vitty
Members-
Liczba zawartości
9 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Zawartość dodana przez vitty
-
Dlatego napisałem że wydaje mi się. Nawet nie próbuję twierdzić że mam do obiektywnej oceny tego jakiekolwiek kompetencje. Ale zwykle buty ma się jedne i jeśli już coś się kupuje, by tego choćby z powodów higienicznych nie wypożyczać, to są to właśnie buty. Stąd cały czas uważam że pierwszy film o doborze butów, który nie mówi o następstwach takiego wyboru, jest szkodliwy.
-
Nie ma sensu rozkręcać spirali krytyki i hejtu. Każdy żyje ze sprzedawania czegoś, a czasy są takie że wszystko musi być łatwe, proste i przyjemne. Gdy w dorosłym już życiu wracałem do nart, był to raczej pot, krew i łzy. Wybrałem się na tygodniowe nauki do wiekowej już instruktorki gdzieś w Karpaczu, która została dla mnie autorytetem, choć pewnie jej już nie ma. I pierwszą rzeczą która do której się doczepiła były właśnie za duże buty. Buty takie kupiłem z głupoty i braku fachowej porady z „zapasem na grubą skarpetę” bo z dawnych czasów pamiętałem jazdę w kandaharach i wygodnych laczkach. Były może o numer za duże, ale mając niską w podbiciu stopę źle ją trzymały, nawet przy pełnym możliwym dopięciu. Wzięła mnie do miejscowej wypożyczalni gdzie dobrała mi śmierdzące Langi, ale trzymające stopę jak w betonie. Ciężko się je zakładało, ale pamiętam jak mówiła że but który wzuwa się jak kapeć, nie jest pewnie dobrze dopasowany. Przez całe lata już samodzielnej jazdy i edukacji dopinałem buty że aż gały wyłaziły. Przepinałem w trakcie dnia jazdy jeszcze bardziej, w miarę jak się rozgrzewałem. I wydaje mi się że na tym etapie podobnie wszyscy wokół mnie robili, bo takie zabetonowanie poprawia czucie narty, swoistą rozszerzoną propriocepcję w niewyćwiczonych jeszcze w jeździe nogach. Może będący tu mistrzowie nart tego nie pamiętają, bo było to 150 lat temu, a może urodzili się z jakimś talentem i tego nie potrzebowali. Ja dopiero po wielu latach jazdy przestałem potrzebować. Stąd uważam że za duże buty to zły pomysł. Bo przy normalnej stopie będą nie tylko za długie, ale za obszerne wszędzie. Z resztą skoro mają być „jak bambosze” to z założenia już mają być luźne choćby spinać je na maksa. Prezentowany pomysł na naukę i styl jazdy wydaje mi się niespójny. Jeśli adepta nie mającego jakichkolwiek podstaw, pewnie ćwiczonego tylko w pługu tak się edukuje, to nauka taka wysypie się przy pierwszej awaryjnej sytuacji uniknięcia kolizji, muldy, ostrzejszego zjazdu itp. A jeśli jest już wyćwiczony, to raczej będzie dążył do prób dynamicznej jazdy, bo (chyba) każdemu daje to, albo na jakimś etapie życia przynajmniej dawało radość.
-
Czyli nasz guru uczy specyficznej techniki, obowiązującej na specyficznych stokach, w specyficznych warunkach. Oby adept nie trafił później na stromy, oblodzony stok, bo złapie takie flow że może z tego cało nie wyjść.
-
Edit - post wyświetlał się jako cytat innego postu
-
Nikt nie założy na stopę 29 buta 25 i to nie kwestia religii. Raczej nikt nie nosi nawet o numer za ciasnych butów, bo i po co miałby to robić? Dwa numery za duże, to o dwa numery większe niż powinny być. Nie było moją intencją hejtowanie kogokolwiek, ale zastanawiający był ogólny brak odzewu na takie mądrości, nawet podparte osobniczym autorytetem. Rozumiem - wspólne wyjazdy grille itd. Filmy takie są szkodliwe, bo oglądają je głównie ci nie mający jeszcze pojęcia o jeździe. Wraz z umiejętnościami wiele rzeczy przestaje mieć przy rekreacyjnej jeździe znaczenie - rozpięte, ciut za luźnie buty, takie czy inne narty itd., ale stojący pierwszy raz na stoku raczej się jeździć nie nauczy, jak mu but giry trzymał dobrze nie będzie, nie wspominając o potencjalnej kontuzjogenności takiego pomysłu.
-
Tak posłuchałem tego filmiku i pomyślałem że ten gość ma tu na forum chyba wielki "fejm" bo nikt go nie wyśmiał za te brednie, tylko wszyscy piszą "ooo tak, tak ciekawe podejście" itd. Tak jak napisał poprzednik to nie dyskusja o twardości buta, tylko namawianie do niedopasowanych butów. Nie ma znaczenia czy but jest o dwa numery czy sześć za duży. Jest mocno niedopasowany, a stopa lata jak żyd po pustym sklepie. Ci co mają pojęcie o jeździe tego nie kupią, bo sami wiedzą jak im lepiej. Ale łykną tę "wiedzę" początkujący, których umiejętność przekazania narcie tego co chce się zrobić jest w powijakach i zostanie właśnie zjedzona luzem w bucie.
-
Co jest najbardziej zbliżone do Fischer Superrace SC RC4
vitty odpowiedział vitty → na temat → Dobór NART
Za około 3kpln znalazłem tegoroczny model RC4 WC SC Z12, może więc te? https://www.skionline.pl/sprzet/narty,24-25,fischer,rc4-worldcup-sc,14954.html -
Co jest najbardziej zbliżone do Fischer Superrace SC RC4
vitty odpowiedział vitty → na temat → Dobór NART
Z opóźnieniem dziękuję za odpowiedzi. Powiadomienia o nich chyba poszły do spamu i myślałem że nikt nic nie napisał. Temat wraca bo sezon już tuż. Planuję kupić RC4 WC SC Z12 z 22/23, te https://www.skionline.pl/sprzet/narty,22-23,fischer,rc4-worldcup-sc-rc4-z12,13635.html Są ok? Nie mam jakoś parcia na pro. W nówce są za 3kpln w używce 2k. Co wybrać? Do tego jeździłem na tych moich Superrace SC RC4 w najdłuższej wersji 170cm - te które mam na oku mają 165. Będą ok? - mam 185cm, a raczej już jakieś 183 z tendencją malejącą i niecałe 90kg -
Dzień dobry Miałem tu kiedyś konto, ale nie wiedzieć czemu nie działa - założyłem nowe. Mam pytanie - od nastu lat używam Fischer Superrace SC RC4 ooo takich https://www.skionline.pl/sprzet/narty,10-11,fischer,rc4-superrace-sc,4281.html Kupiłem je po sezonie, więc pewnie z jakiejś austriackiej wypożyczalni Od tego czasu zaliczają co sezon (oczywiście poza covidowym 21) co najmniej dwa tygodniowe wyjazdy w alpy, plus parę wyjazdów lokalnych. Są też co najmniej dwa razy w sezonie oddawane do ostrzenia i smarowania. Gdzieś tu ostatnio przeczytałem że takie roczne powypożyczalniane to szrot i sztachety do płotu. Zawsze mi się wydawało że jedyne co się zużywa to krawędzie i że jak jeszcze są to ok. Nie wiem też jak są ostrzone, bo po z 20 takich zabiegach nadal krawędzie jakieś są. Oddaje zawsze w to samo miejsce. Lubię te narty (mam w odwodzie na cieplejsze miesiące i bardziej zrypane stoki RTM-y81 ale rzadko mi się chce je zabierać) choć w zasadzie każde narty jakie miewałem na nogach dawały mi przyjemność z jazdy. Byle tylko nie za krótkie, bo jak trafnie napisał kiedyś @Mitek - trudno się jeździ po stoku na łyżwach. Chyba po prostu lubię jazdę na nartach, wiem że wyżej d..y nie podskoczę, mam pięć dych na karku i nie kozaczę. Acl-a już raz urwałem - myślę że w rankingu najgłupiej urwanych Acl-i zająłbym wysoką pozycję. 🙂 Mam dwa pytanie - są jakieś objawy degradacji nart? - mnie się na nich jeździ dobrze jak zwykle, ale może się nie znam i fajnie by mi też było na sztachetach z płotu. Dwa - pewnie czas się rozejrzeć za czymś nowszym? Jak teraz Fischer maluje takie narty? Te które mam były najdłuższe - 170cm (mam ponad 185). Wiem że slalomka to 165 więc się przy tym nie upieram. Ważniejsze żeby były bez rockerów, srokerów i innych cudów. Chodzi mi o takie z 1-3 poprzednich sezonów - bez sensu przepłacać.
