Skocz do zawartości

zenonzenon15

Members
  • Liczba zawartości

    35
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez zenonzenon15

  1. Mitku, Bardzo fajne ćwiczenie proponujesz.....pod warunkiem, że masz zaufanego kolegę co Ci świni nie podłoży (czytaj: w las nie pokieruje) Użytkownik zenonzenon15 edytował ten post 27 marzec 2009 - 11:19
  2. zenonzenon15

    James Bond a Narty

    Wiadomym jest, że sprzęt Bonda zawsze wyprzedzał epokę. w konsekwencji Bond jeździł wyłącznie na nartach mocno taliowanych (carvingowych) :D:D. A tak na serio: Nigdy za Bondem szczególnie nie przepadałem i filmy z nim oglądałem praktycznie dla takich scen jak wyżej załączone. BAJKA. Super, że teraz mamy tu kompilację Pozdrawiam
  3. Zmian programów o której powyżej piszesz natąpiła na poczatku lat 2000 wprowadzono udziwniony łuk płuzny prowadzony na krawędzi, starano sie na siłę gdzie sie tylko dało wyeliminowac ześlizg, zgodnie z tezą, która jak widzę popierasz, że krawędź jak najwcześniej i co? Jak jadę skrętem karvingowym (ciętym) to prawda, że wyznaję zasadę „że krawędź jak najwcześniej”, i najlepiej bez ześlizgu. Co w tym złego? Nigdy nie twierdziłem natomiast, że techniki ześlizgowe powinny zostać „wyeliminowane”. W mojej skromnej ocenie obie techniki są równie ważne. I powinno się obie znać i rozumieć. Ale to że poznam obie techniki nie znaczy, że jadąc skręt cięty muszę koniecznie w ostatniej fazie szukać ześlizgu bo koniecznie i zawsze trzeba stosować obie techniki. Jak jadę ciętym to przynajmniej staram się by faktycznie był cięty, jak jadę ześlizgiem to jadę ześlizgiem. Czasem fragment trasy jadę takim skrętem, a później przerzucam się na inny rodzaj. Jednakże staram się to robić świadomie. Daleko mi do perfekcji, ale staram się mieć pełną świadomość tego co robię, bo to tez pozwala mi korygować błędy, które jeszcze (mniej lub więcej) popełniam. zgodnie z tezą, która jak widzę popierasz, że krawędź jak najwcześniej i co? I jest skręt cięty . Coś co na moich nartach nietaliowanych nigdy bym nie osiągnął. Mam satysfakcje, że trafiłem z Ta przerwą - dokładnie tak myslałem. Miałeś przerwę i wróciłes w nieco innej rzeczywiśtości. Nie miałeś może okazji zobaczyc jak ona sie tworzyła - wszystkich etapów przejściowych. Obserwuj dokładnie zobaczysz jak za pare lat (może 5 max 10)nikt juz nie będzie pamietał o carvingowej rewolucji tak jak mało kto pamieta Kompakty i ideologów nauki jazdy na krótkiej narcie z dawnych czasów. Pozdrawiam serdecznie i dzieki Nie było mnie tylko trzy lata . Ale tylko na stoku (tak mi się niestety życie ułożyło). Ale w górach bywałem, na stoczki z tęsknotą patrzyłem i sobie obserwowałem. Ponadto przez ten okres (jak wyposzczony kochanek ) sporo czytałem, oglądałem itd. Jak nigdy wcześniej. Dlatego mam nadzieję, że nie był to do końca czas stracony. Więc z tym oderwaniem od rzeczywistości, przegapieniem etapów przejściowych to chyba nie do końca prawda. Przerwa była (w tym czasie byłem np. obecny na forum, ale się nie wypowiadałem, bo wyznaje zasadę, nie praktykujesz, nie głosuj), ale się skończyła, dwa sezony temu. Swoje opinie, odczucia piszę z punktu widzenia obserwacji „na stoku” mając gdzieś z tyłu głowy swoje wcześniejsze doświadczenia. Dlatego ja będę dla swoich potrzeb rozróżniał skręt karvingowy (cięty), i techniki ześlizgowe. Dla mnie sposób dojścia do nich jest trochę inny i wymaga innych ćwiczeń. Takie są moje spostrzeżenia i odczucia. Nikt nie musi tego zdania podzielać. Oczywiście Zenon bo to jest wymian poglądów a nie wojna gangów Pewnie, że tak. Dla mnie forum (każdego rodzaju) to miejsce gdzie jeden Pan mówi np. najsmaczniejszy banan, to taki jeszcze lekko zielony. Drugi Pan twierdzi, że raczej lepszy jest już taki dojrzały, intensywnie żółty. Mądry forumowicz (czytający) spróbuje albo zielonego, albo żółtego albo jeszcze lepiej obu, a następnie wyrobi sobie własne (subiektywne) zdanie. Mniej mądry forumowicz natomiast ………. zje byle jakiego banana i jeszcze zapomni obrać ze skórki. Pozdrawiam PS. Sorki, że tak przydługo. Obiecuje, ze już w tym wątku nic nie napiszę, bo chyba wszystkich zanudziłem
  4. Pozwolisz Mitku, że każdy zostanie przy swoim. Jeśli dostrzegając różnicę pomiędzy stylem klasycznym a carvingiem, głoszę herezję to taki mój biedny los . Widać percepcja mych oczu jest słabiutka Wybacz, że cytuje Kuchlera. Jego doskonałych umiejętnościach marketingowych nie analizowałem, ale dla mnie najważniejsze jest, że wiele kwestii dotyczących narciarstwa potrafi przekazać w sposób bardzo przystępny. Myślę, że to nic złego. Narciarz poczatkujący, który bez etapu ewolucji katowych i równoległych slizowych uczy się od poczatku skrętu cietego i tak będzie musiał do tych ewoluchji wrócić bo to nie inny styl tylko elementy techniki narciarskiej bez których się po prostu obyc nie da. A czy ja twierdzę inaczej? Nie. Wręcz mam wrażenie, że czytasz w moich myślach. Dodam, że w mojej ocenie każdy powinien zacząć od pługu i skrętów płużnych, by dojeżdżając do wyciągu (kolejki ludzi przy nim) nie uszkodził siebie i innych użytkowników stoku. Później poleciłbym skręt carvingowy, a następnie zachęcił do trenowania techniki klasycznej. Ale to tylko moja sugestia, a każdy zrobi jak zechce. Czy style się mieszają. Tak. Czytając uważnie mój post zauważysz, że piszę, iż „w mojej ocenie „kompletny” narciarz nie powinien zamykać się w jednym stylu, ale posmakować każdego - a jak posmakuje to często zacznie je mieszać. Istotne jest tylko by robił to świadomie, tak jak czynią to Ci narciarze: YouTube - SKIING IN DOLOMITISUPERSKI Twoje spojrzenie jest okrojone, subiektywne i odnosze wrażenie jakbys miał przerwe paruletnią w styczności z narciarstwem. Pozwolisz, że się sympatycznie uśmiechnę Jak gdzieś natrafisz na moje posty (może nie być łatwo, bo nie jest ich zbyt dużo), to stwierdzisz, ze faktycznie przerwa była, ale zakończyła się dwa lata temu z czego się niezmiernie cieszę. Teraz pozostało mi tylko nadrabiać stracone trzy sezony. Mam nadzieję, że kiedyś uda się spotkać na stoku i sobie sympatycznie (piszę bez ironii) pogadać, a jeszcze lepiej pośmigać. Pozdrawiam.
  5. Przeczytałem uważnie całą dyskusję. Niniejszy wątek serdecznie polecam wszystkim forumowiczom. Naprawdę wart lektury. Zwłaszcza może być przydatny dla początkujących narciarzy, którzy poszukują wskazówek jak jeździć różnymi stylami. Oczywiście sama lektura tego wątku nie rozwieje wszystkich wątpliwości, ale będzie bardzo przydatna w dalszych zmaganiach nad doskonaleniem techniki. Jeśli ktoś nie ma wytrwałości by przebić się przez całe 10 stron wątku, to ja osobiście polecam poniższe posty: post nr 35 (strona 2); post nr 36 (strona 2); post nr 49 (strona 3); post nr 62 (strona 4); post nr 69 (strona 4); post nr 77 (strona 4); post nr 93 (strona 5); post nr 97 (strona 5); post nr 104 (strona 6); post nr 105 (strona 6); post nr 109 (strona 6); post nr 111 (strona 6); post nr 123 (strona 7); post nr 134 (strona 7); post nr 136 (strona 7); post nr 152 (strona 8); post nr 153 (strona 8); post nr 186 (strona 10) A teraz ……. Trochę herezji, jak to napisał Mitek Albo źle zrozumiałem wypowiedź Mitka, albo jestem heretykiem, gdyż ja przeciwstawiam (rozróżniam) styl klasyczny (kontrrotacja, jazda ześlizgiem) i styl carvingowy (jazda na krawędzi od momentu inicjacji skrętu do jego zakończenia). YouTube - Silver Star's Norman Kreutz's Ski Tip (1:05 – 1:15) YouTube - Skiing: All Mountain Tactics - Carving tip YouTube - Guay GS Mitek, Twój post początkujący narciarz może zrozumieć, że de facto te techniki niewiele się różnią. Ja się z tym nie zgadzam. Fakt, że skrętem ciętym jeżdżono już 20 lat temu nie zmienia faktu, że „klasyk” i „carving” się różnią. Zasadnicza kwestia tkwi w drodze, jaką się przebywało by dojść do tego skrętu ciętego. W stylu klasycznym skręt cięty był „najwyższym stopniem wtajemniczenia” – dla większości narciarzy nieosiągalnym. W carvingu praktycznie zaczynamy od skrętu ciętego (karvingowego, na krawędzi), a jest to możliwe dzięki nartom taliowanym. Dlaczego nie mówić o różnych stylach w narciarstwie? Tutaj, podobnie jak w pływaniu są różne style i każdy ma swoją „wartość”. Oczywiście w mojej ocenie „kompletny” narciarz nie powinien zamykać się w jednym stylu, ale posmakować każdego - a jak posmakuje to często zacznie je mieszać. (Choć jeśli ktoś decyduje się tylko na jeden styl i osiąga poziom perfekcji, tj. jeździ nim w każdych warunkach „stylowo” to czy jest gorszy? Oczywiście nie). Dlaczego jednak nie wyróżniać stylu w którym właśnie jadę? Co więcej, nie tylko można rozróżnić styl klasyczny i carvingowy, ale i w carvingu można wymienić podgrupy: racecarving, snowcarving, funcarving (kto czytał książke W. Kuchlera „Carving. Kurs jazdy dla początkujących i zmieniających technikę jazdy”, wie co mam dokładnie na myśli). Nie widzę nic złego w tym by dokonywać takich rozróżnień. Należy jedynie pamiętać, że każdy styl ma swój urok, i warto ten urok poznać Mitku, czy w technice jazdy zmieniło się niewiele??? W carvingu mamy brak kontrrotacji, tułów podąża za skrętem (nie mówię o śmigu karvingowym), czy to zmiana niewielka? Myślę, że to zmiana diametralna. Oczywiście dla osób, które na „klasykach” (narty nietaliowane) potrafiły jeździć skrętem ciętym, to carving może nie miał w sobie nic nowego (choć i tu były jednak subtelne różnice – ślad ten sam, ale niuanse w ułożeniu tułowia, mniejszy stopień pochylenia do środka skrętu). Jednak dla większości z nas (zaczynających od stylu klasycznego, ale którzy nie dotarli do umiejętności jazdy czystym skrętem ciętym na zasłużonych „klasykach”) carving to był nowy styl wymagający innej techniki. Dlatego dla mnie carving nie był ewolucją a rewolucją. I widać to w górach. Piętnaście lat temu wypatrzeć na polskim stoku narciarza wycinającego czysty skręt na krawędzi, wychylonego do środka skrętu ponad 30 stopni to byłby cud. Dziś już można sobie takich delikwentów wyhaczyć i się delektować ich widokiem. Ba ….. 30 stopni. Niektórzy się wręcz tarzają w śniegu Carving i narty karvingowe dały nowe możliwości i zachęciły młodych ludzi do „powrotu” do dwóch desek. Znam osobiście kilku delikwentów, którzy wyśmiewali się z naszych „sztachetek od płota” i głosili wyższość „parapetu”, a po wejściu na rynek nart taliowanych, wrócili skruszeni na matczyne łono narciarstwa . I to jest w carvingu piękne. Nowe możliwości, wolność, swoboda itd. Ale to nie znaczy, że osobiście zapominam o „klasyku”. Wręcz przeciwnie. Nadal staram się go udoskonalać, a jak wjeżdżam w zasięg muld i innych przeszkód terenowych, to klasyk nie pozwala mi o sobie zapomnieć . W takich warunkach, tylko tak potrafię zjechać „stylowo” (czyli czuć się pewnie i swobodnie). Wówczas klasyk daje mi tę bezcenną swobodę i radość jazdy. pozdrawiam Użytkownik zenonzenon15 edytował ten post 19 luty 2009 - 05:32
  6. Serdzeczne dzięki za wyczerpującą odpowiedź . z tym instruktorem, to chyba będzie trzeba jakiegoś zgarnąć po drodze, który działa non profit, a jakby się opierał to użyć silniejszych argumentów Są chętni? Jeszcze raz serdeczne dzięki za odpowiedź.
  7. 1) Czy wyjazd narciarski do Hochkar na przełomie marca i kwietnia ma sens? Czy w tym okresie da się tam jeszcze rozsądnie jeździć na nartkach? 2) ile ośrodek narciarksi ma łącznie kilometrów tras? Czy ww. okresie jest szansa, że wszystkie trasy będą otwarte? Ewentualnie na ile tras (w kilometrach) można w 100% liczyć? 3) Czy pierwszy w życiu wyjazd w Alpy (na 7-8 dni) i to właśnie do Hochkar to dobry wybór? 4) Czy w tym terminie forumowicze planują jakiś wypad w tamtym kierunku? 5) jak tam wygląda kwestia wynajecia instruktora narciarstwa (mówiącego poprawną polszczyzną ). Czy jest to realne? Użytkownik zenonzenon15 edytował ten post 13 luty 2009 - 14:26
  8. W przypadku Łodzi (pokrywa 0 cm) to chyba faktycznie błąd danych bo ja wyglądam przez okno i jest biało ok. 5cm. Ale dziś byłem w lesie łagiwenickim i tam jest jeszcze troszkę więcej pozdrawiam
  9. Byłem w Zakopcu na piątkowym konkursie pucharu świata w skokach (16 stycznia). Przyjechałem tu dzień wcześniej, wieczorem (ok. 20). Wjeżdżając do Zakopca, z drogi rzucił mi się w oczy właśnie wyciąg na Harendzie. Nie mogłem się oprzeć pokusie by choćby tylko podjechać i rozeznać się co i jak . Nigdy nie jeździłem na nartach w Zakopcu, bo wiecznie słyszałem o tabunach ludzi, snobach itp. A tu podjeżdżam i miłe zaskoczenie . Ludzi prawie brak. Trasa wyglądała na „niezjechaną” co sugerowało, ze w ciągu dnia też nie było zbyt wielu narciarzy. Od razu widać, że ośrodek jest „nowiutki”. Robi miłe wrażenie. Samochodem można podjechać prawie pod sam wyciąg. Trasa z dołu wygląda na „czarną”, ale jest bardzo szeroka. Naprawdę wygląda kusząco. Patrząc od dołu, po prawej stronie trasy jest krzesło, po lewej 2 lub 3 krótsze wyciągi orczykowe (tu zdecydowanie mniejsze nachylenie). Na dole jest karczma i co najmniej trzy wypożyczalnie nart. Zaglądałem przez szybę i bez wątpienia jest co popróbować, a co ważne nartki są raczej nowe (z zeszłego i obecnego sezonu). W tym względzie jest lepiej niż np. w Białce w wypożyczalniach przy Kotelnicy, gdzie o w miarę nowe narty (chodzi o rok produkcji) nie jest łatwo. Patrzyłem na ceny karnetów, ale teraz już nie potrafię odtworzyć z pamięci. Wydaje mi się, że ceny raczej zbliżone do cen np. Białce (Kotelnica), Jurgowie. Ewentualnie trochę drożej. Faktycznie w tym roku na Harendzie odbędzie się Puchar Europy w slalomie Kobiet. O ile pamiętam będzie to 18 lutego. Ja po piątkowym konkursie musiałem już wracać do domu, ale poleciłem ten stok znajomym, którzy zostawali w Zakopcu do niedzieli. W sobotę jeździli na Nosalu, a w niedzielę podjechali na Harendę. Bardzo im się tam spodobało, szczególnie nachylenie trasy, jej szerokość i przygotowanie, oraz ilość osób. Na Nosalu był zdecydowanie więcej osób, trasa zrobiła się szybko oblodzona i z muldami (szczególnie na górze). Po czterech godzinach mieli serdecznie dosyć. Na Harendzie śmigali prawie cały dzień i zdecydowanie bardziej im się podobało. Na pewno znacznie też miała pogoda, która w niedzielę była wręcz wymarzona (lekki mrozik i super słońce). Podsumowując, ośrodek wart odwiedzenia, choćby na kilka godzin. Jeśli będę kiedyś z nartami w okolicach Zakopca, chętnie tu podjadę.
  10. Witam, Też miałem okazję tu jeździć jeden dzień, i to całkiem niedawno (drugi tydzień stycznia 2009 r.), więc podzielę się z wami moimi wrażeniami. Zacznę może od linku strony, która się wam przyda, jeśli tam planujecie podjechać. Szkoda, że ja przed wybraniem się do Bachledowej nie odwiedziłem tej stronki ….. byłoby łatwiej i może bardziej bym docenił ośrodek. Zaznaczam, że ja pojechałem do ośrodka trochę w ciemno, nie zbierając wcześniej informacji o nim. Nie miałem też przyjemności zapoznać się z mapką wyciągów i tras. Więc wszystko poznawałem na miejscu na tak zwany „żywioł”. Tym bardziej, że miałem tylko karnet na 4 godzinki, i duży głód nart http://www.holidayin...d=842&mapid=762 No to do dzieła: Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Są bowiem trasy niebieskie, czerwone i czarne (szczególnie do gustu przypadła mi tras nr 3 - czarna). W ośrodku jest możliwość jazdy wieczornej (przy czym oświetlona jest chyba tylko tras nr 10 (niebieska) – nachylenie zbliżone do Kotelnicy. Nie jestem jednak pewien czy jazda wieczorna jest możliwa codziennie, czy też tylko w określone dni. Przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego oraz na końcu trasy nr 10 są bufety (nie korzystałem i nie zaglądałem do nich, więc nie potrafię nic więcej powiedzieć w tym temacie). Ludzi nie było zbyt dużo (brak kolejek), choć na stoku nie brakowało narciarzy – za wyjątkiem trasy czarnej, gdzie można było poszusować w samotności . Ale przypominam, że jeździłem w okresie przedferyjnym w środku tygodnia. Ceny- w moim odczuciu wygórowane, jak na standard ośrodka. Za karnet 4 godzinny zapłaciłem 16,60 euro = 64 zł. Przy parkingu są do wyboru cztery wyciągi: - talerzyk (wyciąg „F”) - trasa nr 10, niebieska ok. 800 m; - talerzyk (wyciąg „G”) - niby trasa 11, ale to jest de facto trasa 10, tylko jej krótszy fragment – jak mało ludzi to ten wyciąg nie chodzi. - krzesło (wyciąg „A”) - troszkę starawe, trzyosobowe, niezbyt szybkie – zwłaszcza dla wyższych narciarzy (ja mam blisko 200 cm) jest średnio wygodne, gdyż podpórka pod narty jest zbyt krótka (więc nóżki dyndają swobodnie w dół). Niżsi narciarze tego problemu nie będą mieli. - talerzyk (wyciąg „D”) po lewej stronie krzesełka - trasa nr 9 niebieska, to jest de facto ostatni fragment trasy nr 1, długość ok. 350 m. Teraz uwaga do trasy nr 1 – wzdłuż krzesełka. Jest to trasa widokowa, myślę, że ok. 1700 m. Połowa to przepłaszczenia, mniej wprawni będą musieli się odpychać. Jedynie w połowie trasy, i pod jej koniec jest sympatyczne „niebieskie” nachylenie. Gdy ładna pogoda, to super widoczki w trakcie jazdy, ale i tak, po dwóch zjazdach człowiek chce czegoś innego. Jest też trasa nr 2, ale przy górnej stacji krzesełka nie ma oznakowania jak do niej odbić!!! Jak już ustaliłem, to się zdrzaźniłem :mad:, bo się okazało, że tego dnia jest NIEPRZEJEZDNA!!! Nie wiem jak to wygląda w innych terminach. A gdzie te trasy czarne i czerwone? Najpierw się trzeba wciągnąć krzesełkiem. No i tu minus. Gdyby człowiek wcześniej nie wiedział, że gdzieś tu muszą być jeszcze inne wyciągi (ja wiedziałem o tyle, że przy parkingu była taka sobie mapka), to by się cholercia nigdy nie domyślił. Brak jest bowiem JAKIEGOKOLWIEK OZNAKOWANIA gdzie się kierować, żadnych tabliczek itp. (na mapce wygląda, że to wszystko jest obok siebie, w zasięgu wzroku – zapewniam, ze w rzeczywistości trzeba troszkę podjodełkować nartkami, potem trochę poodpychać, aż w końcu się trafi do górnej „stacji” wyciągu „B” – talerzyk. No i tu nagroda bo trasa nr 3 (czarna) jest SUUUPER. Mi bardzo przypadła do gustu!!! (Możliwe, że w innych terminach, ta marszruta może być krótsza, gdyż po prawej stronie są prześwity leśne, którymi można przemknąć na trasę nr 3 bez konieczności dochodzenia do samego wyciągu. Jednak w dniu, w którym ja byłem, te prześwity były nieprzejezdne (w tym sezonie nie widziały ratraka, ani nic w tym klimacie). Zamiast jechać trasą nr 3 można też jechać trasą nr 4 (oczywiście jak się ktoś połapie, którędy ona dokładnie idzie. W pierwszej chwili nie jest to takie oczywiste (bo brak oznakowania ). W dniu w którym ja jeździłem trasa 4 to był jakiś KOSZMAR, szczególnie dolna partia!!! Na innych trasach full śniegu, a tu KAMORY, prześwity trawy, i inne cuda. Brak jakiegokolwiek ostrzeżenia. Ta trasa powinna być tego dnia zamknięta!!! Ponieważ mam nowe narty, więc zdecydowałem się wypiąć i zejść, ale i tak troszkę późno, bo zaliczyłem pierwsze rysy . Na mapce ośrodka widać też, że od krzesełka jest też trasa niebieska nr 4. Faktycznie jest, ale trzeba jej oczywiście szukać intuicyjnie. Jak dojedziecie do krzyża to odbijać w lewo. Jak jesteście to na dole trasy nr 3, to na mapce jest, że nieopodal powinien być krótki wyciąg „E” z niebieskimi trasami nr 7 i 8. Ja tam już się nie kierowałem, bo też dokładnie nie wiedziałem jak tam przeleźć No i moje największe rozczarowanie. Okazuje się, że jest jeszcze jeden wyciąg „C” z trasami nr 5 (czarna) i 6 (czerwona). Dopiero teraz studiując mapkę ośrodka go wyhaczyłem. Na usprawiedliwienie dodam, że na mapce przy wyciągu nr B był co prawda wskazany faktycznie jakiś wyciąg, ale z naklejką, że dopiero w planach. Możliwe, że to mnie zmyliło. Nie muszę jednak dodawać, że oznakowania jak się kierować do wyciągu „C” nie uraczyłem. Teraz się zastanawiam, czy to ja byłem jakiś ślepy, czy może na złość tego dnia obsługa pochowała takowe oznakowanie????Ale ja mam świadka, moja żona też nic nie widziała . Teraz studiując mapkę mniemam, żeby dostać się do wyciągu „C” trzeba się kierować trasą nr 4 od krzesełka i przy krzyżu nie odbijać w lewo, tylko jechać jeszcze prosto. Mam nadzieję, że moje wypociny komuś się przydadzą. Podsumowując, Bachledowa to miejsce warte odwiedzenia na jeden, dwa dni. Zalety: - łatwy dojazd; - trasy dla początkujących i zaawansowanych; - trasa widokowa z ładnym widokiem :cool:; - trasy za wyjątkiem nr 4, 2 (które były tego dnia nieprzejezdne) były super przygotowane; Minusy: - trochę za wysokie ceny; - kiepskie oznakowanie tras; - brak informacji przy kasie, które trasy są danego dnia dostępne (ja przynajmniej nie zauważyłem); - trasa nr 4 pomimo KATASTROFALNYCH warunków nie była zamknięta, nie było też ostrzeżenia, o złych warunkach na tej trasie; - delikatny powiew mininej epoki; Dlatego moja końcowa ocena od 1 do 5: to 3+. Ale jeśli będzie to tylko możliwe, to na pewno tam wrócę, dla trasy nr 3. Muszę też znaleźć wyciąg C Użytkownik zenonzenon15 edytował ten post 27 styczeń 2009 - 15:54
  11. zenonzenon15

    Jurgów-Ski

    Twoje zdjęcia muszę pokazać bratu. My w Jurgowie śmigaliśmy w drugim tygodniu stycznia przez dwa dni. Pierwszego dnia była super pogoda i piękne widoki. Drugiego dnia dojechał mój brat, a to zawsze oznacza gorszą pogodę. Takie jego szczęście . Cały dzień była maksymalna mgła i piękne widoczki można było sobie tylko wyobrazić . Teraz kilka słów o ośrodku: W porównaniu z zeszłym rokiem nie ma zbyt wiele zmian: - ośrodek dalej mi się podoba ; - otworzono nową trasę – trasa nr 3 (czerwona); - jest zdecydowanie więcej ludzi, ale jeszcze w normie; - karnety o 5 zł tańsze niż w Białce . Ta informacja o połączeniu jednym karnetem Białkę, Czarną Górę i Jurgów to była chyba tylko plotka. W tym roku nic takiego nie ma miejsca. Użytkownik zenonzenon15 edytował ten post 27 styczeń 2009 - 12:41
  12. Tak sobie poczytałem ten wątek, choć od pewnego momentu troszkę przeskakiwałem .I tak sobie pomyślałem, że może spróbuję dodać coś od siebie w ramach pewnego podsumowania. Slalomka czy giganta dla rekreacyjnego narciarza? hmm….dla „wożącego się” narciarza ani to, ani tamto. Myślę, że allround to to czego szuka i będzie dobrze, niezależnie czy chce klasykiem, czy carvingiem, czy czymś innym (no chyba, że pragnie tylko pługiem, to lepiej szukać starych nietaliowanych klasyków).Jednak co z rekreacyjnym narciarzem z ambicjami? Ja rozumiem przez takiego narciarza, (1) osobę chcącą podnosić umiejętności, ale bez aspiracji zawodniczych, (2) dla którego narty to przyjemność więc nie chce się nadmiernie katować na stoku, ale też „zwożenie się” jest dla niego nie do przyjęcia. Czy takiemu polecić slalomkę czy gigantkę? hmm…tu nie ma jednej właściwej odpowiedzi!!! W mojej ocenie to głównie zależy od tego jaki styl dany narciarz preferuje: klasyk czy carving (Mitek mnie zaraz zjedzie za robienie podziału , ale właśnie to kryterium jest punktem wyjścia do dalszej analizy).Dla klasyka (którego carving zupełnie nie interesuje):Lepsze będą gigantki (pod warunkiem, że nie topowe) od slalomek, choć nie wiem czy jeszcze lepsze nie byłyby narty z grupy allmountain czy cross;Dla carvingowca (którego interesuje tylko carving, nic z klasyki):To zależy, jaki skręt lubi. Jeśli krótki to oczywistym jest, że slalomki; jeśli jednak woli szybszą jazdę dłuższym skrętem, to gigantki (ewentualnie crossy).A dla „mieszanki wybuchowej”, tj. narciarza który lubi i klasyk i carving? (takim narciarzem jestem ja - z przechyłem na carving):Tu zaczynają się schody…i tu znów pytanie czego będzie więcej: klasyku, czy carvingu, szybkiej jazdy długim skrętem, czy więcej krótkich skrętów?Jeśli, ktoś głównie nastawia się jednak na klasyk, to cross, allmountain, lub gigantka (podobnie gdy, chce carving, ale głównie długi skręt i dużą prędkość z poczuciem pewności).Jeśli jednak głównie ktoś chce jeździć krótkim skrętem carvingowym (albo fun) to wybór chyba jest jeden – slalomka.I na zakończenie:1) problem polskich narciarzy, ze nie stać ich na zakup kilku (co najmniej dwóch) modeli nart z różnej grupy, dlatego trzeba prowadzić „debaty” co bardziej uniwersalne. A tak by sobie kupił takie i takie, i w zależności od nastroju dokonał wyboru tuż przed pójściem na stok 2) jest na to sposób – kupić sobie nartę wyspecjalizowaną (tj. taką którą najbardziej odpowiada upodobaniom narciarza) a dla urozmaicenia, podczas każdego wypadu narciarskiego wypożyczyć sobie narty z innej grupy, by podnosić swoje umiejętności i poszerzać wachlarz doznań estetycznych Ponadto:Dobry narciarz pojedzie na każdej narcie, nieważne czy slalomka, czy gigantką, krótsza czy dłuższa narta, czy ma jechać śmigiem czy skrętem carvingowym. Jednakże jego umiejętności „pozwolą” mu dostrzegać (odczuwać) różnice w charakterystyce tych nart w zależności od typu narty, jej długości, i od stylu jakim w danym momencie jedzie.W mojej ocenie, bardzo cenne i wskazane jest jeżdżenie na nartach różnych typów, nawet jeśli mamy bardzo wyraźnie zdefiniowane upodobania. Ja głównie jeżdżę na slalomach, bo mi po prostu leżą, ale np. miałem w tym sezonie okazję pojeździć też na dwóch nartach o charakterystyce gigantowej. Pierwsze zjazdy szły troszkę „topornie”. Dopiero jak pojechałem nimi na większej prędkości poczułem prawdziwe piękno, i charakter tych nart. Super sprawa i fajne urozmaicenie, a co najważniejsze bardzo cenne doświadczenie. Gigantki pozwoliły mi dostrzec i skorygować błąd, który popełniałem, a którego nie byłem świadom. Chodzi mi o dociążanie nart w jeździe carvingowej. Z klasyka został mi nawyk dociążania bardziej dolnej narty. Przy slalomach nie wyczuwałem tego tak bardzo, ale przy gigantach dopiero równomierne dociążanie nart dawało idealną stabilność. Gdy się przesiadłem następnego dnia na slalomkę a w „pamięci ruchowej” był już nieźle ugruntowane równomierne dociążanie obu nart, poczułem, że zrobiłem kolejny krok do przodu.. Jeździło mi się wyśmienicie. Poczułem kolejny progres. Morał taki: trzeba próbować wszystkiego, różnych technik jazdy i różnych typów nart. A każde kolejne doświadczenie zbliża nas do perfekcji, nawet jeśli jesteśmy narciarzem rekreacyjnym
  13. zenonzenon15

    Trasy Rowerowe

    Jura to przepiękny region, i bardzo gorąco polecam rowerzystom. Jest mniej wymagajacy niż tereny górzyste (mniej ekstremalnych podjazdów), ale bez wątpienia jest gdzie się zmęczyć - gdyż to wyżyna. Każdy znajdzie coś dla siebie . Ja najlepiej kojarzę część północną Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Do 16-roku życia, w każde wakacje jeździłem do rodziny w okolice Złotego Potoku (ok. 25 km od Częstochowy, 10 km od Olsztyna k/Częstochowy). Przepiękne okolice, cudowne lasy (dobre tereny dla grzybiarzy), dobrze oznakowane szlaki turystyczne (piesze i rowerowe), wapienne skałki, w okolicach ruiny zamków, źródła itd. (nie wspominajac o samym kompleksie pałacowym w Złotym Potoku nad Irydionem - szczególnie urokliwie jest przy wschodzie i zachodzie słońca ). Myśle, że kto pojedzie w te rejony to nie będzie żałował. Jest wiele ciekawych publikacji poświęconych Jurze, więc nikt nie będzie miał problemu, by nabyc jakieś wartościowe przewodniki. Wystarczy pójść do szanującej się księgarni, i na pewno sie coś znajdzie. Gorąco polecam:) Polecam.
  14. Dzięki za sprostowanie, byłem tam tylko raz dlatego moze nie wszystko przyuważyłem tak jak potrzeba. Acz z tym twierdzeniem, że łańcuchy wogóle nie są potrzebne to bym "delikatnie" polemizował. Moi znajomi kiedyś byli w Plesie (ok. 3 lata temu) i wspominali, że gdyby nie łańcuchy to by musieli zawracać. Dlatego majac w pamięci tę historię i wpsominając końcowy fragment dojazdu do Plesa uznałem, ze warto wspomnieć o tych łańcuchach na wszelki wypadek, jeśli ktoś sie chce tam wybierać zimą pozdr Odnośnie parkingów, to faktycznie przy stacji stało sporo samochodów i zastanawiałem się czy wolno tam sobie podjechać i oszczedzić "spacerku", bo nas od razu skierowano na parking "podziemny" na dole. Do wyciągów podjechaliśmy taksówką. Tksiarz wziął w przeliczeniu na polskie 8 zł za dwie osoby Ten sam taksiarz powiedział, że nie ma możliwości jazdy wieczornej w ośrodku. Może miał na myśli dzień w którym my byliśmy, a ja go źle zrozumiałem
  15. Jeździłem w marcu 2008 r. Bardzo fajny ośrodek, Górna stacja położona jest na wysokości ok. 1800 m, co sprawia że warunki do jeźdzenia sa jeszcze do kwietnia. - dojazd nieskomplkowany, ale zimą bez łańcuchów się nie obejdzie. Na dole są darmowe parkingi. Od parkingu do wyciągów, albo piechotką pod góre ok. 15 min., albo busem lub taksówką. - wyciąg krzesełkowy [stary ale jary ], plus dwa orczyki, przy czym górny orczyk w marcu nie działał, a szkoda, bo bym wyłącznie na nim jeździł - głowna trasa: ze szczytu na sam dół, do wyciagu krzesełkowego. Jest to trasa teoretycznie czerwona. Góra rewelacyjna, szeroka z pięknym widokiem na Słowację i otaczajace Tatry. W 1/2 długości zwęża się i wjeżdzamy "w las". Gdy jest dużo narciarzy to robi się tu tłoczno i muldziaście. Dlatego ośrodek nie polecam początkujacym. - przy dolnej stacji krzesełka, z lewej strony znajduje się krótki orczyk. Trasa krótka ale z fajnym nachyleniem (trasa czerwona). - nie ma w tym ośrodku możliwości jazdy wieczornej (jazda możliwa do godz. 16.00). - niestety jest to popularny ośrodek, dlatego często jest tam sporo narciarzy, szczególnie w weekendy. - słaba baza gastronomiczna, - ceny karnetów porównywalne z polskimi, - fajnie przygotowany "torowiska" dla narciarzy biegowych. Ostateczna ocena: 4 (w skali 1-5).
  16. zenonzenon15

    Jurgów-Ski

    Jeździłem w tym roku w marcu. Ośrodek nowiutki, widać ze nie wszystko jest jeszcze do końca przygotowane, szczególnie baza żywieniowa i parking, ale ośrodek wart polecenia. - znajduje się w pobliżu Białki (ok. 10 min). - trasy o większym nachyleniu niż w Kotelnicy, więc coś dla bardziej wymagających (2 trasy). - w ośrodku znajduje się talerzyk i krzesełko, wyciągi nowiutkie, chyba identyczne jak na Kotelnicy. - ceny identyczne jak na Kotelnicy. - trasy codziennie ratrakowane, a ludzi malutko, więc można było mieć cały stok dla siebie . W tym samym czasie w Białce było stania na około 20 min. - cudowny widok na Tatry. Słyszałem, że podobno Jurgów i Czarna Góra (również nowy ośrodek w okolicy Białki) ma być objęty wspólnym karnetem z Kotelnicą i mają jeździć busy, ale czy to prawda nie mam pewności. Byłoby super.
  17. W Białce byłem w marcu. To był mój pierwszy raz w tej okolicy . Jeździłem tylko na Kotelnicy. Ośrodek świetny dla początkujących. Trasy łatwe. Jest też jednak jedna trasa dla bardziej wymagających. Z reguły nieprzygotowana, więc tym większe to wyzwanie i radocha Ogólnie trzeba zwrócić uwagę na świetną organizację kompleksu, darmowe, duże parkingi, dużo wypożyczalni koło siebie, wiec się człowiek nie nabiega, nowoczesne wyciągi (szczególnie w porównaniu np. z Korbielowem). Ponadto, Białka to świetna baza wypadowa na Słowację. Co więcej koło Białki rozwijają się nowe ośrodki narciarskie: Jurgów, Czarna Góra. Słyszałem, że podobno będą objęte wspólnym karnetem z Kotelnicą, ale nie mam pewności czy to prawda. Jurgów super. Fajne nachylenie i brak ludzi, gdy w tym samym czasie w Białce stania było na około 20 min. Serdeczne gratulacje dla całego regionu!!! Mam nadzieję, że cała południowa Polska weźmie z was przykład, a wtedy nie trzeba będzie koniecznie jeździć poza Polskę, by poszaleć na deskach.
  18. 5 (sob), 6 (nd) kwietnia 2008 r. Korbelów Były prognozy, że w weekend ma padać deszcz, ale się nie sprawdziły. Może padało na dole, ale my cały dzień byliśmy na pilskim orczyku W sobotę do 12.00 była legendarna pilska mgła, w niedzielę zachmurzenie z przejaśnieniami. Jazda do 12.00 każdego dnia była idealna, szczególnie jak na tę porę roku. Trasy twarde, ratrakowane (dotyczy to tras powyżej Hali Miziowej). Po 12.00 robiło się grząsko i mokro, ale dla nas (kończących sezon) nie był to problem. Śniegu było naprawdę dużo (na oko ok. 90 cm). Jazda do bólu. Ostatni zjazd krzesełkiem 17.20. Na trasie pomiędzy Halą Miziową a Halą Szczawiny jazda dosyć trudna, a pod koniec każdego dnia to prawdziwa walka. Jechało się po wodzie. W skrócie: Plusy - b. dobre warunki śniegowe jak na tę porę roku; - mało ludzi (podobno w zeszły weekend było zatrzęsienie). Najdłuższa kolejka w jakiej stałem to około 6 min, średnio w ogóle albo 2 min. - msza św. w schronisku na Miziowej w nd. o 12.00 (świetna inicjatywa). Od tego roku msza jest w każdą niedzielę o 12.00 przez cały rok. - jadąc wyciągiem słychać było śpiew ptaków w lesie (rewelacyjne doznanie). Minusy - drożyzna; karnet całodzienny 8.00 – 17.20 kosztował 65 zł, choć to po sezonie. - drożyzna w schronisku na Miziowej, a jedzenie średnie. - kompleks narciarski nic się praktycznie nie zmienia. Brak nowych inwestycji. Jest co prawda „nowe” krzesełko na Halę Szczawiny, ale kto nim jechał, to wie że do nowych nie należy. Na górze zlikwidowano jeden orczyk!!! PS. jeśli ktoś lubi włoskie jedzenie, to polecam restaurację w Jeleśni z „kuchnią włoską” (jadąc z Korbielowa po lewej stronie, obok jest drewniana karczma). Jedzenie pyszne!!! Ceny zbliżone jak w ) ale jakość nieporównywalna.schronisku na Miziowej (choć np. zupy tańsze Gorąco polecam. (a jak ktoś nie lubi włoskiego jedzenia, to też niech zajrzy, zapewniam bowiem, że polubi) !!!! Od wyciągów do tej restauracji jest około 10-15 min. jazdy samochodem.
  19. 5 (sob), 6 (nd) kwietnia 2008 r. Korbelów To był wyjazd kończący sezon. Wahaliśmy się pomiędzy Białką i Korbielowem, ale ostateczny wybór padł na Korbelów. Za Żywcem spotkaliśmy bociana na gnieździe i się trochę przestraszyliśmy, że w Korbielowie też wiosna. I faktycznie na dole zielono, ale od Hali Szczawiny ZIMA! Były prognozy, że w weekend ma padać deszcz, ale się nie sprawdziły. Może padało na dole, ale my cały dzień byliśmy na pilskim orczyku W sobotę do 12.00 była legendarna pilska mgła, w niedzielę zachmurzenie z przejaśnieniami. Jazda do 12.00 każdego dnia była idealna, szczególnie jak na tę porę roku. Trasy twarde, ratrakowane (dotyczy to tras powyżej Hali Miziowej). Po 12.00 robiło się grząsko i mokro, ale dla nas (kończących sezon) nie był to problem. Śniegu było naprawdę dużo (na oko ok. 90 cm). Jazda do bólu. Ostatni zjazd krzesełkiem 17.20. Na trasie pomiędzy Halą Miziową a Halą Szczawiny jazda dosyć trudna, a pod koniec każdego dnia to prawdziwa walka. Jechało się po wodzie. W skrócie: Plusy - b. dobre warunki śniegowe jak na tę porę roku; - mało ludzi (podobno w zeszły weekend było zatrzęsienie). Najdłuższa kolejka w jakiej stałem to około 6 min, średnio w ogóle albo 2 min. - msza św. w schronisku na Miziowej w nd. o 12.00 (świetna inicjatywa). Od tego roku msza jest w każdą niedzielę o 12.00 przez cały rok. - jadąc wyciągiem słychać było śpiew ptaków w lesie (rewelacyjne doznanie). Minusy - drożyzna; karnet całodzienny 8.00 – 17.20 kosztował 65 zł, choć to po sezonie. - drożyzna w schronisku na Miziowej, a jedzenie średnie. - kompleks narciarski nic się praktycznie nie zmienia. Brak nowych inwestycji. Jest co prawda „nowe” krzesełko na Halę Szczawiny, ale kto nim jechał, to wie że do nowych nie należy. Na górze zlikwidowano jeden orczyk!!! PS. Ale co by nie mówić wyjazd się udał!!! Do zobaczenia na stokach za rok!!! PS. 2. jeśli ktoś lubi włoskie jedzenie, to polecam restaurację w Jeleśni z „kuchnią włoską” (jadąc z Korbielowa po lewej stronie, obok jest drewniana karczma). Jedzenie pyszne!!! Ceny zbliżone jak w schronisku na Miziowej (choć np. zupy tańsze  ) ale jakość nieporównywalna. Gorąco polecam. (a jak ktoś nie lubi włoskiego jedzenia, to też niech zajrzy, zapewniam bowiem, że polubi) !!!! Od wyciągów do tej restauracji jest około 10-15 min. jazdy samochodem.
  20. To i ja coś dodam od siebie. Miłe to dla mnie wspomnienie i może wam sie wyda troszke zabawne. Na początku lat 90-tych zapanowała straszliwa moda na fototapety. Wybór był jednak mocno ograniczony, i było zaledwie kilka "motywów". Jednym z nich była "rajska plaże" - złoty piasek, błekitny ocean i stercząca samotnie palma A po co o tym piszę...a no bo przeszło 13 lat temu (jak ten czas leci) przyjecahłem do Tylicza. To był mój drugi sezon narciarski. W Krynicy i w Tyliczu kupa śniegu. Przedzieram sie z wujkiem i jego córka przez zaspy śnieżne by dotrzec do kwatery. Po cięzkich bojach docieramy, gospodyni wita serdecznie, zaprasza na kwaterke, wprowadza po drewnianych schodkach na pęterko gdzie jest nasz pokój, otwiera drzwi... a nasze oczy widzą sterczacą palmę . Tapeta była na całą ścianę..mówię wam wrażenie nieziemskie. Jakbyśmy momentalnie znależli się w innym świecie, tylkoo że ty masz na sobie czapę, puchowa kurtkę itp. Pamiętam, ze prawie się ze śmiechu położyliśmy. Następnego dnia wujek wytrzasnął skądś słomki i zawsze wieczorem po powrocie z nart, dla jaj i zabawy studziliśmy herbatkę i sączyliśmy ją sobie przy rajskiej palmie. Na koniec pobytu, ubraliśmy sie w caly narciarski osprzęt i trzasnęliśmy sobie zdjęcie na tle plaży. Niestety nie mam tego zdjęcia ... szkoda. Ale wspomnienie zostanie na zawsze
×
×
  • Dodaj nową pozycję...