Skocz do zawartości



Zdjęcie
  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1 BraCuru

BraCuru

    Użytkownik

  • PipPip
  • 117 postów
  • Na forum od: 05.2011
336
  • Umiejętności: 1

Napisano 08 marzec 2017 - 16:53

To był nasz debiut w Pirenejach i już w pierwszym zdaniu zawrę zakończenie: na pewno będziemy tam wracać mimo paru słabych punktów. Zaczęło się to tak.
Na ferie żona wymarzyła sobie coś tropikalnego a córka wręcz przeciwnie – narty. Królu Salomonie, jak pogodzić dwie kobiety? Szarpałem się z decyzją tygodniami. Niepotrzebnie, bo konflikt rozwiązał się sam. Otóż ceny biletów lotniczych w tropiki oszalały w tym roku. Pozostały narty. Ale jak uniknąć trzaskających alpejskich mrozów w lutym?
Eureka! Nic nie wiedząc palnąłem dziewczynom, że jedziemy na tydzień na narty do Andory w Pirenejach, a to prawie Hiszpania, więc będziemy wylegiwać się w leżaczkach na stoku narciarskim popijać sangrię. Kropką nad „i” stała się propozycja dodatkowych trzech dni w Barcelonie po nartach. Obie kobiety zadowolone!
Spryciarz ze mnie, co? :rolleyes: 
 

Powrotne bilety Ryanair z Krakowa do Barcelony kosztowały jedynie 400PLN za osobę mimo, że kupowałem dwa tygodnie przed wylotem.
Do nich dokupiłem walizki, sprzęt narciarski i zmieściłem się poniżej 2 kilo PLN za loty za 3 osoby.

 

Wypożyczyłem auto za jakieś śmieszne grosze również przez Ryanair (21PLN za dobę). Ubezpieczyłem je za kolejne 28 zeta i wyszło mi 50PLN za dobę za nówkę wypasioną 7 osobową Zafirę.

Nie pytajcie dlaczego tak tanio. Nie wiem.

 

Transport został szybko zaklepany, więc pozostało zabukować nocleg. Tutaj pojawiły się małe schody.
Przede wszystkim trudno było zdecydować, w której miejscowości zamieszkać. Na tym forum znalazłem jeden porządny wątek o nartach w Andorze ale dotyczył on innego ośrodka:

http://www.skiforum....nord-2801-0502/

 

Planowałem poznać Grandvalirę – największy ośrodek w Pirenejach i Andorze. W sumie 210km tras, wyciągów, 7 dolin i 6 miejscowości a jeździ się na północnych stokach pomiędzy 1700 a 2500m npm.

1_Medium.jpg

 

 

Guglując wyszukałem, że każda z miejscowości ma inny charakter i inny sort narciarzy. Na początku upierałem się, żeby zamieszkać w „amfiteatrze” francuskim czyli na stoku. Marzyło mi się wyjeżdżanie na nartach z pokoju przez okno. Takim miejscem jest Pas de la Casa ułożone tuz przy francuskiej granicy na wysokości 2100m.

2_Medium.jpg

 

Jednakże szczegółowa analiza pokazała słabości tego miejsca. Najłatwiejsze trasy, tanie piwo i żarcie są lepem dla chyba najbardziej specyficznej narciarskiej nacji Europy. Ceniąc sobie spokój, przespane noce, niekoniecznie chciałem wysłuchiwać angielskich ryków „We are the champions” o trzeciej nad ranem i z żalem zrezygnowałem z „Casa”.

 

Sąsiednia dolina i miejscówka Grau Roig jest zarezerwowana dla klientów z głębokim portfelem. Jest tam tylko parę hoteli od 4 gwiazdek wzwyż. Jak wygram w totka to tam wracam.

 

Kolejna wioską jest Soldeu, które nie przypomina mi niczego co do tej pory widziałem. Istne Star Wars. Główna gondola tego kombinatu wyjeżdża jakby ze środka Gwiazdy Śmierci. Wygląda to naprawdę imponująco. Tu chciałem zamieszkać, bo trasy dojazdowe są czarne co minimalizuje ilość niedzielnych narciarzy.
3_Medium.jpg

Niestety to był szczyt sezonu i już wszystko w „dobrej” cenie było sprzedane.

 

Ostatecznie kupiłem apartament w sąsiednim El Tarter - kolejnym kombinacie ale bardziej o charakterze sypialni. Raptem dwie restauracje, jeden klub i sklep.  Nowo wybudowany apartament był za to przestrzenny (12 miejsc do spania!), dwupoziomowy, z pełnym wyposażeniem kuchni, z garażem, balkonem na południe i z pięknym widokiem na czarną trasę:
4_Medium.jpg

 

Można również zamieszkać w Canilo większym już miasteczku z atrakcjami i knajpami ale wykluczającą dla nas wadą był brak tras zjazdowych do centrum miasta. Na koniec dnia trzeba zjeżdżać gondolą.

 

En Camp to ostatnie miasteczko. Jest ono największe i położone najbliżej stolicy księstwa i całkiem niedawno dołączyło do ośrodka dzięki wybudowaniu szybkiej dwuliniowej gondoli, która w 15 minut przerzuca narciarzy w samo centrum stacji.

 

Teraz parę słów o infrastrukturze narciarskiej. Obejrzane katalogi i reklamówki wskazywały, że Granvalira jest najnowszym ośrodkiem w Pirenejach z milionami ojro zainwestowanymi w ciągu ostatnich lat. Dekadę wstecz, według katalogów, była to skromna stacja z przestarzałymi i wolnymi kolejkami a obecnie to niczym nieustępujący Alpom ośrodek.

Katalogi zrobiły swoje – dałem się naiwnie nabrać  <_<

 

W rzeczywistości  poza jedną nową gondolą, która służy jedynie w charakterze transferu narciarzy z odległego En Camp, największą inwestycją za te wspomniane miliony był chyba kibel na szczycie Tosa de la Llosada.

Bez kitu, takiego WC jeszcze nie widziałem. Postawiono go centralnie na plateau szczytu łączącym trzy doliny. Widok piękny a projektant postanowił nie pozbywać tych widoków osobom korzystającym z toalety. Wszystkie ściany kabin są przezroczyste w obie strony! Widok z zewnątrz do środka niekoniecznie bywa miły więc projektant wpadł na pomysł aktywacji lustra weneckiego po przekręceniu blokady drzwi kabiny. Ale beka – nie wszyscy korzystający blokowali drzwi, więc przejeżdżający narciarze mieli inne oszałamiające widoki  :ph34r:

5_Medium.jpg
 
6_Medium.jpg
 

No dobra a co z wyciągami?

Transferując po 6 dolinach szukałem z uporem maniaka choćby jednego współczesnego wyciągu. Nie udało mi się mimo, że jest ich tutaj ponad 60.

Zero krzesełek z osłonami nie wspominając o podgrzewanych kanapach. Żadnych ósemek. Trzy stare gondole. Najszybsze szóstki robiły 5m/s. To trochę daleko do obecnych austriackich standardów. Większość czwórek niewyprzęgana. Krajoznawcza. Czułem się jakbym wrócił na Stubaj circa 1995?  

To było rozczarowanie pierwszych dni. Ale wiecie co? Po tygodniu już wiem, że oni długo nie będą musieli niczego tam wymieniać.

7_Medium.jpg

 

Po prostu nie mają potrzeby, bo pogoda jest ich sprzymierzeńcem. Teraz to pierwsze rozczarowanie traktuję jako ciekawostkę i ponowny dowód na to, że podstawa to gwarancja słońca. Na 6 dni jazdy mieliśmy 1 dzień sraczki (śnieg, wiatr), 1 dzień z dominującym słońcem i lekkim wiatrem oraz 4 dni bezchmurnej lampy i bezwietrza.

 

8_Medium.jpg
 

Wszystkie główne kolejki jadą w stronę słońca. W lutym używałem filtra 50 i tak spaliłem gębę. Widziałem ludzi jeżdżących w Tshirtach. Sam jeździłem tylko w koszulce i bluzie.

Słońce operowało tak jak w Austrii w kwietniu. Sprawdziłem archiwum pogodowe.

9_Medium.jpg

 

Ośrodek otwarty jest przez 6 miesięcy (połowa listopada- połowa kwietnia) – przez 180 dni mają około 30 dni z opadami i pełnym zachmurzeniem oraz lekko 100 dni z lampą. Andora reklamuje się, że ma 300 dni słonecznych w roku. No i po co im osłony, szybkie kolejki, podgrzewanie tyłków i inne wodotryski? Marnowanie kasy…

 

10_Medium.jpg

Oficjalnie wszystkie wyciągi mają przerób 106 tysięcy narciarzy na godzinę.

 

Parę zdań o trasach. Przewodnik informuje o 128 trasach z czego większość bardzo łatwa lub łatwa. Porządnych czarnych tras brak. Oficjalnie jest ich niby 19 sztuk.

Tak naprawdę jedynie 4 z nich zasługiwały na mocne czerwone kolory. Dwie z nich miały FISowskie certyfikaty i faktycznie odbywają się tam FIS zawody.

Te szlaczki to były nasze ulubione. Ich główną zaletą był świetny śnieg przez cały dzień i pustki na trasie.

11_Medium.jpg

 
12_Medium.jpg

 

Wspomnę, że trafiliśmy akurat na ichnie żniwa. Francuzi, Anglicy oraz część landów niemieckich i Warszawa miała swoje zimowe ferie. Tłumy ponoć mieliśmy takie same jak na Boże Narodzenie.

W weekendy dobijała cała Katalonia z barcelończykami na czele.

10a_Medium.jpg

Na popularnych trasach było gęsto a w kolejkach do nich było trzeba czekać 10-20 minut w godzinach szczytu.

Pierwszego dnia wiało mocno i wyłączone były wszystkie transferowe wyciągi co powodowało dantejskie sceny w kolejkach. Wglądało to mało obiecująco.

Zapakowaliśmy się w auto i zrobiliśmy tour po dolinach. Nasza cierpliwość została wynagrodzona następnego dnia. 20cm puchu, wszystkie działające wyciągi, słaby wiatr i dużo słońca.

Z córka zgodnie stwierdziliśmy, że to był jeden z lepszych naszych dni na nartach. Ski nirvana.

13_Medium.jpg

 
14_Medium.jpg

 

Cały dzień off-piste a teren do jazdy kosmicznie wielki.

Nie wiem czy w austriackich lub włoskich Alpach jest tyle nieograniczonej przestrzeni bez skał, gęstych lasów oraz zakazów wjazdu w jednym ośrodku. Freedom!

Niestety mimo takich przestrzeni tłumy zrobiły swoje. Jeszcze kolejnego dnia dało znaleźć się dziewiczy puch. Potem było tylko dociskanie krawędzi.

G0560893_Medium.jpg

 

Śnieg mimo wysokich temperatur w słońcu nie topniał. Wszystko dzięki północnej ekspozycji tras oraz stosunkowo dużym wysokościom.  
Ośrodek szczyci się ponad tysiącem armatek śnieżnych i gwarancją śniegu.

Warto wspomnieć, że podobało mi się również zabezpieczenie tras. Austriacy mogliby się czegoś nauczyć, wyobrażacie sobie? Trudniejsze odcinki i zakręty były szczelnie zabezpieczone podwieszaną siatką.
 

Przygotowanie tras.

15_Medium.jpg

 

Moim zdaniem bez najmniejszych zarzutów. Standardy alpejskie choć nie wiem czy Heinrich zaakceptowałby te niedopracowanie grzbietu poniższego sztruksu:

16_Medium.jpg
 

 

Natomiast system oznakowania tras to szatański żart. Do dziś nie wiem jak nazywają się moje ulubione trasy.  

Oni nie mają numeracji tras.

Każda ma swoja nazwę, więc wyobraźcie sobie umawianie się na lunch:

Kochanie zjeżdżamy Cami de Pessons , potem podjedziemy wyciągiem Estadi Franscesc Viiladomat i spotkamy się w tej małej uroczej knajpce przy Casa de les Solanalles”.
„Co?! Gdzie?!” :huh:

Nie spotkaliśmy się przez dwa pierwsze dni.

Z ratunkiem przyszła ponownie najdroższa inwestycja Grandvaliry czyli…

przezroczysty kibel.

„Kochanie – jesteśmy o 1300 pod WC”.

„OK. Zamówcie mi sangrię”.

Cena karnetu 6 dniowego bez szału - 250€
https://www.grandval...-prices-andorra
 

Link do propagandy:
http://www.skiandorr.../grandvalira-en

 

 W kolejnych wpisach czemu Andora to:

- raj dla rodziców z małymi dziećmi,

- nudne jak flaki z olejem apres-ski,

- enklawa dla nieprzepadających za niemieckim językiem, organizacją i porządkiem,

- miejsce gdzie trzeba stać w trzech długich kolejkach, aby kupić frytkę, piwo i kawę,

- nie miejsce dla chcących zrzucić parę kg,

- więcej niż królestwo zakupu wódy, fajek i perfumerii,

- największe sklepy narciarskie na świecie,

- miejsce gdzie nie zabiera się własnego sprzętu,

- obowiązek kupna łańcuchów na koła,

- kraj o dobrych drogach ale ze średnią przelotu wolniejszą niż na rowerze,

- brak litości dla łamiących przepisy drogowe,

- nie raj dla pociągowych haskich.

Poza tym w cokolwiek chcielibyście się dowiedzieć a ja będę w stanie odpowiedzieć.

 

Teraz wybaczcie zanim padnę zapraszam do albumu zdjęć:

https://www.facebook...95504251&type=3

 

a jednak padłem  :D

44444_Medium.jpg

Załączone miniatury

  • 1.JPG
  • 2.JPG
  • 4.JPG
  • 5.JPG
  • G0170551.JPG
  • G0250614.JPG
  • G0250615.JPG
  • G0450795.JPG
  • G0451103.JPG
  • G0491117.JPG


#2 JohnyB

JohnyB

    Użytkownik

  • Pip
  • 80 postów
  • Na forum od: 02.2014
13
  • Umiejętności: 5
  • Okolice Wrocławia

Napisano 08 marzec 2017 - 22:22

Cześć,

fajna relacja - dzięki za poświęcenie swojego czasu.

Widać na zdjęciach, że nosisz pełny ochraniacz. Obecnie jeżdżę z ochraniaczem na kręgosłup, ale zastanawiam się nad pełną ochroną po tym jak kolega został podcięty od tyłu i upadł na własne wiązanie po wypięciu narty, łamiąc 3 żebra.

Napisz jakiej jest marki, ile kosztował i gdzie można kupić takie cudo. Czy czujesz jakiś dyskomfort podczas jazdy?

Pozdrawiam

 

PS. Album nie działa.



#3 polm

polm

    Czarna owca

  • PipPipPipPip
  • 1465 postów
  • Na forum od: 12.2010
883
  • Umiejętności: 3
  • Ściema wschodnia

Napisano 08 marzec 2017 - 22:35

Relacja jak zwykle ciekawa. Czekam na ciąg dalszy i jakiś film(?).


Przepraszam za literówki, klawiatura mi szwankuje.


#4 paolomario

paolomario

    Użytkownik

  • PipPipPip
  • 422 postów
  • Na forum od: 10.2015
489
  • Umiejętności: 3

Napisano 09 marzec 2017 - 01:51

Hehe, świetna relacja i pod wszystkim mógłbym się podpisać :) My z Grandvaliry wróciliśmy półtora tygodnia temu. Równie zadowoleni. Stacjonowaliśmy w Soldeu. Fajne miasteczko. Apartament rezerwowałem w Listopadzie, za bardzo przyzwoite pieniądze - mieliśmy jechać we francuskie Alpy, ale przez swoje gapiostwo nie mogłem już wtedy nic przyzwoitego tam znaleźć, a zachęcony relacjami z innych for postanowiłem poszukać w tamtym kierunku i okazało się, że w Andorze wybór był bardzo szeroki, i to w czasie ferii brytyjskich. Powiem szczerze, że angielski rzadko słyszałem. Też lampę mieliśmy cały czas - Też się spiekliśmy :) Raz chmury zeszły niżej. W kolejkach do kolejek, przez 6 dni nartowania, staliśmy w sumie krócej niż mojego jedynego pamiętnego dnia na Kotelnicy :) Zrobiliśmy głównie strefy Soldeu, El Tarter, Canillo, do Pla de les Pedres. I używaliśmy własnych nazw do orientowania się w terenie, typu: to jedziemy na Tesco albo Dianę (Teixo, Daina), spotkamy się przy Wyprzęganej (Solana), jeździmy wokół Jeziorka (Obaga, Solana, Marmota)...itede, itepe ;) :)
Kibelek rewelacyjny - człowiek dałby wiele za taki widok na codzień ;) A w knajpce obok przepyszne tosty z ichnimi wędlinami :)
Zwiedziliśmy też ichnią stolicę Andorrę la Vella - super miasto. Już myślę czy tam jednak nie wrócić w przyszłym roku :)

#5 BraCuru

BraCuru

    Użytkownik

  • PipPip
  • 117 postów
  • Na forum od: 05.2011
336
  • Umiejętności: 1

Napisano 11 marzec 2017 - 11:54

Czekam na ciąg dalszy i jakiś film(?).

 

Filmik będzie – za dwa tygodnie – przechodzą mnie dreszcze na myśl obróbki kilogramów gigabajtów. Tym czasem lecę dalej z relacją.

 

 


Hehe, świetna relacja i pod wszystkim mógłbym się podpisać 

A w knajpce obok przepyszne tosty z ichnimi wędlinami 

 

 

Również polecam knajpkę

image.jpg

 

 

Dla mnie Andora okazała się pozytywną niespodzianką mimo swoich niedoskonałości. To milowe odkrycie dla mojej rodzinki. 

Myślę, że będę rozważał ją na czołowym miejscu planując narciarskie urlopy. Zgaduję, że może być coraz bardziej popularna wśród Polaków.
image.jpg

 

 

Idealne miejsce na połączenie nart ze zwiedzaniem. 

Piszę o opcji samodzielnej organizacji wyjazdu, bo biura turystyczne wysyłają swoich klientów w tygodniowych ski-pakietach i chyba nie ma ofert łączących narty w Andorze ze zwiedzaniem przepięknej Barcelony czy też Figueres, Gerony itd.

image.jpg

 

 

 

Nie ma dobrej relacji bez ponarzekania, więc do roboty! 
Doświadczyliśmy paru nietuzinkowych rzeczy. 

Pisałem już o nazewnictwie tras. Dodam, że Andorczycy w ogóle mają jakiś wstręt do numerów. 

Nawet piętra w apartamentach zamiast numerów mogą mieć nazwy. Nasz apartament miał tak oficjalny adres: Ransol Mountain Suites Carretera de Ransol, AD100 Ransol, Andorra. 

A to jest oryginalna wskazówka dojazdu do niego:

Once you are in Andorra, we advise you not to use the GPS, just follow the road towards Pas de la Case - Grau Roig - Soldeu - El Tarter. When arriving to El Tarter by the main road, you will see the gas station Elan to the left, the Caves Manaco shopping center located on both sides of the road, and just in 500m driving you can see the ski lifts and a large open parking, the restaurant L'Abarset on your right, shop Lloguer / Location Ski Calbo and across the road, Hotel El Xalet, ski shop Esports Pirot, entrance to the Garatge Privat La Pleta de Sant Pere and the bus stop No. 152 - El Tarter where you can park the car while we check - in at our Reception which is right behind the stop (Carrer de L 'Ermita). Please DO NOT be confused with the entrance to the Garatge Privat La Pleta de Sant Pere simply keep rising about 10m and on your left you will see our office on the ground floor just before the building SUPERIOR APARTMENTS.

 

Naprawdę?! Niby trzy zdania ale zawierające prawie 200 słów a w tym jedynie 2 liczebniki. Konia z rzędem temu kto trafi. 

Zapachniało mi zabawą w escape room. Odpaliłem Google Earth oraz Street View, które potwierdziło, że to nie przelewki. Zrzuciłem obrazy i poprosiłem biuro o wskazanie na zdjęciach miejsca i budynku. 

Po wymianie 4 maili stwierdziłem, że mam spore szanse trafić.  

Mi się udało w przeciwieństwie np. do młodej, ale pozbawionej wszelkiej nadziei, pary Francuzów. Obeszli całe kondominium przypasowując klucze do zamków wejściowych drzwi i sprawdzając numerację miejsc garażowych. Bez skutku. Nie pomogłem choć długo i szczerze się starałem. Myślę, że pomylili miejscowości…

 

Teraz pora na gwóźdź programu. 

Jesteście na urlopie, na który pracowaliście z wysiłkiem, lojalnie i ciężko poprzedzające 48 tygodni. Robicie sobie przerwę na piwko, kawkę i coś do przekąszenia. 

Piękna pogoda a nowo wybudowane i zachęcające do wydanie szmalu górskie restauracje kuszą leżaczkami, hamaczkami czy nawet lożami na tarasie.
image.jpg
 

 

Stajecie grzecznie w kolejce 10 osobowej i cierpliwie czekacie na dojście do kasy. 

Nawet 20 minut przyglądania się dezorganizacyjnej obsłudze nie jest w stanie wybić was z fantastycznego nastroju. 

W końcu docieracie do lady i z szerokim uśmiechem prosicie o kawę, piwo i pizzę. 

Wasz dobry humor wyparowuje w tempie odwrotnie proporcjonalnym do topniejącej za wami kolejki, gdy dowiadujecie się, że tutaj można kupić tylko kawę

OK – co się będziecie pienić. Lokalne zasady. 

Zabieracie kawę i stajecie w kolejnej kolejce. Wypijajcie ją zanim będziecie mieli okazję doczłapać się do lady. 

A przy niej dowiadujcie się, że tu tylko piwo a pizza w tamtej trzeciej. WTF?!

Współczuję osobom samotnym. Dla nich godzina przerwy to nie czas na wyciągnięcie nóżek. 

Pierwszego dnia myśleliśmy, że trafiliśmy po prostu na knajpę prowadzoną przez jakiegoś partacza. 

Kolejnego dnia, kolejna knajpa ale te same zasady. 

Całe szczęście, że byliśmy we trójkę, bo tam jest podobnie chyba we wszystkich lokalach na stokach. 

Przecieraliśmy oczy ze zdumienia i liczyliśmy miliony ojro jakie mogłyby być tam zostawione. Zgaduję, że nawet Włosi by się irytowali. 

Szybko pojęliśmy czemu tłumy ludzi przyjeżdża z plecakami, własnymi termosami i kanapkami.
Zdarzyło mi się zamówić piwo i już miałem je przechwycić ale sprzedawczyni wstrzymała wydanie, bo zawiesił jej się komputer. Zdarza się. 

Poprosiłem więc o podanie ceny z napiwkiem - chciałem zapłacić gotówką. Naiwniak ze mnie. Dziewczyna ani superintendentka autentycznie nie wiedziały ile kosztuje sztuka piwa. 

A system ich komputera oparty był chyba na windows 98 więc było to długo oczekiwane piwko.
image.jpg

Moja rada dla debiutujących, ambitnych narciarzy w Andorze – róbcie sobie przerwy na jedzenie do 1130 albo od 1400 a inna opcja to zabierać własny prowiant. 

Samotnikom bez własnego zaopatrzenia proponuję dobrze przemyśleć w jakiej kolejności chcą skonsumować kawę, frytkę i piwo.

image.jpg

 

Zgoła inne tempo obsługi dominowało w knajpach w dolinie

Potrawy były szybko zamawianie i jeszcze szybciej podawane. 

Specjalnością Andory jest grill. Mi to pasiło natomiast nie jest to wymarzone miejsce dla wegetarian. 

Większość dań podawanych była z pieca lub grilla. Takiego prawdziwego jak w Argentynie a nie ogrodowego chińskiego złomu.

20170215_191433.jpg

 

Mięso można było sobie wybrać z gabloty tak jak wybiera się ryby lub owoce morza w Brazylii. 

20170213_175710.jpg

 

Następnie kucharz przyrządzał potrawę na oczach klientów i wrzucał to na ruszt. Niebiański zapach roznosił się błyskawicznie po całym lokalu.
Moja sugestia dla dbających o linię – zamawiajcie połowę porcji lub bierzcie jedno zamówienie na dwie osoby. Zwykle podają 500 gram czystego mięsa na twarz.

 

20170213_165029.jpg

20170215_192849.jpg

 

Ceny w restauracjach około 20% wyższe niż w Austrii. Napiwki wliczone w cenę.
Kelnerzy raczej słabo operują angielskim, więc nie zdziwcie się, że kelner stanie nad wami i na dzień dobry palnie: „You?

Zapytacie jak z apres-ski? Krótko i zwięźle: słabo. 

Stolicą zajęć wieczornych jest Pas de la Casa. Nie byłem, więc nie napiszę ale biorąc pod uwagę ilość Anglików w wiosce przypuszczam, że jest tam podobnie dziko jak na Soho lub Monciaku w Sopocie po świeżej dostawie Ryanir z UK. Według mnie mało narciarskie klimaty.
image.jpg

 

 

W pozostałych miejscowościach nie za wiele klubów a te same pod stokiem są cichutkie i jakieś bezpłciowe. Głośne bity nadawane są jedynie w sobotę. Czemu?! 

I mówcie co chcecie ale w apres-ski dominująca muzyka housowa w żaden sposób nie wygra z klasycznym disco-jodłowaniem Austriaków czy też plebskimi śpiewami Niemców i Holendrów. 

W klubach atmosfera bardziej błogo-rodzinna i zdecydowanie bez skandali. Nudy jednym zdaniem. Już liczę dni do majówki w Solden ;) 

image.jpg

 

Wciąż są Polacy nieprzepadający za naszymi zachodnimi sąsiadami i twierdzący, że ich język nie jest językiem lecz chorobą gardła. Mam dla nich dobrą wiadomość – możecie pojechać na narty i szybciej usłyszycie suahili niż język niemiecki. Brzmi nieprawdomównie, prawda?

Dominującym językiem jest hiszpański i kataloński. Na drugim miejscu francuski. Na trzecim rodowity angielski i cockney.  

Jednakże pierwszego dnia podczas blokady części transferowej wyciągów tworzyły się mega ogonki i wówczas w ferworze walki wejścia do gondoli dominującym językiem był… Kto zgadnie? 

Podpowiem: nie polski. Naszych można było słyszeć od czasu do czasu, podobnie jak Czechów i Słowaków.  

 

 

 

image.jpg

image.jpg

image.jpg

 

 

PS. Druga najdroższa inwestycja Grandvaliri. Zapomnieli jedynie dodać grzejnika ;)

image.jpg

 

 

 

JohnyB, dnia 08 Marz 2017 - 22:22, napisał:

Napisz jakiej jest marki, ile kosztował i gdzie można kupić takie cudo. Czy czujesz jakiś dyskomfort podczas jazdy?

PS. Album nie działa.

 

 

Album ustawiony jest na „publiczny”. Może coś nie tak z Twoją przeglądarką. Proszę spróbuj z innej. Sprawdzałem niezalogowany i otwiera w IE & chrome. Nikt inny mi nie zgłaszał problemu.
Zbroja – to jest temat chyba na oddzielny wątek. Używam jej od 2008 roku. Kupiłem w sklepie motocyklowym za bodajże 300 zeta. Jest dla mnie jak anioł stróż. Nie jeżdżę bez niej. Nie czuję jej na sobie. Autentycznie zero ograniczeń.

Żółw. Czemu nie od razu pełen pakiet? Warto zastanowić się ile razy uderzyło się w kręgosłup a ile razy obiło łokcie, barki, żebra. Drugie pytanie – czy naprawdę warto wydawać za dedykowany narciarzom (zwykle drogi) sprzęt ochronny czy tez kupić podobnej jakości i na pewno lepiej chroniące zbroje moto.  Ja wybieram sprzęt niededykowany. Np jeżdżę w kalesonach jeździeckich Dainese – mają panele chłonące uderzenia na kolanach i biodrach (energię uderzenia zamieniają w ciepło).   



#6 BraCuru

BraCuru

    Użytkownik

  • PipPip
  • 117 postów
  • Na forum od: 05.2011
336
  • Umiejętności: 1

Napisano 12 marzec 2017 - 11:58

Dzisiaj parę technicznych spraw ale nie narciarskich.

 

 

Łańcuchy na koła obowiązują od 1 listopada do 15 maja na niektórych drogach Andory. 

Jeśli policja zatrzyma was na takim odcinku to za ich brak wasze konto bankowe zostanie ponoć pomniejszone o 300€.
Zimowe opony są zalecane ale nie obowiązkowe. Policję widzieliśmy tylko na granicy. Przed przyjazdem zostałem ostrzeżony przez biuro wynajmujące apartament o powyższej konieczności. 

Nie wiem jak faktycznie jest. Może pani z biura ma rodzinę pracującą w sklepie sprzedającym łańcuchy na granicy. 

W wypożyczalni w Barcelonie nie było opcji wypożyczenia łańcuchów a z tego co czytałem ich wypożyczenie jest zwykle droższe niż kupno nowych. 

Tutaj fajna rada. Wjeżdżając do Andory zamiast łańcuchów polecam kupić pokrowce na koła (tyre snow socks) na stacji benzynowej lub jakimkolwiek większym supermarkecie. 

Takiego patentu jeszcze nie widziałem a uznawane jest ono jako alternatywę dla łańcuchów. 

image.jpg

 

Komplet dwóch pokrowców kosztuje od 20 do 40 € w zależności od rozmiaru. Wybrałem sobie rozmiar kół mojego domowego auta i od teraz mam dodatkowe zabezpieczenie na srogie ataki gołoledzi w Polsce. Pokrowce z torbą ważą mniej niż 1 kg. Można zabrać nawet do podręcznego bagażu.

 

Lokalesi też preferują te pokrowce. Poza tym jest to rozwiązanie pro forma. Lokalne służby drogowe radzą sobie świetnie. 

Pierwszego dnia ze sporymi opadami śniegu przejechaliśmy na oponach letnich pod przełęcz na granicy francuskiej tj. wysokość Kasprowego. 

Poślizgałem się mocno wyjeżdżając z parkingu ale jak już osiągnąłem drogę główną to nie było problemu. 

Myślę, że opony zimowe używane tam są jedynie przez lokalesów wjeżdżających głęboko w peryferia księstwa. 

Nie widziałem nikogo używającego łańcuchów, za to paru z pokrowcami. Łatwiej je się zakłada i nie robi to żadnego hałasu ale żywotność na pewno jest mniejsza. 

Jednak dla sporadycznych akcji jest to praktyczne i tanie rozwiązanie.

Tutaj info o propozycji zaostrzenia przepisów dla lokalesów:

https://all-andorra....ent-car-winter/

 

Korki na drogach – broń was Panie Boże wyjeżdżać z nart w niedzielę. 

Dodatkowy dzień na nartach kusi ale uwierzcie mi na słowo – pożałujecie każdej minuty spędzonej na nartach w niedzielne popołudnie. 

Akurat wjeżdżaliśmy do Andory w niedzielę i mieliśmy okazję oglądać dwudziestoparokilometrowy korek. Nie piszę o korku tylko o KORKU, KORKU. 

W większości części hiszpańskiej towarzystwo stało. W części andorskiej część miała wyłączone silniki i widać było ludzi spacerujących wzdłuż swoich aut.
Szczególnie może to być ważne dla kogoś kto ma samolot w niedzielę wieczorem i zechce pojeździć sobie np. do lunchu i potem uderzać prosto na lotnisko. Zalecałbym więcej ostrożności.

 

 

Nie myślcie, że niedziela jest tylko dniem korków. Ponoć jedynym bezkorkowym dniem jest sobota – wszyscy są na nartach a potem w klubach i knajpach. 

Akurat wracaliśmy w ten dzień – postaliśmy może z 10 minut przed granicą. 

Mieliśmy farta, bo oryginalnie chcieliśmy zostać na nartach do niedzieli i pobyć tylko 2 dni na Barcelonę. Uroki stolicy Katalonii uratował nas przed pewnym wielogodzinnym ształem. Dzięki Antonio Gaudi!

Nie sprawdziłem ale zgaduję, że korki na wyjeździe z księstwa przez granicę francuską mogą być dużo mniejsze, choćby na fakt, że droga nie prowadzi przez stolicę. Jednakże warto pamiętać, że droga francuska może być w podłym stanie lub całkowicie zamknięta przy opadach śniegu.  

 

Wypożyczenie samochodu – upewnijcie się czy wypożyczalnia wymaga dodatkowego ubezpieczenia na wyjazd zagranicę. 

Moja kasowała aż 10€ za dzień wypożyczenia na cały okres bez względu na to czy spędziło się zagranicą jeden dzień czy tez cały okres. 

Są wypożyczalnie, które nie kasują za wyjazd do Francji lub Andory.

 

 

Uważajcie na fotoradary – jest ich sporo i ustawione są zwykle nad przejściem dla pieszych.
Nie warto się spieszyć, bo mandaty są wysokie a i tak będziecie stać raczej wcześniej niż później w korku.

 

 

Można napisać śmiało, że księstwo jest królestwem duty free. Warto wybrać się do sklepów choćby po to aby zobaczyć niewyobrażalny wybór towarów. 

W stolicy niektóre sklepy otwarte są 24h. Ceny alkoholi i perfum są faktycznie atrakcyjne. Jednak nie popadajcie w szał zakupów używek i warto przestrzegać przepisów celnych. 

Na wyjeździe wybiórczo sprawdzają co się wywozi. Stąd te korki!  

 

W naszej wiosce był jeden skromnie wyglądający sklep narciarski. Zaszliśmy tak z nudów i przeżyliśmy szok. Sklep okazał się trzy poziomowy i wybór sprzętu był niewyobrażalny.
Naliczyłem około dwóch tysięcy par butów wystawionych na półkach! Nie zrobiłem foty niestety. Kasków około 500. Nart – nie liczyłem. Cały poziom ciuchów. 

Ciekawe, że wybór sprzętu specjalistycznego typu skitouring był proporcjonalnie wielki. Pierwszy raz w życiu dotykałem węglowych nart z wiązaniami o całkowitej masie chyba 2,5kg.
Ceny niższe niż w Europie. Ale niewiele niższe.

image.jpg

image.jpg

image.jpg

 
 
 
 
 
 

Wypożyczalnie sprzętu snow & ski oferują głównie sprzęt dla amatorów. Cena wypożyczenia kompletu nart z butami, kaskiem i kijkami 38€ za 6 dni. 

Chcąc wypożyczyć coś nowszego i z wyższej półki trzeba już zapłacić 100€. 

Nie brałem swojego sprzętu jestem w sumie zadowolony. Następnym razem planuje wypożyczyć sprzęt całej rodzinie. 

Cenowo wyjdzie trochę drożej niż przewóz własnego sprzętu ale są poważne plusy – jeździ się na nowych nartach i można wymieniać narty w zależności od panujących warunków. 

Pierwsze dni jeździłem w slalomówkach a potem już w dłuższych nartach na twarde trasy. Nie trzeba martwic się o serwisowanie. 

Jak ktoś jeździ mało w roku uważam to za najlepsze rozwiązanie. Miałem kupować nowe slalomówki ale policzyłem sobie, że to nie ma sensu. Od teraz będę wypożyczał.

 

Poza tym sklepem był jeden supermarket. Kolejny szok – nie kumam a co chodzi z tym wyborem towaru. Można było kupić sobie glinianego wielbłąda w skali 1:1. Kto to kupuje?!
Chcecie trąbkę z mosiądzu? Jedźcie do Andory:

image.jpg

 

Dzwoneczek? Księstwo wita:
image.jpg

 

Marzycie o mosiężnej patelni lub garnku? Proszę bardzo:
image.jpg

 
image.jpg
 

 

Komu nogę krowy?

image.jpg

 

lub kiełbaskę? 

image.jpg



#7 paolomario

paolomario

    Użytkownik

  • PipPipPip
  • 422 postów
  • Na forum od: 10.2015
489
  • Umiejętności: 3

Napisano 12 marzec 2017 - 16:28

Do uwag kolegi dodam, jak to wygląda od strony Francji, bo droga tam jest bardzo dobra, jeżeli nie rewelacyjna :) .

Pireneje wyrastają przed nami nagle i jadąc od strony Tuluzy ciągle ma się wrażenie, że jedzie się po płaskim. Nawet wjeżdżając już w same Pireneje. Góry pną się po bokach a droga jakby się nie wznosiła. Do tego często rozszerzają się w dwupasmowe, a mimo że mam aktualne mapy w TT to okazało się, że poczyniono tam jakieś inwestycje, których na miapie nie było a skróciły podróż o dodatkowe 20-30 minut. :)

Jest tam dużo miejscowości i drogi utrzymane bardzo dobrze. Ostatni odcinek, kiedy dojeżdżaliśmy już do Andory i wspinaliśmy się po serpentynkach trafił nam się w zupełnych ciemnościach, ale żadnego problemu z wjazdem nie było, droga czyściutka, a wracając, za dnia, mogliśmy się przekonać jak piękne widoki nas ominęły :) . Sam koniec drogi to tunel d'Envalira.

Ale jakby to wyglądało po opadach?

 

Wjeżdżaliśmy w sobotę wieczorem. Po drugiej stronie był długi korek. Ale może to Francuzi wracali z pracy do domów.

Wyjeżdżaliśmy z kolei, po tygodniu, w niedzielę rano, około 8 i droga była pusta. Ledwie kilka aut jechało w tym samym kierunku. Dodam, że droga do Calais zajęła nam równo 12 godzin z dwiema przerwami na tankowanie paliwa i kawy i jedną, prawie godzinną na Maca.

 

Drogę do naszego biura, gdzie mieliśmy odebrać klucze od apartamentu, też wcześniej wypatrzyliśmy na Street View :)

 

Ponieważ nawet producent auta nie przewidział stosowania łańcuchów na moich kołach już wcześniej zaopatrzyłem się w "skarpety". Ja kupiłem firmy AutoSocks, która chwali się, że są certyfikowane do użytku we francuskich Alpach (specjalny certyfikat, oraz pomocne przy ewentualnej rozmowie z Policją przepisy i artykuły można sobie wydrukować ze strony producenta).

 

My swój sprzęt przywieźliśmy ze sobą. Narty trzymaliśmy w przechowalni na stacji gondoli Soldeu. Za 6 dni kosztuje to 55 Euro, plus 8 Euro za przedłużenie o kolejny dzień. Normalna cena za dzień to 11 Euro.

 

:)


  • BraCuru podziękował za tę wiadomość

#8 BraCuru

BraCuru

    Użytkownik

  • PipPip
  • 117 postów
  • Na forum od: 05.2011
336
  • Umiejętności: 1

Napisano 19 marzec 2017 - 16:11

Ale jakby to wyglądało po opadach?

Też nie wiem. Jedynie na necie znalazłem powtarzające info, że wjazd od strony francuskiej bywa zamykany podczas opadów śniegu. Ale jak czesto się to zdarza? Ktoś doświadczył? 
 

Teraz coś dla rodziców.
Moje dzieci opuściły przedszkola kilkanaście lat temu. Do 10 urodzin najmłodszej córki jeździliśmy tylko na Stubaj. Z bardzo prostej przyczyny – dzieciaki do lat 10 mają karnet gratis.

Dla nas, młodej rodzinki z dwójką dzieci, było to spore oszczędności. Jak nam się dzieci postarzały zaczęliśmy odkrywać inne alpejskie ośrodki.

Z czasem przestałem zwracać uwagę na udogodnienia dla rodzin z małymi dziećmi. Do Andory.

Nie wiem jak jest w innych ośrodkach Alp ale oferta Grandvalirii trudna będzie do przebicia.

 

Czemu?

 

Nie z powodu infrastruktury, która za pewne jest gorsza niż ta w Solden, Stubaju.

Nie z powodu cen „dziecięcych” usług, które są porównywalne z alpejskimi.

Pirenejska pogoda jest trudna do pobicia.

Jadąc w styczniu lub lutym na Stubaj możemy trafić na trzaskające mrozy, nisko zawieszone chmury, mleczne mgły, kieleckie wiatry lub niekończące się opady śniegu.

Kto chciałby uczyć swoje dzieci w takich warunkach jak można wybrać miejsce gwarantujące lepszą pogodą ze zwykle dominującym słońcem i przyjaznymi temperaturami.
Firma zarządzająca Grandvalirią postawiła na narciarskie rodziny. W ośrodku znajduje się 6 przedszkoli i 4 żłobki. Tak, tak! Przyjmowane są dzieci od roczku.

Można zostawić pociechy pod fachową opieką na parę godzin lub cały dzień.

W przedszkolach uczą jazdy na nartach dzieci powyżej 3 roku życia. Dla dzieciaków potrafiących już jeździć rajem są parki tematyczne.

Nie uwierzycie ale sam parę zaliczyłem. Tak mi się podobały. Córka wolała na mnie poczekać pod kolejką. Wyrosła zbyt szybko ;)

Moim ulubionym parkiem był ten najbardziej oddalony na zachód pod górką o nazwie El Forn. Piękne widoki, cisza, duży taras, mało ludzi.

 

Fajne jest też to, że dziecko może bawić się w narty a rodzice mogą opalać się na wypasionych tarasach i patrzeć na postępy swoich pociech. Wszystko na wyciągnięcie ręki.

Dzieciaki do 6 lat mają karnety za darmo!

Jak będę miał wnuki to już wiem gdzie często będę spędzał zimę.

 

Żłobki:
https://www.grandvalira.com/en/nursery

 

Przedszkola:
https://hoteles.gran...arden_te_76.htm

 

Dzisiaj zamiast zdjęć wrzucam zajawkę z klimatycznie rodzinną muzyką i montażem ;) 



#9 paolomario

paolomario

    Użytkownik

  • PipPipPip
  • 422 postów
  • Na forum od: 10.2015
489
  • Umiejętności: 3

Napisano 19 marzec 2017 - 18:41

Ja w przyszłym roku uderzam do Grandvaliry w lutym znowu :)

 

Super muza i super montaż. Córę narciarkę sobie fajnie wychowałeś, mam nadzieję, że i mi się też tak uda :) Czekam na cały film :)



#10 Porter

Porter

    50+

  • PipPipPip
  • 835 postów
  • Na forum od: 01.2009
325
  • Umiejętności: 6
  • Gdynia

Napisano 20 marzec 2017 - 00:50

Ja w przyszłym roku uderzam do Grandvaliry w lutym znowu :)

 

Super muza i super montaż. Córę narciarkę sobie fajnie wychowałeś, mam nadzieję, że i mi się też tak uda :) Czekam na cały film :)

Bardzo fajny opis choć nie ze wszystkim bym się zgodził. My byliśmy trochę później (zero freerajdu) i też było świetnie, choć "górka, to górka" i w Austrii za te pieniądze można się zdecydowanie lepiej wyjeździć. Pomimo bardzo wolno jeżdżących kanap przez tydzień da się objechać wszystko wielokrotnie, warto jednak zwrócić uwagę na kierunek nasłonecznienia stoków - unikniecie nartowania w "kaszy". Zresztą sami zobaczcie i posłuchajcie jak było ;) - 



#11 BraCuru

BraCuru

    Użytkownik

  • PipPip
  • 117 postów
  • Na forum od: 05.2011
336
  • Umiejętności: 1

Napisano 30 marzec 2017 - 14:21

Super muza i super montaż. Córę narciarkę sobie fajnie wychowałeś, mam nadzieję, że i mi się też tak uda :) Czekam na cały film :)

Ja córkę? To ona robi ze mną co chce  :unsure: 

Zrobiłem wersję 3 minutową ale głównie jest jazda. Andory i jej klimatów nie ma w filmiku. Jakoś mi tak wyszło:

 

 

Bardzo fajny opis choć nie ze wszystkim bym się zgodził. 

 

No i całe szczęście. 
Ciekawy jestem czy planujesz powrót do Andory. 
Ja będę wracał planując narty w okresie grudzień-luty. 
 

Jedną z atrakcji jest przejażdżka zaprzęgiem haskich. Kosztuje to fortunę i mimo tego musieliśmy bukować z 2 dniowym wyprzedzeniem - tylu ludzi było. 
Atrakcja okazała się rozczarowaniem. Haskich to tam było co kot napłakał. Psy wyglądały na traktowane jak w cyrku. 
Gadania dużo a jazdy mało. Najgorsze jednak było patrzeć na to, że organizatorzy pozwalają każdemu brać w tym udział. 
Z tego co widzieliśmy w każdej grupie znajdował się ktoś kto jeździł na hamulcu. W efekcie mordował biedne psy i spowalniał resztę. 
U nas taki baran jechał nawet pod górkę na dociśniętym hamulcu. Prośby i wrzaski nie pomogły. 
Nie polecam szczerze. 

 





Podobne tematy Collapse

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych