej zbyt słabo jeżdżę żeby wyczuć niuanse w jeździe takiej samej kategorii nart. Jeżeli czuję różnicę to myślę, że to ma związek z ich tuningiem itp. Podziwiam tych znawców którzy o każdej z nart potrafią napisać pół strony. Chodź gdzieś w duszy tli się jakaś iskierka podejrzliwości... Swoją drogą to mam takie mastersy Atomic G9 z iconami z regulacją położenia wiązania. Kiedyś próbowałem zobaczyć jak to wpływa na jazdę i fakt, jak się przełożyło wiązanie w skrajne położenie to czuć było, że narta lepiej się trzymie na krawędzi albo szybciej wchodzi w skręt ale po dwóch trzech zjazdach to się zacierało. Więc nadal jeżdżę na ustawieniu środkowym "standardowym". Pewnie by trzeba pojeździć chwilę na bramkach z pomiarem czasu to może by jakieś wnioski wyszły. Wracając do firm/nart to jakoś do firm nie mam jakichś uprzedzeń ale mam pewne skojarzenia: Zakopiańska wytwórnia nart - co prawda miałem tylko Pieniny ale w pamięć wryły mi się Rysy. Nie żebym miał. Gdzieś w początkach liceum szlag trafił moje narty i musiałem na czymś jeździć. Rzeczywistość połowy lat 80-tych była taka, że narty były ultra trudno dostępne, ale lokalny TKKF miał właśnie jedną parę nart Rysy Metal Super. Jeździłem na nich ze dwa tygodnie i wryły mi się w pamięć bo ja miałem wtedy około 175 cm wzrostu i jakieś 65kg wagi a owe Rysy miały 215cm i wagę jakby były kawałkami szyn kolejowych. Ciut dziwnie na nich wyglądałem (jak taka naskalna inskrypcja wikingów...) i generalnie ciężko było.... ale nawet między jakimiś patykami dało się pojechać. Polsport - miałem przeróżne i generalnie jeździły. Kolega miał Epoxy 3260 i były naprawdę ekstra - porównywalne w jeździe do tzw. zachodnich. Po kilku latach posiadania normalnych nart miałęm kilka par Polsportów Tricore używanych jako skiturowych - to była tragedia rozpadały się w oczach, a jedna para była tak zrobiona, że skręt w prawo był prawie niewykonalny. Ale nawet na takich paściach się dało, nawet w zawodach skiturowych były jakieś sukcesy. W początkach XXI wieku kupiłem nawet jedną parę polsportów compact bo potrzebowałem na szybko nart dla mojej baby, a une kosztowały mnie przysłowiową "flaszkę". Stoją w piwnicy bez wiązań, dzuiry są Silvrettach 400. Rossignol - miałem gigantki SM VAS z chyba 1983 roku (kupione lekko używane) - w rzeczywistości roku 1985 było to dla mnie objawienie - narta bardzo miękka wzdłużnie i znakomicie trzymająca na lodzie. Head - też objawienie w 1989 roku za wszystkie oszczędności kupiłem komórki Head CR Racing Radial. Rewelka. Reklamowana jako pierwsza narta gdzie geometrai była fragmentem koła. Do tego Tyrolie "Calgary" w wielokolorowe ciapki. Po latach udało mi się psim swędem odzyskać mój egzemplarz i są w piwnicy. Volkl - kilka par, kiedys słuzbowych, solidny niemiec. Atomic - Beta Race 9.28 gigantki takie nieco już zarażone carvingową rewolucją ale jeszcze 203cm. Asymetryczne. Bardzo mi się dobrze na nich jeździło chodź narta nie znosiła ze ślizgu. Kilku moich kolegów miało z nimi ze względu na ta awersję problemy. Jakieś trzy lata temu zakupiłem z powrotem narty zjazdowe (po ponad 20 latach posiadania tylko sprzętu pozatrasowego) i wybór padł na X9 (jeszcze model z drutem). Celowałem w hybrydę, Atomic dlatego, że stały u kolegi w sklepie i dał dobrą cenę bo nikt nie chciał tak długich kupić (182 albo 183). Jestem zachwycony do tej pory i jakoś mi się Atomic teraz zrobił taką moją główną firmą.... G3 - kanadyjska firma robiąca głównie narty pozatrasowe. Dwie narty mi się naprawdę wbiły w głowę. Pierwsze to takie przewodnickie allroundy (89 pod butem) Spitfire - chyba ich ostatnie narty turowe zrobione w "staromodnie". Ciężkie ale pancerne. Jeździło się super - tzn tak jak w narcie typu "przewodnickiego" bez fajrwerków ale zawsze stabilnie i raczej łatwo. Drugie to El Hombre narta freeride bez żadnych rockerów, reverse-camberów itp. 105 pod butem cieżka ale w terenie jedziło się jak transprterem opancerzonym typu SKOT po krzakach - skręcałeś kierownicę i jechałeś... Tua - włoska firma robiąca narty do teleranku, biegowe i skiturowe. Nie miałem ale po wypróbowaniu kiedyś na jakiejś wyprawie w alpach chciałem mieć, zanim na nie zarobiłem firma upadła. Podobnie też chciałem wtedy mieć Dynastary altiplume czy Traby (też ultralekkie) ale zadziałało. Inne firmy jakoś mi nie zapadły w pamięć. Nie wiem dlaczego bardzo mi nie pasowały Kneissle i Kastle- jakaś taka fobia.... Kuba P.S. Chyba Jurek H tu opowiadał o specjalnej szacie. Mój dużo starszy kolega w okolicach końca stanu wojennego jak przeszlifował górę któregoś modelu Polsportów, pomalował na jednolicie biały kolor, zrobiłszablon i na tyłach zrobił zielony napis Pershing. W owym czasie w prawie każdym dzienniku telewizyjnym było coś o złym Reganie oraz rakietach Cruise oraz Pershing więc chłop na stoku robił furorę. Na "prawdziwe amerykańskie narty" i umiejętność perswazji niejedną letniczkę (zimowniczkę?) wyrwał...
