Skocz do zawartości



Zdjęcie
  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1 Jarda

Jarda

    Hochkar Gruppen

  • PipPipPipPipPip
  • 2956 postów
  • Na forum od: 01.2007
783
  • Umiejętności: 1
  • Opole

Napisano 11 sierpień 2011 - 23:04

Komórkowy budzik, jak jakiś oszalały kościelny zbudził o.tiska z krótkiego snu. O.tisk często śpi krótko i bardzo krótko, ale tej nocy to już przegiął zupełnie kładąc się po 2-giej w nocy. Spojrzał na komórkę i powiedział w myślach - Nieeee, to niemożliwe, żebym musiał wstawać tak wcześnie. W końcu jest sobota i należy mi się choć trochę snu. - No chyba, żeby to miałby być jakiś wyjazd na narty. Taaaa, to co innego. Na narty o.tisk może zawsze i o każdej porze - pomyślał i obrócił się na drugi bok. Nie dało mu to jednak spokoju, po co ten budzik dzwonił i w jakiej sprawie. - Pewnie coś pomyliłem - pomyślał i grzecznie przywalił łeb poduszką. Wtem z płytkiego już snu wybudził go kolejny raz, ale - tym razem telefon.- Efendi co z tobą, wstawaj i zapylaj na dworzec - wrzucił zaspanemu jeszcze o.tiskowi prosto do ucha Rycho Ochódzki. - O cholera, zapomniałem - syknął o.tisk i czym prędzej wyskoczył z łóżka, w biegu maznął zęby szczoteczką, popryskał się nieświęconą wodą nad wanną i wskoczył w lajkrowe majtasy i takąż górę. Wziął jeszcze łyżkę fasolowej z garnka, chwycił spakowany wcześniej swój nieodłączny plecaczek i wyciągnąwszy swojego Treka z piwnicy popędził na nieodległy dworzec. Ciemno i szaro po drodze, jakaś słaba mżawka próbuje się sączyć z nieba. - Nic to - pomyślał o.tisk. - Najważniejsze, że jedzie sprawdzona ekipa twardzieli, z którymi zawsze i wszędzie, aż na koniec świata - myśląc to weselej mu się zrobiło na ospałej duszy. - A i telepiąca się w plecaczku puszka Tatry znajdzie z pewnością przyjaciół, i to niechybnie już w wagonie pociągu !
Na dworcu wszyscy - prawie w komplecie - czekają na ostatnich spóźnialskich. Nawet udało się maszynistę przekonać do zaczekania jeszcze chwilkę, bo - a nuż ktoś z naszych się jeszcze raz namyśli i dojedzie. - Odjazd - krzyknął opóźniony o 20 min. i zrezygnowany konduktor i ... pojechalim na jurajską przygodę wygodnie siedząc w przedziale bagażowym, pustego o tej porze składu, patrząc na grzecznie stojące, ale już rwące się do jurajskiej przygody nasze bike'i, zaś w tym wyrywaniu z zadumy mocno nam pomagała Tatra, tudzież Lech z Tyskim na zmianę.
- Gdzie jesteście - pyta się co chwilę przez komórkę Mar_czwa. - Jeszcze jesteśmy w drodze - odpowiada zgodnie z prawdą, nieco zaskoczony o.tisk. Chwilkę przed 9-tą pociąg dojeżdża do Stradomia. Stefan, który jedzie z Wawy informuje, że dojechał na Cz-wę Główną, poczym Alejami dojeżdża na spotkanie. Ruszamy więc razem, o.tisk robi za przewodnika - byli tutaj rok temu razem z Rossim na skiforumowej eskapadzie, więc kumają nieco więcej, aniżeli pozostali. Naturalnie pozwala im to już na początku pogubić główną trasę, tzn. o.tisk pojechał inaczej, jak się okazało niepotrzebnie inną drogą, dlatego do Mar_czwowego Olsztyna docierają w dwóch grupach. Ekipa z Bodziem opiera się jeszcze o kameralny wioskowy pit-stop w Kusiętach, coby nawodnić organizmy przed "morderczą walką" z jurajskimi skałami, poczym i ci ostatni maruderzy docierają do słynnej olsztyńskiej lecznicy naszego Dr. Dolittle :-)
- Kończymy siku - komenderuje po krótkiej przerwie Mar_czwa i ruszają dookoła zamku w Olsztynie przez fajny OS na górze Knieja do Zrębic. Szlak jako jedyny w całości przejeżdża Oczko, a tworzą go na całej długości schody z drewnanianych, nieociosanych wkopanych w ziemię belek, pomiędzy którymi tworzą się wielkie i zdradliwe dziury. Ekipa się ładuje i - tym razem - Transjurajskim Szlakiem Konnym docieramy do Złotego Potoku, gdzie w klasycystycznym pałacu spotykamy się z wieloma legendami dawnej Polski. Krótki popas w pałacowych ogrodach i … kierunek przez górkę na zamek Ostrężnik i Trzebniów. Tutaj megafajną półką na leśnym zboczu ekipa jedzie po ubitym dukcie, mając główną drogę cały czas poniżej swojej. - Przenoski, jak na kajakach - mówi ze śmiechem, ale i niedowierzaniem co chwilę ktoś. A to z powodu wielkich wichur, jakie musiały mieć tutaj miejsce, bowiem co chwilę trzeba było przenosić rowery przez wielkie powalone konary drzew. Stefan pstryka zdjęcia, naturalnie część z nich kręci z ręki jadąc po leśnym szlaku !!! Oczko dostrzega w nim wielce walecznego druha, o czym nie omieszka mu napomknąć, a zjazd kończy zasłużony już o tej porze pit-stop w sklepiku rodem z Wilkowyj, tj. w Trzebniowie (był nawet nieodłączny rekwizyt na stole przed sklepem w postaci ledwie co napoczętego wina marki "wino" :-D). Sielską sielanką kończy tradycyjnie już Mar_czwa. - Zbieramy się i śmigamy, nie ma to tamto. Na końcu czekają przecież na nas pieczonki - rzecze. Ci, którzy docierają po raz pierwszy do majestatycznego, położonego na wyniosłym wzgórzu zamku w Bobolicach nie kryją wielkiego zdumienia, nad ogromem prac jakie poczynili obecni właściciele, aby doprowadzić do takiego stanu ten piękny gotycki zabytek, która wyrasta niechybnie na Jurajską Perełkę, serio ! - Będziemy tu jeszcze jutro – pogania o.tisk. - Jedźmy na naszą kwaterkę, w końcu mamy zamówiony pyszny obiadek, który już na nas czeka !
Okazało się, że noclegi wypadły w pensionie odległym tylko 100 m. od zamku w Mirowie, więc każdorazowe posiedzenia w ogródku z widokiem na ten piękny, ale mocno zrujnowany zabytek robią na każdym wielkie wrażenie. Na o.tisku - ale chyba nie tylko na nim - największe z kolei wrażenie zrobiły wyroby kulinarne wiejskich kucharek tego pensionu, tj. pyszny schabowy wielkości dwóch olbrzymich łap spracowanego drwala oraz magicznie zasmażana kapusta. A to było – jak się okazuje - tylko preludium przed śniadaniowymi specjałami dnia następnego. - Nie ma to jak dobra, wiejska kuchnia - myśli każdy, albo ... prawie każdy. Wtem dostaje telefon Mar_czwa. - Kochani, muszę Was opuścić. Służba nie drużba - mówi. - Właśnie dostałęm wezwanie do chorej klaczy-medalistki, więc - sami rozumiecie - kończy ze smutkiem nasz dzielny druh i się żegna z ekipą.
Natomiast już sam wieczór minął w równie ciekawej, a nawet … intrygującej atmosferze, zwłaszcza, że dotarła i do nas na miejsce mooocno spóźniona reprezentacja klubu Rajders w mężnej wielce obsadzie, która to zorientowała się za wczasu, że pogoda (nie tylko na Jurze) jest całkiem całkiem, więc szkoda mitrężyć czas w miejskich, zakopconych murach.

Dzień drugi, czyli wszystko, co dobre szybko się kończy. Niestety

Ranek obudził nas rześkim, jurajskim powietrzem. Było sucho, choć słonko tylko czasem wychylało się zza chmur. Każdy za to wstał wypoczęty, świeży i niepomięty. - Pewnie to zasługa tego klimatu oraz tego, że wszyscy grzecznie i wcześnie poszli spać – pomyślał o.tisk żwawo idąc na śniadanie. A może mu się tylko tak wydawało ? A tam – na stołówce - już czekały na wszystkich te wiejskie dorodne frykasy w postaci soczystych pomidorów, pysznych ogórków oraz wędlin swojskich i przeróżnych! Kobitki z obsługi uwijały się jak mogły, donosząc a to herbatę, a to bułeczki tak, aby nikomu nic nie brakowało. Na koniec zachęcały jeszcze do robienia kanapek na drogę, przygotowując specjalnie nam woreczki śniadaniowe ! Taki jest aktywny, jurajski marketnig :-)
Ruszyliśmy w końcu ponownie do Bobolic, aby jeszcze raz zwiedzić ten piękny zamek. Niektórzy weszli do środka, reszta zaczęła kolejny, rowerowy dzionek od świeżej, żywieckiej piany, którą podawała przeurocza, a do tego oryginalna - ponoć - Krakowianka! Ciężko było się oprzeć, powaga ;-)
Z bobolickiego zamku udaliśmy się w końcu do samego jądra Jury, czyli wbiliśmy przez Zdów na mocno kamienisty i trudny czerwony szlak, który wiódł przez najpiękniejsze zakątki tej krainy, czyli przez same strzeliste skały i dumne ostańce, po których poruszali się niezwykle zwinnie - niczym muchy z zerową grawitacją - wspinacze skałkowi, a pod ich nogami pomiędzy kamolami, skałami i urwiskami przemykała dzielna ekipa z Opola, tudzież warszawski rodzynek. Nasze filmiki są właśnie z tamtego miejsca, a zjazd Oczka był naprawdę niezwykle ostry, co spłyciła nieco „ręka Stefanowej kamery”.
W takich warunkach niemożliwym było utrzymanie jednego tempa jazdy, zwłaszcza, że co chwilę wpadało się na odcinki z ciężkim piachem, skalnymi urwiskami, czy wąskimi półkami. Peleton się porwał na całego, o.tisk – myśląc, że goni Oczka przed sobą – pognał do przodu zostawiając Baryłę i Bodzia za tyłu. Szlak był trudny i ... bardzo trudny, ale że prowadziła tam jedynie i wyłącznie czerwona trasa, więc wszyscy w końcu dotarli na kolejną górę i – jakżeby inaczej – na kolejny zamek, czyli do Morska. Tamteż pod samym szczytem, obok zamku Bąkowiec - w kamiennej chacie - odbyło się małe posiedzenie przy świetnym żurku i chlebie ze smalcem i ogórasem małosolnym (wyobraźcie sobie, że nawet skrupulatny finansowo Baryła się na niego zdecydował, nie omieszkając dodać pannie, żeby : cytat - porządnie nabrała chochlą z kotła, ale tak z samego dołu, a nie tylko tej samej „wody” ;-)))
Tutaj ekipa się dzieli – Oczko, Stefan i o.tisk postanawiają jechać dalej szlakiem przez góry, reszta nieco znużona już i obawiająca się pierwszych symptomów deszczu postanawia jechać dołem i asfaltami już przez Skarżyce. Oczko z ekipą śmigają równolegle szlakami i przez Kromołów. Tutaj - niespodzianka - zupełnie przypadkowo wbijają na fajną wiejską imprezę, którą - początkowo - wzieli za parafialny odpust, a okazał się nim być okolicznościowy jarmark z kramami, balonikami i występami m.in koła gospodyń wiejskich -> http://www.kromolow.pl. Stefan robił jakieś foty, więc jakiś ślad z tej imprezki też będzie! W końcu i Oczko z chłopakami docierają do zamku Ogrodzieniec w Podzamczu. W ten weekend odbywały się na zamku wojenne inscenizacje grup rekonstruktorów, więc wszyscy chcieli ponownie zobaczyć, jak to nasi Andersowcy poganiają kota niemieckim spadochroniarzom w bitwie pod Monte Cassino. Cóż – w tym roku nasze wojska się wyjątkowo szybko uporały z Niemcami, dlatego można już było zobaczyć jedynie wyłącznie jakichś maruderów obu walczących stron oraz wywożone jeepy i inne pojazdy wojskowe. Mały pitstop na wzgórzu zamkowym pośród kramów wszelakich, Stefan z Rychem zasuwają po jakiejś zupie, reszta przegryza chleb ze smalcem i popija jakimś podłym piwem z plastiku. Kończymy posiedzenie, bo czas się zbierać do powrotu ( w końcu pociąg nie będzie na nas czekał wiecznie ;-))
W Zawierciu mała aprowizacja w postaci płynów wewnątrzustrojowych (mała załamka – nie ma tego najlepszego, Bodziowego, ale … mówi się trudno), zmyka nam nasz dzielny Stefan – ma pociąg wcześniej od nas – szkoda. A chcieliśmy jeszcze jakąś pożegnalą, wspólną pianę zrobić. Wbijamy w końcu i my do naszego pociągu, który spokojnie nas dowozi, wraz z rowerowym sprzętem do naszej stacji docelowej. Oczko, Mirka i o.tisk nie mogąc się tak rozstać, ot tak po prostu – postanawiają jeszcze zobaczyć co się dzieje „pod Pałami”, a jak już tam się nic nie działo, to sprawdzili co słychać pod słynnym „Jesionem” :-)

Tak to zakończyła się ta nasza wspólna wycieczka, pełna wrażeń, wielu przeróżnych emocji, ale esencja całego życia tkwi właśnie w tak intensywnym jego przeżywaniu. Przynajmniej ja tak myślę, Wasz skromny jak zwykle o.tisk

Pozdro i do następnego :-)


- Przenoska przez zwalone drzewa
- Ścieżka rowerowa przez las
- Serwis rowerowy
- Przejazd przez las
- Przejazd przez strumyk cz. 1
- Przejazd przez strumyk cz. 2
- Widok z góry
- Zjazd z góry w wykonaniu Oczka
- Końcowka fajnego zjazdu cz 1
- Końcowka fajnego zjazdu cz 2
- Jarmark Kromołowski

Tu jest ślad z pierwszego i drugiego dnia:
http://maps.google.c...aps/ms?msa=0 ... b1472a608a

#2 Szabir

Szabir

    Stały bywalec forum

  • PipPipPipPipPip
  • 3754 postów
  • Na forum od: 09.2006
7016
  • Umiejętności: 7
  • Katowice

Napisano 12 sierpień 2011 - 05:44

ale to chyba miałeś zamieścić w dziale "relacje z wyjazdów" drogi Odcisku ;)

Całe życie z wariatami    facebook     [email protected]

 

 


#3 mig12345

mig12345

    Stary maruda

  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 6595 postów
  • Na forum od: 02.2008
4808
  • Umiejętności: 2
  • Rybnik, Ustroń

Napisano 12 sierpień 2011 - 08:03

Fajna imprezka.
Popraw proszę ostatniego linka- tego ze śladem.... ucieło go.

#4 Jarda

Jarda

    Hochkar Gruppen

  • PipPipPipPipPip
  • 2956 postów
  • Na forum od: 01.2007
783
  • Umiejętności: 1
  • Opole

Napisano 12 sierpień 2011 - 09:30

Fajna imprezka.
Popraw proszę ostatniego linka- tego ze śladem.... ucieło go.


http://maps.google.c...0dc1cb1472a608a
Teraz powinno być już lepiej, choć rwał się nam ślad co chwilę i - pomimo, ze jechaliśmy z samej Cz-wy na rowerach, to ślad nie jest pełny, podobnie jak na trasie (padła bateria )
A jeśli nie tylko po asfaltach lubisz, to szykuj się na beskidzki trójstyk granic ;-)

ale to chyba miałeś zamieścić w dziale "relacje z wyjazdów" drogi Odcisku ;)


Piotruniu - pierwszą relację z zimowych wygłupów zamieszczę naturalnie w narciarskich relacjach z wyjazdów. Będzie na co patrzeć i czytać, obiecuję :-)


Zdravim :-)

#5 mig12345

mig12345

    Stary maruda

  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 6595 postów
  • Na forum od: 02.2008
4808
  • Umiejętności: 2
  • Rybnik, Ustroń

Napisano 12 sierpień 2011 - 10:06

http://maps.google.c...0dc1cb1472a608a
Teraz powinno być już lepiej, choć rwał się nam ślad co chwilę i - pomimo, ze jechaliśmy z samej Cz-wy na rowerach, to ślad nie jest pełny, podobnie jak na trasie (padła bateria )
A jeśli nie tylko po asfaltach lubisz, to szykuj się na beskidzki trójstyk granic ;-)
)


Zresetowałem ostatnio cały soft z komórki i wgrałem ponownie. trekbuddy chodzi juz 2 dni bez zwisu.... może juz nie bedzie problemów z rwanym śladem

Zaglądam co jakiś czas na rowerowe Opole a tam ciiiisza w temacie... ;)

Masz juz jakieś pomysły na trasę? Może przezbrajanie roweru z opon 1,2" na terenowe nie będzie konieczne?
Bedzie ktoś jutro w poblizu?
--
Pozdrawiam
Michał



Podobne tematy Collapse

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych